Monte Bianco / Mont Blanc - włosko-francuska przygoda.

Zapraszam na kolejną relację Łukasza z górksiej wędrówki, tym razem będą to Alpy i ich najwyższy szczyt - Mont Blanc



Siedzę na mokrym plecaku i mocno zapieram się nogami o skałę, wieje silny wiatr i pada śnieg z deszczem, bokiem schodzi mała lawinka, jej większa poprzedniczka zapaliła nam czerwoną lampkę i dała ostateczny sygnał do odwrotu. Zgrabiałymi rękami powoli podaję luz Leszkowi, który przed chwilą znikł w białej otchłani. Jest mi coraz bardziej zimno, a do zejścia szykuje się Krzysiek.
Jeszcze godzinę temu z optymizmem parliśmy do przodu, do schroniska Gonella zostały dwie godziny i nic nie zapowiadało, że będziemy musieli zawracać. Najgorsza jest myśl, że po zejściu w bezpieczny teren, czeka nas jeszcze pięć godzin drogi do namiotów, które zostały w dolinie.

Trzy dni w grudniowym, przedświątecznym Londynie.

Londyn nie był nigdy na pierwszych miejscach listy miejsc, gdzie chciałabym pojechać. Sama nie wiem dlaczego... I pewnie zbyt szybko nie odwiedziłabym stolicy Wielkiej Brytanii, gdyby nie moja siostra, a dokładnie jej urodziny. Jak wiadomo 18. urodziny ma się tylko raz w życiu i jest to wiek szczególny. Dlatego zależało mi na wyjątkowym prezencie. Uznałam, że takim prezentem będzie weekend w Londynie :) Taki prezent dla nas obu, okazja do spędzenia ze sobą więcej czasu i poznania się lepiej. I choć nasze trudne charaktery sprawiły, że nie obyło się bez spięć, a Londyn trochę mnie zmęczył, to wyjazd uważam za bardzo udany i mam nadzieję, że jeszcze nie jedno miejsce uda nam się razem zobaczyć.


Zimowy Beskid Żywiecki, Rycerzowa w Nowy Rok.

Rok temu, nie planując szczególnie świętować pożegnanie Starego i powitanie Nowego Roku, postanowiliśmy 1. stycznia wybrać się w góry. Wybór padł na Skrzyczne, najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego, wycieczka była bardzo udana. Pomysł takiego powitania Nowego Roku bardzo nam się spodobał, dlatego w tym roku postanowiliśmy go powtórzyć. Tym razem wybraliśmy nasz ulubiony Beskid Żywiecki, a konkretnie Bacówkę pod Rycerzową,



2016 rok - podsumowanie.


To był rok weekendowych wyjazdów.
Nie było dłuższej, wakacyjnej podróży, za była cała masa jedno, dwu i trzydniowych wypadów. Było i morze i góry, były wyżyny, jeziora, była też rzeka, było kilka europejskich miast. Były noclegi na dziko, było dużo wieczornych ognisk i pięknego, nocnego nieba. Poza miejscami na zdjęciu było dużo jurajskich szlaków i oczywiście leniwe weekendy nad naszą rzeczką. To był dobry rok.
Czy mamy plany na zaczynający się już za dwa dni kolejny rok? Oczywiście, mamy już nawet pierwsze rezerwacje i bilety :) 
Mam nadzieję, że 2017 rok dorówna poprzedniemu pod względem wyjazdowych weekendów, a dodatkowo uda nam się pojechać gdzieś dalej, może na koniec świata... albo chociaż Europy... ;)


Zimowa Babia Góra.

Mała fotorelacja z grudniowej wędrówki na Babią Górę, szlak z przełęczy Krowiarki, powrót na przełęcz przez schronisko Markowe Szczawiny.
Nie, nie wybraliśmy się rodzinnie, to był wypad Łukasza z kolegami.


Wędrówka przez Afrykę, spotkanie z przyrodą i wszystko o wodzie we Wrocławiu.

Już od dłuższego czasu wybieraliśmy się do Afrykarium we wrocławskim ZOO, ale jakoś nam nie wychodziło. W końcu do kolejnej wizyty we Wrocławiu zmobilizował nas cieszący się coraz większą popularnością Jarmark Świąteczny na wrocławskim Rynku. Wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę w drugą sobotę grudnia. Niestety okazało się, że popularność jarmarku przerosła nasze oczekiwania i w sobotni wieczór są tam tłumy ludzi. A jak wiecie my tłumów nie lubimy, więc szybko stamtąd uciekliśmy. I gdyby to był główny cel naszej wizyty we Wrocławiu, to pewnie wrócilibyśmy bardzo rozczarowani. Na szczęście tego dnia odwiedziliśmy trzy bardzo ciekawe miejsca i dzięki nim wycieczka była w 100% udana.
Zapraszam więc na wędrówkę przez Afrykę oraz wizytę w Muzeum Przyrodniczym i niezwykłym centrum wiedzy o wodzie - Hydropolis. 


Odkrywamy Śląskie cz.1 - Muzeum Pożarnictwa, Muzeum Śląskie oraz Egzotarium.

Z czym kojarzy mi się Śląsk? Oczywiście z kopalniami, blokowiskami, gęstą siecią dróg... Z atrakcjami turystycznymi? Raczej nie... No jedynie Jura i Beskidy kojarzą mi się turystycznie ale aglomeracja śląska już raczej. Kiedy wczytałam się w przewodnik autorki bloga Podróże Hani - Dzieci odkrywają Ślaskie, zrozumiałam, że choć Śląsk leży tuż obok, zupełnie nie znam tego rejonu naszego kraju.
Postanowiłam jak najszybciej nadrobić te zaległości. Szczególnie, że sporo śląskich atrakcji jest pod dachem, albo pod ziemią, więc znakomicie nadają się na jesienno-zimowe zwiedzanie. 
To co? Odkryjecie z nami Śląskie?


Urodzinowy Beskid Żywiecki - z Lipowskiej przez Rysiankę na Krawców Wierch.

Zaniedbałam ostatnio bloga i mam trochę wakacyjnych zaległości. Zacznę od tej najstarszej czyli ostatniego majowego weekendu. Był to wyjazd szczególny, ponieważ był niespodzianką dla Łukasza, który pod koniec maja obchodził okrągłe urodziny. Niespodziankę prawie do końca udało mi się utrzymać w tajemnicy, mąż dowiedział się o wyjeździe późnym popołudniem dzień wcześniej, kiedy już spakowane plecaki leżały schowane u syna w pokoju ;)
Wyjazd był dwudniowy i przewidywał nocleg w schronisku i z tym był pewien problem, ponieważ kiedy ponad miesiąc wcześniej chciałam zarezerwować dla nas pokój - 4os., w trzech kolejnych schroniskach słyszałam, że nie ma wolnych pokoi... W końcu udało m się zarezerwować pokój w schronisku na Hali Lipowskiej :)


Wrześniowe Tatry i Kościelec... trochę symboliczny :)

W zeszłym roku, jesienią, wybraliśmy się z Najstarszym w Tatry, naszym celem był Kościele. Jednak z powodu zbyt dużej ilości śniegu, nie udało nam się wejść na szczyt i doszliśmy jedynie niewiele powyżej Karbu. Syn był trochę zawiedziony, miał to być jego pierwszy dwutysięcznik w naszych Tatrach. Obiecaliśmy Mikołajowi, że wiosną, kiedy zejdzie już śnieg, wrócimy na Kościele. Niestety śnieg leżał długo, później pojawiały się inne niesprzyjające okoliczności i nie udało nam się wybrać. Latem Tatry wolimy omijać z daleko z uwagi na zbyt dużą liczbę przebywających tam turystów. Przyszedł wrzesień i postanowiliśmy nie czekać aż w Tatrach spadnie śnieg, wybraliśmy się na Kościelec już w 8. września. Tym razem wędrówka zakończyła się sukcesem.

Kaszubska Droga, Jar Raduni i ceramika Neclów czyli chwila na Kaszubach.

Po krótkim lenistwie na dzikiej plaży pojechaliśmy na chwilę na Kaszuby. Rejon poznaliśmy troszkę 5 lat wcześniej, była to trzecia i ostatnia część wakacji spędzanych w północno-wschodniej Polsce w 2011 r. Wtedy, pomimo kiepskiej pogody, udało nam się zobaczyć kilka ciekawych miejsc - Wieżyce, Szymbark, Kościerzynę... Tym razem liczyłam, że pogoda pozwoli nam na poczucie klimatu Kaszub i podziwianie pięknych widoków.



Na bałtyckiej plaży... na dziko :)

Rok temu spełniło się moje marzenie, wybraliśmy się nad Bałtyk, z namiotem. Taki szybki wypad, dwa dni plażowania, nocleg na plaży pod namiotem, wieczorem ognisko. Było cudnie. Na tyle, że w tym roku postanowiliśmy ten wypad powtórzyć.


Rowerowa Jura - pierwsze koty za płoty ;)

Mało nowych wpisów na blogu ostatnio, choć sezon wakacyjny w pełni... Powodem naszej nieobecności nie jest też niestety dłuższy wyjazd, jakoś tak wyszło, że czasu na pisanie było mniej. Jednak teraz zabieram się za nadrabianie zaległości :) Na początek krótka relacja z rowerowej wycieczki na Jurę. Nasi stali czytelnicy dobrze wiedzą, że Jura jest nam bardzo bliska (nie tylko ze względu na położenie tuż obok naszego miasta) i bywamy tam często. Jednak jeszcze nigdy nie byliśmy w piątkę na Jurze na rowerach. Nadszedł czas, żeby to nadrobić :)



Gołoborza, prehistoryczna kopalnia i góra czarownic - Świętokrzyskie, najstarsze góry w Polsce

Góry Świętokrzyskie, najstarsze góry w Polsce, jednocześnie jedne z najniższych, jakoś nigdy nas bardziej nie interesowały. Ale, ponieważ lubimy góry, a te są blisko naszej rodzinnej Częstochowy, postanowiliśmy, że trzeba je poznać i w jeden z majowych weekendów pojechaliśmy właśnie tam. Zaplanowaliśmy jednodniową, sobotnią wycieczkę, poza górami w planach były Krzemionki Opatowskie - fakt, że jest to kopalnia z czasów prehistorycznych bardzo nas zainteresował. Dodatkowo w planach było Muzeum Zabawek w Kielcach, no ale jak to z planami bywa, często są miejscu modyfikowane ;)


Budapest by Night.

Będąc w Budapeszcie koniecznie trzeba zobaczyć miasto w wersji nocnej, szczególnie mosty, Wzgórze Zamkowe i Parlament. Bardzo popularne jest podziwianie nocnego miasta z pokładu jednego z licznych statków pływających po Dunaju. My jednak wybraliśmy widok ze wzgórz, pierwszego wieczoru ze Wzgórza Gelerta, drugiego ze Wzgórza Zamkowego, trudno mi powiedzieć gdzie było piękniej...


Budapeszt - miasto nad Dunajem.

Trudno wyobrazić sobie Budapeszt bez Dunaju i bez mostów łączących Budę z Pesztem. Piękne mosty, przeglądający się w rzece Parlament, górujące nad brzegiem Wzgórze Zamkowe, wyspa Małgorzaty, to wszystko sprawia, że widok rzeki płynącej przez miasto jest w Budapeszcie wyjątkowy. Dlatego też postanowiłam, że jeden z postów będzie w całości poświęcony Dunajowi.


Austro-węgierski Peszt - to tu tętni życie Budapesztu.

Buda, choć bardzo ładna, zrobiła na mnie trochę sztuczne wrażenie... brakowało mi życia na uliczkach Starego Miasta. Natomiast Kościół Macieja i Baszta Kupiecka, choć niezaprzeczalnie piękne, wydawały się być z nieco innej bajki. Taka trochę ozdoba, o którą się troskliwie dba ale lepiej jedynie oglądać niż nie dotykać... Życie węgierskiej stolicy toczy się w położonym na lewym brzegu Dunaju Peszcie i to ta część Budapesztu podobała mi się najbardziej.


Wzgórza Budy czyli z widokiem na węgierską stolicę.

W Budapeszcie byłam dwa czy trzy razy wiele lat temu. Już wtedy, choć byłam dzieckiem, miasto zrobiło na mnie spore wrażenie, szczególnie most z lwami... po latach lwy okazały się mniejsze niż je sobie zapamiętałam... ;) W ostatnich latach wiele razy myślałam, że powinniśmy odwiedzić to miasto, jednak jakoś nie było okazji. W końcu się udało, wybraliśmy się do stolicy Węgier we dwoje w ostatnich dniach kwietnia. Spędziliśmy w tym pięknym mieście dwa dni i wiemy, że na pewno będziemy wracać... Budapeszt spodobał nam się bardzo, rozległe widoki ze wzgórz Budy, bajkowe baszty, niezwykle okazałe kamienice Pesztu, przepiękny budynek parlamentu, no i zachwycający nocny widok Dunaju... Zapraszam na pierwszy post poświęcony stolicy Węgier, jak wielu turystów odwiedzających miasto zaczniemy od Budy i pięknych widoków ze wzgórz.


Krakowski Rynek Główny po zmroku.

To była tylko krótka przerwa w podróży, dwie godziny na wieczorny spacer po krakowskim rynku i okolicznych uliczkach, niestety w deszczu... Choć byłam już w Krakowie wiele razy, pierwszy raz miałam okazję zobaczyć Rynek Główny w wersji nocnej. 


Z wizytą w Starym Młynie czyli Muzeum Dawnych Rzemiosł w Żarkach.

Jest takie miejsce na Jurze gdzie można posłuchać jak targuje się żyd, samodzielnie zmielić ziarno na mąkę, posłuchać co ma do powiedzenia bochen chleba i sprawdzić co słychać w beczce śmiechu. W blisko stuletnim młynie elektrycznym w niewielkim miasteczku Żarki na Jurze, powstało bardzo ciekawe miejsce - Muzeum Dawnych Rzemiosł. Ale nie tylko ze względu na to muzeum warto przyjechać do Żarek!


Barcelona - małe podsumowanie i informacje praktyczne.

Kiedy miałam już kupione bilety, zarezerwowany pokój i zaczęłam bardziej szczegółowo planować nasz pobyt w Barcelonie, uznałam, że trzy dni to całkiem sporo na spokojne odwiedzenie wszystkich ciekawych miejsc w stolicy Katalonii. No i oczywiście się myliłam... Nie da się poznać tego niezwykle ciekawego miasta w trzy dni. I choć sporo wiedzieliśmy, to wiele miejsce pozostało dla nas niepoznanych, niektórym poświeciliśmy trochę za mało czasu i pozostał niedosyt...