Rovinj czyli prawdziwa perełka chorwackiego wybrzeża.

Zima się u nas zasiedziała. Pomimo, że mamy już 3. kwietnia za oknem leży śnieg. Z przyjemnością przeniosę się do rozgrzanej słońcem Chorwacji.

Niedziela (2.września) wita na słońcem. Przed nami ostatni dzień na Istrii, fajnie, jeśli będzie słoneczny. Kusi mnie Porec i leniwy spacer pustymi uliczkami. Liczę na to, że w niedzielne przedpołudnie będzie tam spokojniej niż w sobotni wieczór... Jednak bardziej kusi Rovinj, które nas zauroczyło trzy lata wcześniej. Wybieramy Rovinj.
Bardzo się cieszę, Rovinj jest przepiękne i bardzo chciałam jeszcze kiedyś tam wrócić...

Zostawiamy samochód na dużym, płatnym parkingu i idziemy na spacer. Poprzednio byliśmy tu popołudniu i takie ujęcie musiałam robić pod słońce, dzisiaj oświetlenie jest idealne :)





Nie mogę przestać robić zdjęć ;) Mijamy plac zabaw (jest na poziomie tej zóltej żaglówki), obiecując dzieciom, że wrócimy tutaj jeśli będą grzecznie spacerowały ;) Przechodzimy koło targu (też tu wrócimy) i zagłębiamy się w wąskich uliczkach starówki.




Na początku chcemy dotrzeć do położonego w najwyższym punkcie kościoła św. Eufemii. Kiedy byliśmy tutaj poprzednio, akurat w kościele odbywał się ślub (a dokładniej dwa pod rząd) i nie chcąc robić zamieszania, nie szukaliśmy wejścia na kościelną wieżę. Teraz będziemy mogli to nadrobić. Po powrocie z tamtych wakacji dowiedziałam się gdzie jest wejście na wieżę :)

Kościół św. Eufemii:

I wieża, na którą chcemy wejść:


Wchodzimy do kościoła, wejście na wieżę miało być obok ołtarza, ale z której strony? Nie ważne, wejścia nie ma ani z prawej ani z lewej... Jak to? Przecież teraz miało nie być problemów... Krążymy po kościele, niestety dość szybko jedno z nas musi się ewakuować z naszą najmłodszą podróżniczką, która mówi zdecydowanie za głośno. Ja wychodzę z młodszymi, Łukasz z Mikołajem zostają.



Chwilę później spotykamy się przed kościołem, wejście na wieżę nie zostało odnalezione... :( Patrzymy na wieżę, nikogo nie ma. Dochodzimy do wniosku, że jest jeszcze za wcześnie (lub w niedzielę w ogóle nie da się wejść na górę) i zamknięte wejście trudniej nam było znaleźć... Cóż, trudno, wąskimi uliczkami schodzimy w stronę nabrzeża.

Najpierw jednak robię kilka zdjęć, ptaszydło zdecydowanie mi pozuje ;)


I znowu wąskie uliczki... Fantastyczne są te błyszczące, wyślizgane kamienie.




Spacerując wąskimi uliczkami, widzimy pojemniczki ze świeżymi figami na schodkach jednego z domów. Od początku naszych chorwackich wakacji marzyłam o świeżych figach, ale na Cresie i Losinju nigdzie ich nie spotkaliśmy, były tylko suszone. Pyszne ale ja wolę świeże. Teraz wreszcie są. Kupujemy pojemniczek i spacerujemy dalej objadając się figami. Jest cudnie!


Docieramy do nabrzeża i zgodnie stwierdzamy, że nadszedł czas na lody i kawę, siadamy więc przy stoliku jednej z kawiarek. Tuż obok jest fontanna:


Po ladach i kawie spacerujemy dalej wzdłuż nabrzeża, starego miasta z tej perspektywy jeszcze nie widzieliśmy... I oczywiście znowu cała seria zdjęć ;)




Na nabrzeżu robi się coraz tłoczniej, zawracamy więc i uciekamy przed tłokiem w wąskie uliczki. W między czasie Hanka usnęła w nosidle (w takich miasteczkach zdecydowanie lepiej sprawdza się nosidło niż wózek, wózka zresztą na wakacje nie zabraliśmy...) i możemy jeszcze trochę spokojnie pospacerować. Pięknie tu, spokojnie i bardzo klimatycznie... Dla mnie Rovinj jest jednym z najpiękniejszych chorwackich miasteczek a już kilka widziałam, z tymi najważniejszymi włącznie...










W końcu docieramy do targu i na położony tuż obok plac zabaw. Hania się budzi, jakby wiedziała, że teraz czas na obiecany plac zabaw ;) Łukasz zostaje z dzieciakami na placu zabaw a ja idę pooglądać stragany. Normalnie unikam takich miejsc, ale chcę kupić prezent dla mojej młodszej siostry. Stargany pełne tandetnych pamiątek, niełatwo znaleźć coś ciekawego, obchodzę wszystko dwa razy i idę zrezygnowana do reszty rodziny. Dzieci się pobawiły, możemy wracać do samochodu.

Z dzisiejszego pobytu w Rovinj jestem bardzo zadowolona. Ponad trzygodzinny spacer w pełni mnie satysfakcjonuje, poprzednio byliśmy tu popołudniu i po zbyt krótkim spacerze czułam lekki niedosyt. Szkoda mi tylko tej wieży... Okazało się, że byliśmy tam za wcześnie. Wracając do samochodu widzimy turystów na wieży, my jednak już tam nie wracamy. Pewnie gdybyśmy byli we dwoje, wrócilibyśmy i weszli na wieżę, z dziećmi nam się nie chce, widać, że są już zmęczeni...

Jeszcze ostatnie zdjęcia wyrastajacych z wody kamienic:

I jeszcze jedno...

I jeszcze, nie mogę się powstrzymać ;)

Dotarliśmy na parking i wracamy na kemping. Po drodze mijamy Limski Zaljev. Poprzednio będąc na Istrii tu nie dotarliśmy, może teraz. Zjeżdżamy na parking, zostawiamy samochód i idziemy rzucić okiem. Z dołu wygląda mało ciekawie, można popłynąć na wycieczkę statkiem, my na to nie mamy ochoty.


Wracamy więc do samochodu. Przy głównej drodze stoi kilka wieżyczek widokowych skąd można obejrzeć Limski Zaljev z góry. Oczywiście za opłatą. Nie dajemy się skusić ;)

8 komentarzy:

  1. Piękne miasto, piękne zdjęcia. A z tą wieżą, to do trzech razy sztuka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak sobie myślę :) Bardzo chciałabym jeszcze kiedyś pospacerować uroczymi uliczkami Rovinj.
      Pozdrawiam
      Asia.

      Usuń
  2. Witam, od jakiegoś czasu zaczytuję się w Państwa bloga. Podsyłam też do czytania siostrze, która ma dziecko (w ramach mobilizacji, że z dziećmi też da się podróżować nawet w dalsze miejsca :) ). Piękne miejsca, ciekawe opisy oraz wspaniałe zdjęcia. Podczas planów wyjazdowych do Słowenii również wiele miejsc dzięki Państwu mnie zainspirowało :)
    Pozdrawiam i życzę dalszych udanych wyjazdów, w kolejne ciekawe zakątki.
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy z miłe słowa :)
      Cieszę się, że nasz blog jest inspiracją do podróży.
      Pozdrawiam
      Asia.

      Usuń
  3. Kurcze nie wiem, mnie tak nie urzekło to miasto, bo jak byłem to były okropne tłumy turystów, a tu proszę puste ulice. Od razu inaczej to wyglada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to jest, że tłumy mogą dużo popsuć. Jednak czasem wystarczy skręcić w boczną uliczkę... ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Teraz już chyba po sezonie, na szczęście tłumów nie było. Inaczej wrażenie pewnie rzeczywiście trochę inne. Mi tłumy np. trochę "zepsuły" Wenecję

      Usuń
  4. Świetne miejsce - wczoraj byłam na wycieczce. Z tą wieżą to nawet najpierw nie wiedziałam, że można wejść - ale jak sroka zauważyłam błysk aparatu z góry i typowym uporem znalazłam wejście. Zapraszam na fotorelację :)
    http://stronapostronie2017.blogspot.hr/2017/09/chorwacja-rovinj-fotorelacja-z-wycieczki.html?m=1

    OdpowiedzUsuń