Istria wewnętrzna czyli "chorwacka Toskania".

Kolejny dzień na Istrii. Tego dnia nie przywitało nas rano słońce, na niebie było sporo chmur i niektóre wyglądały całkiem groźne. Postanowiliśmy, więc, że planowany wyjazd na półwysep Kamienjak zostawimy na jutro, a dzisiaj zrobimy sobie wycieczkę objazdową po Istrii. Aby poznać tą część Chorwacji nie wystarczy być jedynie na wybrzeżu, koniecznie trzeba zobaczyć również wnętrze półwyspu.





Opuszczamy, więc camping i jedziemy na północ, kierunek Svetvincenat. Po drodze mijamy Vodnjan, też ponoć wart zobaczenia, niestety nie możemy zobaczyć wszystkiego a tu mamy dość blisko z Fazany to może jeszcze się uda wstąpić.
Dojeżdżamy do Svetvincenat, jest to malutka, niezwykle spokojna mieścinka, nie spotykamy tu ani jednego turysty a i mieszkańców jest niewielu. 


 W centralnej części miasteczka stoi Zamek Grimani.


Tuż bok kościół św. Vincent. Oglądamy wnętrze świątyni, chcielibyśmy zobaczyć też zamek, ale niestety brama jest zamknięta. Spacerujemy chwilkę po placyku przed zamkiem, jest tu stara studnia. Jak się przekonamy, we wszystkich miasteczkach na centralnych placykach będą studnie. 


Wracamy do samochodu i jedziemy dalej. Następne miasteczko, Draguc, położone jest na małym wzgórzu przy jednej z bocznych dróg. 


 Domy to średniowiecznego miasteczka ustawione są gęsto wzdłuż jedynej drogi, idziemy wiec tą drogą.


Tutaj też jest bardzo spokojnie, turyści już się pojawiają, ale jest ich niewielu. Mieszkańców też nie ma zbyt dużo, mamy wrażenie, że mieszka tu więcej kotów niż ludzi... Przechodzimy przez całe miasteczko i na jego końcu znajdujemy maleńki kościółek. W środku znajdują się piękne malowidła mistrza isrtyjskiego z Padovy. Cudowne miejsce! Spędzamy chwilkę przy uroczym kościółku podziwiając widok na okolicę, przed nami bezkresne, zielone wzgórza. Dla takich chwil, miejsc warto jest zjechać z utartych szlaków, odwiedzić mniej popularne miejsca, to w takich miasteczkach możemy poznać prawdziwą Istrię. 




Tą samą drogą (nie ma tu zbyt dużego wyboru...) wracamy do samochodu. W planach mamy Hum, ponoć najmniejsze miasto świata. W linii prostej jest tam bardzo blisko ale drogą trzeba jechać spory kawałek, główną drogą. Ale nasz Scooby pokazuje znacznie krótszą, boczną drogę. Skręcamy wiec kilka kilometrów z Draguc w prawo, na początku droga wygląda bardzo obiecująco, wprawdzie dość wąska, ale z nowiutkim asfaltem. Dojeżdżamy do jakiejś wioski i dalej asfalt się kończy, my jedziemy jednak dalej, droga robi się coraz gorsza, aż w końcu docieramy do opuszczonej osady, dalej przejechać się nie da, przynajmniej nie naszym samochodem. 

 
Wracamy, więc do główniejszej drogi i jedziemy dalej. Był to jedyny raz, podczas całych wakacji, kiedy Scooby wyprowadził na w pole i to dosłownie ;)
Dojeżdżamy do miejscowości Buzet, tutaj powinniśmy skręcić w prawo, aby dojechać do Humu, jednak później znowu tędy przejedziemy kierując się do Motovunu. Postanawiamy, więc odpuścić sobie Hum i obejrzeć Buzet, który bardzo atrakcyjnie wygląda na wzgórzu przed nami. Zostawiamy samochód na bezpłatnym parkingu poniżej Starego Miastem i wchodzimy do góry. Tutaj jest więcej turystów, spotykamy też rodaków, ale nadal jest spokojnie. Buzet jest zdecydowanie większy od poprzednich miasteczek. Spacerujemy wąskimi, krętymi uliczkami, ach jak ja uwielbiam te wąskie uliczki, stare kamienice i małe placyki. Do tego te widoki na zielone wzgórza i winnice. Tak, tutejsze krajobrazy, miasteczka na szczytach wzgórz i wąskie, kamienne uliczki zdecydowanie kojarzą się z Toskanią. 

No i oczywiście w centralnej części miasteczka jest studnia ;)


 Docieramy do ostatniego punktu na naszej dzisiejszej mapie, do Motovunu. Średniowieczne miasteczko obronne położone jest na samotnym, stożkowatym wzgórzu pośród winnic. Otoczone murem obronnym, na którym obecnie znajduje się droga spacerowa robi duże wrażenie już z drogi dojazdowej. Jest na pewno najbardziej znane spośród miasteczek, które dzisiaj odwiedziliśmy, przez to jest tu znacznie więcej turystów. Samochód zostawiamy na parkingu poniżej Starego Miasta, tutaj już trzeba za parking zapłacić 15kn. Idziemy do góry. Mijamy pierwszą bramę, następnie drugą i jesteśmy na głównym placu, przy którym stoi kościół św. Stefana, no i oczywiście jest też studnia. 


Chwila odpoczynku, dzieciaki biegają dookoła studni i idziemy na mury miejskie. Stąd roztaczają się wspaniałe widoki na okolicę, szkoda, że dzisiaj wiszą takie chmurzyska, w słoneczny dzień byłoby jeszcze piękniej. 


Tuż koło murów znajdujemy mały placyk zabaw i chłopcy mają swoje 5min. Później trzeba już wracać do samochodu.
 

Zmęczeni, ale bardzo zadowoleni wracamy na camping, wycieczka była niezwykle ciekawa i w sumie trudno nam powiedzieć, które miasteczko najbardziej nam się podobało... A ile takich miasteczek można jeszcze znaleźć? Można przejechać wybrzeże Istrii kilkakrotnie, odwiedzić wszystkie nadbrzeżne miejscowości, ale jak nie pojedzie się choć na jeden dzień w głąb półwyspu, nie można powiedzieć, że poznało się Istrię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz