Gołoborza, prehistoryczna kopalnia i góra czarownic - Świętokrzyskie, najstarsze góry w Polsce

Góry Świętokrzyskie, najstarsze góry w Polsce, jednocześnie jedne z najniższych, jakoś nigdy nas bardziej nie interesowały. Ale, ponieważ lubimy góry, a te są blisko naszej rodzinnej Częstochowy, postanowiliśmy, że trzeba je poznać i w jeden z majowych weekendów pojechaliśmy właśnie tam. Zaplanowaliśmy jednodniową, sobotnią wycieczkę, poza górami w planach były Krzemionki Opatowskie - fakt, że jest to kopalnia z czasów prehistorycznych bardzo nas zainteresował. Dodatkowo w planach było Muzeum Zabawek w Kielcach, no ale jak to z planami bywa, często są miejscu modyfikowane ;)




Wyjeżdżamy w sobotni poranek, jako pierwszy punkt wybraliśmy najwyższy szczyt g. Świętokrzyskich - Łysicę. Najkrótszy szlak prowadzi ze Świętej Katarzyny, my jednak podeszliśmy do sprawy ambitnie i pojechaliśmy do wsi Kakonin. Zostawiamy samochód tuż obok zabytkowej chałupy z XIX w. Chałupę można zobaczyć w środku, taki mały skansen, opłata dobrowolna.





Następnie ruszamy na szlak, kolor czerwony. Nasza mapa mówi, że na Łysicę powinniśmy dojść w 1,5 godziny, dziwi nas więc strzałka, która pokazuje 2,5 godziny, Kto ma rację?



Szlak prowadzi bardzo przyjemną ścieżką w lesie, sporo na niej kamieni. Po drodze mijamy niewielką kapliczkę św. Mikołaja, dookoła jest sporo ławek, na których można odpocząć, ale w sumie nie ma jeszcze po czym ;)




Na Łysicę, 612 m n.p.m., dochodzimy po 1,5 godz., czyli nasza mapa miała rację. Czas podany na znakach był wzięty nie wiadomo skąd... Tak na prawdę dorosły człowiek, idąc w miarę szybkim tempem spokojnie doszedłby szybciej.

Na szczycie stoi krzyż, znajdują się tu też gołoborze, kto uważał na lekcjach geografii wie co to te gołoborza ;) Siadamy chwilę na głazach, jemy kanapki i odpoczywamy. Widoków niestety nie podziwiamy, bo niestety za bardzo nie ma co podziwiać.



Do samochodu schodzimy tą samą drogą :) Łysica zdobyta, spacer udany.



Kolejnym punktem naszego dzisiejszego programu są Krzemionki Opatowskie. Rezerwat Archeologiczno-Przyrodniczy znajduje się niedaleko Ostrowca Świętokrzyskiego. Zostawiamy samochód na dużym parkingu, kupujemy bilety w kasie (normalny 18zł, ulgowy 12zł, dzieci do lat 6 bezpłatnie) i czekamy na przewodnika, zwiedzanie tylko w grupach z przewodnikiem. Następnie idziemy kawałek przez las do udostępnionej dla zwiedzających kopalni.
W okresie IV-II tysiąclecia p.n.e., gdy ludzie nie znali jeszcze żelaza, siekiery i groty strzał wykonywano z krzemienia. W okolicach Ostrowca funkcjonowało około 3 tys. minikopalni i stanowiły one największy, znany nam ośrodek wydobycia tego surowca w Europie.
Trasa udostępniona turystą prowadzi częściowo obok starej kopalni, a częściowo przez odkryta kopalnię. Możemy zobaczyć w jaki sposób odbywało się wydobycie krzemienia oraz jak wyglądają takie złoża pod ziemią. Wycieczka jest bardzo ciekawa i wszystkim nam, zarówno dorosłym jak i dzieciom, bardzo się podoba.








Po wyjściu z kopalni, już samodzielnie możemy odwiedzić zrekonstruowaną osadę z tamtych czasów.



Obok osady znajduje się mały warsztat garncarza, można tutaj samodzielnie wytoczyć i pomalować gliniane naczynia. Korzystamy z okazji i nasi najmłodsi podróżnicy na chwilę zamieniają się w garncarzy. Bardzo im się to podoba.






Jeśli będziecie w okolicy gorąco polecam wizytę w Krzemionkach Opatowskich, na prawdę warto!

My w planach na ten dzień mieliśmy jeszcze wizytę w Muzeum Zabawek w Kielcach, jednak jest już zbyt późno, muzeum jest czynne do 17. a jest już prawie 18:00. Podejmujemy, więc decyzję, że pojedziemy na Święty Krzyż, drugi co do wielkości szczyt Gór Świętokrzyskich - 595m n.p.m. Prowadzą tam dwie drogi, dłuższa z Nowej Słupi oraz krótsza z Przełęczy Hucka. My tym razem, ze względu na porę wybieramy krótszą drogę. Samochód zostawiamy na dużym parkingu i idziemy asfaltową, nieciekawa drogą ok. 30 min. Na górze mieści się wieża telewizyjna, Muzeum Przyrodnicze oraz klasztor. Można też podziwiać całkiem sympatyczny widok.









Święty Krzyż zwany jest Łysą Górą i przed wiekami było to pogańskie miejsce sakralne. A według ludowych wierzeń jest to miejsce gdzie odbywały się zloty czarownic... My latać na miotłach nie umiemy, więc na parking schodzimy tą samą drogą. W promieniach zachodzącego słońca prezentuje się całkiem sympatycznie...


Na tym kończymy naszą świętokrzyską wycieczkę, która była bardzo udana i na pewno miło ją będziemy wspominać Jeśli wybierzecie się w te strony polecamy również wizytę w Tokarni, którą odwiedziliśmy rok wcześniej i tutaj opisaliśmy :)

Na zakończenie dnia zatrzymujemy się na chwilę pod zamkiem w Olsztynie, choć bywamy tu bardzo często już dawno nie widzieliśmy go po zmroku. A tego wieczoru księżyc w pełni dodawał mu uroku.


6 komentarzy:

  1. ...przywiałaś wspomnienia swoim postem. Góry Świętokrzyskie były pierwszymi górami, w które samodzielnie pojechałam w 2 albo 3 klasie liceum. Tzn byłam razem ze szkolnymi przyjaciółkami i jednym tatą, ale ten wyjazd wydawał się być taki dorosły...Pozdrawiam z Gdańska.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bylam w Gorach Swietokrzyskich pierwszy raz jakies 30 lat temu,kiedy razem z rodzicami i siostra podrozowalismy Fiatem 125p i przyczepka kampingowa Niewiadow. Echhh to byly czasy. A zamek w Olsztynie przywolal usmiech na mojej twarzy, w koncu tez jestem z Czestochowy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że mój post przywołał mile wspomnienia :) Cieszę się :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam z wycieczki szkolnej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam z wycieczki szkolnej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chodzimy po naszych Pieninach, Beskidzie Sądeckim... czas chyba pokazać Młodemu również Świętokrzyskie ... góry, które jeszcze na studiach przedreptaliśmy razem...

    OdpowiedzUsuń