Promem na Korsykę czyli czasami spełniają się marzenia.

Tygodniowy pobyt na Korsyce jest drugą częścią naszych wakacji na przełomie sierpnia i września 2008r. Pierwszy tydzień spędziliśmy w Szwajcarii, opis znajdziecie na tym blogu w zakładce Szwajcaria 2008. Zapraszam!!


Dzień 9. naszej podróży to dzień, w którym spełniają się marzenia :))
Jest 28.sierpnia 2008r. Spędzamy noc na kempingu w Genui Pegli - Villa Doria, o którym napisałam kilka słów w poprzednim poście.  Pobudka jest wyjątkowo wcześnie, już o 6:00 rano. Mamy niewiele czasu na spakowanie się i jedziemy do portu.



Niestety, nie mamy dokładnej mapy a oznaczenia na drodze są marne i jedziemy trochę na wyczucie, trzymając się brzegu ;) Na szczęście bez błądzenia docieramy do portu o 7:45, prom ma odpłynąć o 9:00. Ustawiamy samochód w kolejce i idziemy do baru położonego na terenie portu na śniadanko: pyszne rogaliki z marmoladką :)) do tego mocne espresso. Z tym espresso wiąże się pewna historia. Otóż, kiedy już siedziałam przy stoliku, Kajtul zaczął gramolić się na moje kolana i przy okazji tego gramolenia przewrócił malutką filiżankę, pełną mocnej, pysznej kawy, z której zdążyłam wipić zaledwie jeden łyk. Widząc to, pani zza baru natychmiast zjawiła się ze ścierką i wytarła rozlaną kawę z naszego stolika. Następnie przyniosła mi nową filiżankę pełną pysznej, aromatycznej kawy :))
Około 8:30 samochody zaczynają wjeżdżać na prom i punktualnie o 9:00 odpływamy z portu w Genui.



Podróż trwa ok.5:00 godz., prom (Mobby) bardzo nam się podoba, jest duży, z kilkoma restauracjami i barami, miejscem zabaw dla dzieci (gdzie lecą też praktycznie przez całą drogę bajki) oraz basenem na pokładzie :)

Sala zabaw dla dzieci na promie Moby:
Ok. 14:00 jesteśmy na Korsyce, w Bastii. Stąd mamy ok. 80km. do Ghisonacci gdzie jest nasz camping.  Na jednej z pierwszych stacji benzynowych kupujemy mapę Korsyki, cena 5 euro.
Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy pojechali prostu na camping. Jakieś 10km. za Bastią skręcamy w prawo w boczną drogę i docieramy do maleńkiego kościółka San Michele w Murato, uznany za jedną z najpiękniejszych świątyń na Korsyce. Przy wznoszeniu budowli wykorzystano dwa rodzaje kamienia: różowożółty wapień oraz ciemnozielony serpentyn.


Z okolic kościołka rozpościera się przepiękny widok na zatokę St. Florent oraz okoliczne wzniesienia.



Na camping docieramy ok.16:30, jemy coś na szybko i pędzimy na plaże. :))
Camping leży bezpośrednio przy szerokiej, piaszczystej plaży. Wybrzeże, na którym jesteśmy nazywa się Costa Serena, jedynie na wschodnim wybrzeżu Korsyki znajdziemy takie szerokie, piaszczyste plaże, w innych częściach wyspy przeważają skaliste wybrzeża i jedynie piaszczyste lub kamieniste zatoczki. Natomiast nasza plaża ciągnie się kilometrami.
Szeroka, piaszczysta plażą jest idealna dla dzieci i naszym dzieciom też bardzo się podoba :) Mikołajek może bez końca moczyć się w ciepłej i niezwykle przejrzystej wodzie, natomiast Kajtul siedzi i bawi się w piachu.
Plaża jest bardzo fajna, do tego wystarczy odejść 5min. od wyjścia z campingu, aby była praktycznie pusta. W Szwajcarii dość dużo jeździliśmy i zwiedzaliśmy, dlatego teraz postanawiamy pierwsze dwa dni na Korsyce spędzić przede wszystkim na plaży.

  
Camping Marina d'Erba Rossa leżący w Ghiosinacci od samego początku bardzo nam się spodobał. Duże, oddzielone żywopłotami parcele, ładny basen, bezpośrednie wyjście na plaże, wysokie, dające dużo cienia drzewa, restauracja, sklep itp. Zdecydowanie camping godny polecenia :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz