Spacerem po Groznjan...

Dzisiaj zapraszam Was na spacer po wyjątkowym miejscu, po miasteczku, które zajmuje miejsce w ścisłej czołówce wśród miasteczek jakie odwiedziliśmy, nie tylko w Chorwacji. I dlatego, choć tego dnia byliśmy jeszcze w innych miejscach, dzisiaj będzie tylko o Groznjan. Będzie niewiele tekstu za to dużo zdjęć. Mam nadzieję, że choć w części uda mi się pokazać klimat i urok tego miejsca...

Jest 1.września i po deszczowym poprzednim dniu, dzisiaj niestety nie wita nas słońce, niebo przykrywają szare chmury ale przynajmniej nie pada. Oczywiście nie zamierzamy spędzić dnia na kempingu. Planujemy pojechać w głąb półwyspu, uciec przed męczącą komercją. Kiedy cztery lata temu byliśmy na Istrii, zrobiliśmy sobie bardzo sympatyczną wycieczkę po wewnętrznej części półwyspu. Odwiedziliśmy kilka uroczych miasteczek, niestety, z powodu odległości, zrezygnowaliśmy z wizyty w miasteczku Groznjan, czego później bardzo żałowałam. Teraz możemy to nadrobić.

Po drodze (miasteczko na wzgórzu to chyba Motovun, też warte odwiedzenia, byliśmy tam poprzednim razem):




Ostatni odcinek drogi to dość wąska szutrówka, ale po drogach, którymi jeździliśmy na Cresie i Losinju, jest bardzo przyjemna. Zostawiamy samochodów na dużym, bezpłatnym i jeszcze pustym parkingu koło cmentarza i idziemy na spacer po miejscowości.




Groznjan nas zachwyca! W przewodniku wyczytałam, że jest to wieś artystów. W 1965r został ogłoszony miastem sztuki. Na stałe mieszka tu zaledwie 80osób, za to mieści się ponoć prawie 200 galerii i pracowni. Fakt, galerie spotykamy na każdym kroku...


 

Od czerwca do września trwa Groznjańskie Lato Kulturalne, w ramach którego odbywają się koncerty i festiwale oraz plenery, wystawy malarskie i rzeźbiarskie.

Groznjan nie jest duży ale uroczymi, wąskimi uliczkami można długo spacerować. Pełno tu wąskich przejść, zaułków, małych placyków.







Jesteśmy dość wcześnie, więc turystów jeszcze niewielu, za to sporo kotów, które cierpliwie dają się głaskać naszym dzieciom :)


Po leniwym spacerze przyszedł czas na kawę, ale żeby rodzice mogli w spokoju napić się kawy, dzieci muszą zająć się jedzeniem lodów. I tu pojawia się problem. Choć kawiarni jest kilka, nigdzie nie ma lodów. Idziemy więc do tej, która spodobała nam się najbardziej. Znajdującej się za kościołem, przy sympatycznym, przypominającym taras, placu.



Choć wnętrze kawiarni jest bardzo ciekawe:


My wolimy usiąść na zewnątrz:


Lodów nie ma, jest za to pyszne ciasto. No i kawa...


Przy placu stoi kościół św.św Wita i Modesta, chcemy wejść do środka, niestety drzwi są zamknięte...
Znajdujemy też renesansową loggie Fontika z połowy XVIw:



Idziemy jeszcze trochę pospacerować:







Na uliczkach pojawia się coraz więcej turystów, dobrze, że przyjechaliśmy tak wcześnie. Pora wracać do samochodu i jechać dalej, ale o tym dokąd pojechaliśmy i co jeszcze tego dnia zobaczyliśmy, opowiem następnym razem. Na zakończenie ostatni rzut oka na zachwycający Groznjan:

2 komentarze:

  1. 80 stałych mieszkańców - też chciałabym zamieszkać w takim miasteczku. Najbardziej podoba mi się Bastia (poza ciastem i kawą)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miasto sztuki? Już mi się podoba :):) Bardzo urokliwy, spokojny zakątek... Dobrze było wyrwać się z zaśnieżonej PL chociaż na taką fotograficzną wycieczkę. Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń