Spacer po Buje i wieczór w Poreczu.

Po bardzo przyjemnym spacerze po Groznjan jedziemy w kierunku kolejnego miasteczka. Na drugą część wycieczki wybraliśmy położone niedaleko Buje. Dzięki fortyfikacjom i położeniu ok. 20km. od morza, Buje zwane było kiedyś „strażnikiem Istrii”.
Zostawiamy samochód poniżej starego miasta i idziemy na spacer. Miasteczko na pierwszy rzut oka wygląda na trochę ponure...




Zagłębiamy się w wąskie uliczki miasteczka i niestety Buje się nam nie podoba. Może gdybyśmy tu przyjechali przez pobytem w Groznjan byłoby trochę lepiej. Jest kilka sympatycznych uliczek ale więcej jest tych brzydkich, zaniedbanych, do tego sporo też odnowionych lub w trakcie remontu. To wszystko sprawia, że nie tworzy fajnej całości, ma jedynie lepsze momenty.

Mijamy XV-wieczny kościół św. Matki Bożej Miłosiernej. Jego odnowiona elewacja zupełnie nie pasuje do szarych murów starych domów dookoła.


Następnie idziemy śladem strzałek prowadzących do punktu widokowego. Trafiamy na stary, zniszczony cmentarz. Można stąd jednocześnie podziwiać widok na okolicę, jednak nie jest on zbyt ciekawy, nawet nie robimy zdjecia...





Idziemy dalej, wchodzimy w labirynt wąskich, starych uliczek. Nad miasteczkiem góruje wieża kościoła św. Servula, chcemy dotrzeć do placu przy którym stoi kościół, niestety nie jest to łatwe. Na szczęście w końcu nam się udało.





Kościół św.Servula stojący na placu o tej samej nazwie ma niewątpliwie bardzo ciekawą fasadę...




Przy placu stoi też XV-wieczny pałacyk, dawny budynek sądu:



Można wejść na wieżę kościoła. My bardzo lubimy wchodzić na wszelkie wieże widokowe, kupujemy więc bilety i idziemy.
Widok nie jest oszałamiający, do tego otaczają nas kraty, chyba nie było warto tutaj wchodzić...




Wracamy powoli do samochodu...


Nie wiem czy warto było przyjeżdżać do Buje. Z drugiej strony w okolicy wydawało się, że jest to najciekawsze miasteczko, niedaleko jest też Motovun ale tam już kiedyś byliśmy. Po powrocie do samochodu i rzucie okiem na mapę widzę, że bardzo blisko jest stąd do słoweńskiego Piranu. Namawiam więc Łukasza, żebyśmy tam pojechali. Niestety dość szybko studzi mój entuzjazm przypominając, że nasze paszporty zostały w recepcji... Szkoda, byliśmy cztery lata temu w Piranie i bardzo nam się podobał.

Postanawiamy wrócić na kemping. Po drodze podziwiamy widoki, bardzo dużo tu winnic...


Wracamy na wybrzeże i znowu uderza nas komercja, ucieczka do miasteczek położonych dalej od morza była bardzo dobrym pomysłem. Atmosfera, która panuje na wybrzeżu, zdecydowanie nam nie odpowiada....
Spędzamy trochę czasu na kempingu, jemy późny obiad i zastanawiamy się jak spędzić wieczór. Wiemy na pewno, że nie mamy ochoty go spędzić na kempingu. Wybór pada na Porec. Pakujemy się więc do samochodu i ruszamy. Nie mamy daleko, za to dość długo krążymy szukając miejsca parkingowego. W końcu wracamy na duży parking położony przy ulicy, którą wjeżdżaliśmy. Zostawiamy samochód i idziemy w kierunku Starego Miasta. Tłoczno tutaj, ciężko zrobić zdjecie...


Zaczynamy oczywiście od lodów, dzisiaj w końcu jeszcze na lodach nie byliśmy. Z lodami idziemy dalej.



Ładnie tutaj, tylko ilość turystów...



Spacerując docieramy na ulicę Eufrazjana, przy której znajduje się największy zabytek Poreca – Bazylika Eufrazjana z bizantyjskimi mozaikami, wpisana na listę Unesco. Chcemy wejść do środka, niestety okazuje się, że jest już za późno, zamknięte :(  Wchodzimy jedynie na dziedziniec...




Spacerujemy dalej. Tłumy na głównych ulicach są bardzo męczące, uciekamy w mniejsze i spokojniejsze uliczki.




W końcu trafiamy na nabrzeże, akurat na zachód słońca:



Na nabrzeżu też ogromny tłok, zagłębiamy się więc znowu w spokojnych uliczkach. I tak spacerując trafiamy przed wejście do Akwarium Porec. Już wcześniej widzieliśmy reklamy tego miejsca. Spodziewamy się, że akwarium nie powali nas na kolana ale chcąc sprawić radość dzieciakom wchodzimy do środka. No i jest tak jak się spodziewaliśmy, a może nawet gorzej...? Jednak dzieciom podoba się bardzo, a przecież o to chodziło :)





Po wyjściu z akwarium kierujemy się już w stronę samochodu. Czy Porec nam się podobał? Raczej tak, jednak ilość ludzi w sobotni wieczór bardzo popsuła nam ten spacer. Kusi mnie, żeby przyjechać tu jutro przed południem i zobaczyć jak Porec prezentuje się w niedzielny poranek. Wydaje mi się, że powinno być spokojniej i bardziej leniwie. Jednak o tym jak spędziliśmy niedzielny poranek opowiem w następnym odcinku.

1 komentarz: