Korsyka - podsumowanie.


Korsyka (28.08-06.09 2008r) - gdzie byliśmy i co widzieliśmy:










Korsykanie:
Będąc na Korsyce absolutnie nie czułam się, że jestem we Francji, fakt mówi się tam po francusku, ale ja czułam bardziej włoskie klimaty. Sami Korsykanie (przynajmniej pewna ich część) też nie do końca czują się Francuzami. Będąc na Korsyce na każdym kroku widać, że spora część mieszkańców wolałaby, aby wyspa odzyskała niezależność. Częściej niż francuskie powiewają białe flagi z czarną głową Maura (symbolem Korsyki), literka F na rejestracjach jest często zaklejana. Natomiast ślady po kulach na drogowskazach oraz zamalowane francuskie nazwy miejscowości są powszechne. Są one jednym z przejawów nieprzerwanej kampanii w obronie języka korsykańskiego.

Ceny:
W sumie spodziewaliśmy się, że będzie drożej (fakt trafiliśmy na najkorzystniejszy kurs euro). ·W supermarketach wiele produktów jest w cenach zbliżonych do naszych. Standardowo dużo droższe są wędliny i mięsa. W restauracjach też jest drożej (ale taniej niż w Szwajcarii). Benzyna była w cenie 1,44-1,55EUR.

Korsyka podobała nam się baaardzo i na pewno tam jeszcze wrócimy. Jest to niezwykle różnorodna wyspa i każdy znajdzie coś dla siebie: piękne wybrzeże (zarówno skaliste jak i piaszczyste), wysokie i piękne góry, urokliwe miasteczka z wąskimi uliczkami. Najmniej jest zabytków, ale nam to akurat nie przeszkadzało.

Zwiedzanie Korsyki z jednego miejsca jest możliwe, ale będzie bardzo męczące, dlatego polecam wycieczkę objazdową i noclegi przynajmniej w 3-4miejscach. My przynajmniej połowy wyspy nie widzieliśmy i jak za parę lat tam wrócimy to już z własnym namiotem i wtedy objedziemy ją dookoła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz