Chorwacki Vrsar i słoweński Piran na zakończenie wakacji.

Wcześniej poznaliśmy:

Uroczy Groznjan
Buje i Porec
Przepiękne Rovinj


Przyszedł czas na koniec moich wakacyjnych wspomnień, zapraszam na ostatni odcinek z cyklu: „Wakacje 2012” ;)
Jest niedziela, 2.września 2012, pierwszą część spędziliśmy w przepięknym Rovinj, później był czas na chwilę lenistwa na kempingu a pogoda pozwoliła na ostatnią, tegoroczną kąpiel w Adriatyku. Przed nami ostatnie popołudnie, ostatni wieczór, nie chce nam się siedzieć na kempingu, chcielibyśmy coś jeszcze zobaczyć. Jednak, ponieważ następnego dnia czeka nas długa droga powrotna do domu, nie chcemy daleko jeździć. Wybieramy położony bliziutko naszego kempingu Vrsar. Parkujemy poniżej starego miasta i odnowioną ulicą ruszamy do góry. Po jakimś czasie odbijamy w prawo i zagłębiamy się w uliczki Starego Miasta. Jest bardzo pusto i to bardzo nam się podoba. Uliczki, którymi spacerujemy całkiem przyjemne, niestety na większość z nich można wjechać samochodem, co dla mieszkańców jest na pewno bardzo wygodne, nam jednak co chwile parkujące samochody psują klimat tego miejsca. Na zdjęciach samochodów nie ma, tam gdzie były i przeszkadzały nie robiliśmy fotek ;)





Docieramy do parafialnego kościoła św. Marcina, niestety zamknięty, jedynie przez kratę (albo przez szklane drzwi, nie pamiętam) można obejrzeć wnętrze. Można natomiast wejść na wieżę. Wieża jest zupełnie nowa, została wniesiona w 1990r, trochę to dziwnie wygląda. Z góry widok jest całkiem przyjemny.






Wieża, na której przed chwilą byliśmy:



Spacerujemy dalej po Starym Mieście.





Spacerując docieramy do punktu widokowego Casanova ;) Całkiem sympatyczny, można tu podziwiać zachody słońca.


Przechodzimy przez starą bramę miejską, za nią znajduję się kościół św. Antoniego, do którego wchodzi się przez sympatyczny arkadowy przedsionek.


Na tym kończymy nasz spacer po Vrsarze, był całkiem sympatyczny. Uliczki miasteczka może nie zachwycają, ale cisza i spokój jaki tu panuje sprawiły, że spacer był bardzo przyjemny.
Następnego dnia pakujemy nasz dobytek i siebie do samochodu i ruszamy. Kierunek dom. Kemping opuszczamy koło 10:00, nie spieszy nam się.
Nie chcemy całego dnia spędzić w samochodzie, nie przeżylibyśmy tego ani my, ani dzieci ;) Palnujemy więc zatrzymać się gdzieś na kilka godzin, żeby część drogi powrotej wypadł na późny wieczór/noc, kiedy dzieciaki będą już spały.
Planując wakacje, postój w drodze powrotnej, zaplanowałam w Varazdinie, miasteczku położonym między Zagrzebiem a Mariborem. Wtedy jednak nie wiedziałam, że koniec wakacji spędzimy na Istrii. Varazdin będzie musiał więc na nas poczekać, dzisiaj natomiast wybór pada na Piran, położony w słoweńskiej części Istrii.

Piran odwiedziliśmy trzy lata wcześniej i wtedy nas zachwycił. Samochód zostawiamy na parkingu przy wjeździe do miasteczka, pamiętamy, że dalej bardzo trudno o wolne miejsce. Zastawiając samochód na parkingu nie zwróciliśmy uwagi na cennik, po powrocie okazało się, że ten kilkugodzinny pobyt w Piranie był bardzo drogi...

Tak jak trzy lata wcześniej, pobyt w Piranie zaczynamy od lodów i kawy na placu Tartiniego.



Niestety chmury i brak słońca sprawiają, że Piran nie jest aż tak piękny...

Następnie kierujemy się w stronę katedry św. Jerzego położonej powyżej placu. Można stąd podziwiać piękny widok.



Jeszcze wyżej położne są mury mniejskie, poprzednio nie mieliśmy czasu, żeby do nich dojść, teraz przyszedł czas, żeby to nadrobić.


Podchodzimy pod mury, wtęp jest płatny ale niewiele, 1euro. Niestety przy wejściu jest automatyczna bramka i trzeba mieć monety. My mamy tylko jedną a nigdzie nie ma miejsca gdzie można rozmienić pieniądze. Postanawiamy, że pójdę z chłopcami (przejdziemy w trójkę przez bramkę) a Łukasz zostanie z Hanią.



Fantastycznie wygląda stąd miasteczko, szkoda tylko, że nie ma słońca...

Nasz czas w Piranie się kończy, ostatni rzut oka na plac Tartniniego i pora wracać do samochodu...




Na tym kończą się nasze cudowne wakacje.

2 komentarze:

  1. Fajne zdjęcia i niestety widzę, że trafiliście w Piranie na kiepską pogodę. Jak tam byłem w tamtym roku to była świetna i jest to jedno z miejsc gdzie chciałbym wrócić kiedyś. I te mury jakoś przeoczyłem... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz była kiepska, na szczęście kiedy byliśmy tam za pierwszym razem świeciło piękne słońce i mogliśmy w pełni docenić urok Piranu.
      Pozdrawiam
      Joanna.

      Usuń