Rajskie plaże: Palomabaggia i San Ciprioanu oraz Porto-Vecchio.

Tego  dnia przyszedł czas, żeby wreszcie ruszyć się gdzieś dalej, żeby jednak nie było zbyt męcząco postanawiamy "pozwiedzać" plaże ;)

Jako pierwszą, wybieramy ponoć jedną z najpiękniejszych korsykańskich plaż. Na pewno najbardziej znaną w tej okolicy - plaże Palombaggia. Jest faktycznie przepiękna, cudne kolory wody, niezwykle malownicze skały... Można byłoby poczuć się jak w raju... Można by gdyby nie ludzie dookoła. Nie ma ich może aż tak dużo, ale ponieważ pasek piasku jest bardzo wąski trudno znaleźć miejsce, no przynajmniej nam, bo my zdecydowanie nie lubimy ścisku. Odchodzimy kawałek w bok i tam między skałami znajdujemy zatoczkę gdzie jest prawie pusto i tam jest cudnie!!! Do tego woda jest w tym miejscu bardzo płytka, idealna dla Kajtula. Starszakowi natomiast bardzo podobają się owalne skałki, po których może chodzić.





Główna część plaży:

                                                          
Wiem, że to nie była absolutnie najpiękniejsza plaża Korsyki, bo najpiękniejsze plaże to takie malutkie, piaszczyste zatoczki, które można wypatrzyć z drogi i znaleźć dogodne zejście, gdzie nie ma ludzi... Jest mnóstwo takich plaż na Korsyce, ale po pierwsze głownie z drugiej strony wyspy (nie byłam, ale znalazłam w paru relacjach i zdjęciach przekopując Internet przed wyjazdem) a po drugie my nie bardzo chcieliśmy wozić te nasze dzieciaczki w poszukiwaniu pięknych plaż. Ale na pewno wrócimy na Korsykę za parę lat i wtedy znajdziemy nie jedną taką plażę... Na razie musieliśmy się zadowolić plażami opisanymi w przewodniku, które i tak nam się baaardzo podobały :))


Ale wróćmy do relacji...
Po spędzeniu 2 czy 3 godzin na plaży jedziemy do Porto-Vecchio, (najpiękniejsze plaże na wschodnim wybrzeżu leżą właśnie w rejonie Porto-Vecchio). Byliśmy strasznie głodni i zaczęliśmy od szukania miejsca gdzie moglibyśmy coś zjeść. Zaparkowaliśmy samochód w okolicach portu. Tam, przy nadbrzeżnej ulicy, jest kilka restauracji. Niestety okazało się, że jest już za późno (chwila po 15:00) i nikt już nie podaje dań obiadowych... Musimy czekać do około 18:00!
Darowaliśmy sobie oglądanie portu i pojechaliśmy do górnej części miasta. Tam oczywiście było to samo. Już myśleliśmy, że zamiast obiadu będą lody (co oczywiście bardzo ucieszyłoby dzieciaki ;) ) Kiedy przy głównym placu - de la Republique, znaleźliśmy restaurację gdzie jeszcze podawano sałatki. Zamówiliśmy, więc trzy sałatki (nie pamiętam nazw, cena 10-12EUR) i mieliśmy prawdziwą ucztę, sałatki były wielkie i pyszne.
                                   
Nasz mały podróżnik w Porto-Vecchio. 


Po jedzeniu poszliśmy na spacer po starych uliczkach Porto-Vecchio. Miasteczko jest niewielkie, nie ma w nim też zbyt dużej ilości turystów, ale jest bardzo przyjemne na popołudniowy spacer.  Polecam :)




 
Z Porto-Vecchio jedziemy na plaże San Ciprionu  i niestety okazuje się, że nie było warto. Plaża ładna, ale nie zrobiła na nas szczególnego wrażenia.
Nad plażą widać fragment genuańskiej wieży. Wzdłuż całego korsykańskiego wybrzeża Genueńczycy wznieśli wieże strażnicze, rozmieszone w niewielkiej odległości od siebie i tworzące system obronny znany jako torregiana. Powstało kilkaset tego typu obiektów, do naszych czasów przetrwało jedynie 67 wież, najwięcej na półwyspie Cap Corse i na zachodnim wybrzeżu, my po wschodniej stronie spotkaliśmy zaledwie dwie. 

1 komentarz:

  1. To pierwsze zdjęcie wygląda zupełnie jak na Seszelach. Pięknie !

    OdpowiedzUsuń