Na kieleckiej wsi...

Kolejna sobotnia wycieczka tego lata za nami. Tym razem wybraliśmy się w przeciwnym, niż dwa tygodnie wcześniej, kierunku czyli na wschód. Naszym celem były położone pod Kielcami Tokarnia oraz Oblęgorek. Jednak zanim dojechaliśmy do Tokarnii, zatrzymaliśmy się w niewielkim Mnichowie. Tuż przy drodze stoi niewielki, drewniany kościółek p.w. św. Szczepana diakona z XVIIw. Takie kościółki też bardzo lubimy :)
Kościół niestety był zamknięty, można było zobaczyć jego wnętrze przez kratę w drzwiach. Bardzo żałowaliśmy, że nie możemy wejść do środka...






Wnętrze kościółka podejrzane przez kraty...

Z przodu wygląda dość nietypowo:

Drewniana dzwonnica:

Jedziemy dalej, do Tokarnii mamy już niedaleko. W Tokarni mieści się Muzeum Wsi Kieleckiej. Zostawiamy samochód na dużym parkingu przed skansenem i idziemy do wejścia. Kupujemy w kasie bilety (normalne - 10zł, ulgowe -5zł, dzieci do 7lat gratis) i przenosimy się w czasie.

Wizytę zaczęliśmy od małomiasteczkowego lekarza i apteki ;)


Bardzo podobały nam się pomalowane na biało domy.



 

Park Etnograficzny w Tokarnii jest bardzo rozległy, trzeba się trochę nachodzić, żeby zobaczyć wszystkie jego części: małomiasteczkową, budownictwa wyżnego, świętokrzyskiego, lessowego oraz dworsko-folwarcznego, ta ostatnia część podobał mi się najmniej.
Skansen bardzo ciekawy, znajduje się w nim wiele budynków, większość można oglądać również w środku, w częsci małomiasteczkowej jest zagroda, w której mieszkają żywe zwierzaki. Na całym terenie jest bardzo dużo stolików z ławkami przy których można posiedzieć, odpocząć,coś zjeść. My w jednym z takich miejsc robimy sobie przerwę na kawę i kanapki .
Nam oglądanie skansenu i wczucie się w atmosferę sprzed lat, zepsuł trochę fakt, że muzeum jest w trakcie rozbudowy. Pozyskano spore fundusze z Unii i w kilku miejscach skansenu prowadzone są prace budowalne, powstają nawe obiekty. Z tego powodu proponuję wizytę w tym miejscu odłożyć nieco w czasie. Jednak na pewno warto tu przyjechać.





U babki-zielarki na skraju wsi...




Na koniec wizyty w skansenie idziemy na lody, tuż przy wejściu znajduje się letni ogródek z piwem i lodami oraz karczma. Następnie do samochodu i w dalszą drogę. Naszym kolejnym celem jest Oblęgorek. Dojeżdżamy do Oblęgorka bez problemu, większym problemem okazuje się znlezienie miejsca, do którego tu przyjechaliśmy. W końcu nam się udaje! Zostawiamy samochód na parkingu i długą Aleją Lipową idziemy do pałacyku.
Elektyczny pałacyk został podarowany Henrykowi Sienkiewiczowi w 1900r. przez naróda, poprzednim właścicielem pałacyku był Mieczysław Halik, dziadek znanego podróżnika Toniego Halika. W 1956r. dzieci Henryka Sienkiewicza, Jadwiga i Henryk, przekazali Sakrbowi Państwa pałacyk a dwa lata później zostało w jego wnętrzach utworzone Muzeum Henryka Sienkiewicza.
Henryk Sienkiewicz spędzał w pałacyku wakacje w latach 1902-1914, traktując go jako miejsce letniego wypoczynku i pracy. Po śmierci pisarza w dworku mieszkała jego żona Maria i syn Henryk Józef do 1944r.

Pałacyk bardzo nam się podoba, otacza go zadbany ogród. Wchodzimy do środka i kupujemy bilety (normalny - 8zł, ulgowy - 4zł, Kajtek i Hania nie płacą). Tuż za wejściem dostajemy audioprzewodniki, chłopcy są bardzo dumni kiedy z słuchawkami na uszach zaczynają oglądanie muzeum.

Oglądamy pomieszczenia, w których odtworzony został wygląd i wystrój pomieszczeń z czasów pobytu pisarza. Znajdują sie tu gabinet do pracy, w którym dominuje biurko, oraz obrotowa półka i oszklona biblioteka z książkami. Salon dla gości z okrągłym stołem i krzesłami przywiezionymi z mieszkania w Warszawie. Pozostałe pomieszczenia to jadalnia, palarnia i sypialnia. Niestety, zwiedzanie z audioprzewodnikiem okazuje się dla nas zbyt długie, szczególowo opisany jest chyba każdy przedmiot znajdujący się w pomieszczeniach. Przerywamy słuchanie nagranego przewodnika już w salonie... Po wyjściu z muzeum obchodzimy pałacyk dookoła, dzieciakom bardzo podoba się stojący z boku powóz, następnie wracamy do samochodu.

 


Wracamy do domu nieco okrężną drogą, ponieważ chemy jeszcze na koniec zobaczyć kolejny drewniany kościółek.
Kościół parafialny pw. św. św. Piotra i Pawła w Rembieszycach podoba mi się znacznie mniej niż ten widziany kilka godziny wcześniej w Mnichowie. Ale na pewno duży wpływ ma na to pogoda, która pod koniec dnia mocno się popsuła, jest ponuro i wieje nieprzyjemny wiatr. Kościółek również zbudowano w XVIIIw. oraz również obok zachowała się drewniana dzwonnica, jednak jest ona od niego ponad 50 lat starsza. Wnętrze jest znacznie skromnejsze i mniej ciekawe niż w kościele w Mnichowie.



3 komentarze:

  1. Jesteście super, inspirujecie!

    OdpowiedzUsuń
  2. swietna etnograficzna wycieczka i super zdjecia .
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli będziecie mieli możliwość, odwiedźcie Tokarnię podczas pokazów tamtejszego kowala, Pana Bronka. Dla mnie osobiście, uczestnictwo w jego warsztatach, możliwość podziwiania jego kunsztu, ogromnej wiedzy, którą wcale się nie afiszował i nie wywyższał (wręcz przeciwnie) było największą atrakcją Tokarni - a byłem tam już kilka razy o różnych porach roku.

    Miałem okazję uczestniczyć w warsztatach podczas wizyty studyjnej, krótka relacja tutaj - http://www.dzieciakiwplecaki.pl/artykul/5453/wizyta-w-parku-etnograficznym-w-tokarni

    OdpowiedzUsuń