Zimowy, bajkowy Beskid Żywiecki - na Rysiance i Hali Miziowej.

To był jedyny możliwy termin tej zimy, jedyna okazja, żeby wybrać się w zimowe Beskidy. Wybór padł na Rysiankę, poprzednio nie rozpieszczała nas pogodą, mieliśmy nadzieje, że tym razem będzie lepiej. I było :) Trafiliśmy idealnie, trudno sobie wyobrazić jeszcze lepszą pogodę, jeszcze piękniejszą zimę i jeszcze wspanialsze krajobrazy. Było pięknie, zimowo, bajkowo...!




Już rok temu marzył mi się zimowy wypad w Beskidy ale z taką prawdziwą zimą, dużą ilością śniegu, wielkimi, śnieżnymi czapami na choinkach i najlepiej błękitnym niebem i słońcem. Niestety, w tamtym roku zima w Beskidach nie była najlepsza. Nadzieje przeszły więc na ten rok. Dodatkowo chcieliśmy pojechać tylko we dwoje. Już na początku zimy wiedzieliśmy, że jedyny dobry termin to połowa lutego. Wtedy chłopcy mieli jechać na zimowisko, zdecydowanie łatwiej zostawić pod opieka babci jedno dziecko ;)
Termin ustalony, wyjątkowo miejsce w schronisko zarezerwowane ze sporym wyprzedzeniem, pozostaje tylko czekać i liczyć na śnieżną zimę.
Wybór padł na Rysiankę, ostatnio nasze ulubione miejsce w Beskidzie Żywieckim. Choć podczas naszej poprzedniej wizyty Rysianka tonęła w deszczu i we mgle,  to nie zraziła nas do siebie, zresztą dobrze pamiętaliśmy z pierwszej wizyty jak może być tam pięknie :)

Kilka dni przed naszym wypadem w Beskidach mocno sypie, na tyle mocno, że kiedy w czwartek (12.02) mamy wejść na górę, wybieramy najkrótszy szlak, którym można dojść do schroniska - czarny szlak ze Złatnej. Wiemy, że jest on na pewno przetarty. Plany mieliśmy inne, chcieliśmy dojechać do Żabnicy Skałki i stamtąd dojść na Rysiankę przez Boraczą, natomiast wrócić do Żabnicy szlakiem zielonym. Nie mamy jednak sprawdzonych informacji o warunkach na tych szlakach i nie chcemy ryzykować. A jak idzie się nieprzetartym szlakiem dowiadujemy się następnego dnia od jednego z turystów, który również w czwartek, razem z żoną i synem przecierał zielony szlak z Żabnicy, wejście zajęło im 8godz. (latem idzie się 2godz.), a w śniegu zapadali się po kolana, a nawet po pas... Pozdrawiamy :)

Dojeżdżamy do Złatnej dość późno, przed 15. ruszamy na szlak. Warunki na szlaku bardzo dobre, śnieg mocno ubity, idzie się dobrze. A im wyżej tym śniegu więcej.






Niestety nie sprawdzają się prognozy pogody... już dzisiaj miało być słonecznie, niestety niebo szczelnie zasłaniają chmury. Kiedy docieramy do Hali Rysianki widoczność mocno spada i robi się mocno tajemniczo.




Przed 17:00 jesteśmy w schronisku, dojście ze Złatnej zajęło nam ok. 2 godz. Normalnie powinno zająć ok. 1,5 godz, jednak choć szlak mocno przedeptany idzie się wolniej niż latem.

Wieczór spędzamy w pokoju (dostajemy trzyosobowy pokój w Betlejemce, osobnym budynku, położonym tuż obok schroniska) oraz schroniskowej jadalni. Zasypiając liczymy, że prognozy na jutro się spełnią i na niebie nie będzie chmur.

Następny dzień Łukasz zaczyna jeszcze przed wschodem słońca, ja, muszę się przyznać, jestem śpiochem i nie chce mi się wstać... Oglądając zdjęcia jakie Łukasz zrobił mam wielką nadzieję, że jutrzejszy świt na Rysiance będzie równie piękny...










Kiedy wychodzimy na wycieczkę półtorej godziny później widoki również zachwycają, jest idealnie!





Na dzisiaj zaplanowaliśmy wycieczkę na Halę Miziową z możliwością wejścia na Pilsko, zobaczymy jak nam się będzie szło.

Ruszamy czerwonym szlakiem na Trzy Kopce.



Wczoraj z tej odległości nie było jeszcze widać schroniska, dzisiaj prezentuje się pięknie.




Idzie się dobrze, czasem trochę się zapadamy ale generalnie szlak jest ubity przez śnieżne skutery.
Normalnie szlak prowadzący przez las, bez widoków, nie jest zbyt ciekawy, nawet trochę nudny, dzisiaj jest zupełnie inaczej. Ilość śniegu sprawiła, że czuję się trochę jak w bajce, zimowy las jest zachwycający.




Docieramy na Trzy Kopce 1216 m n.p.m., nie ma tu widoków.



Wędrujemy dalej, przed nami Palenica. Muszę się przyznać, że mocno czuję skutek jesienno-zimowych miejscy, kiedy nie miałam zbyt dużo ruchu, rower poszedł w odstawkę, niedzielne wędrówki są krótsze i mniej wymagające, siedząca praca - efekt? Kondycji brak... Tym samym szlakiem szliśmy w czerwcu we mgle, wtedy nie wydawał mi się zbyt wymagający, teraz idzie mi się ciężko... niedobrze...

Jesteśmy coraz wyżej i kiedy oglądamy się za siebie, między drzewami widać Halę Rysianki oraz schronisko, a później schronisko na Hali Lipowskiej.




W końcu docieramy do Palenicy 1345 m n.p.m., czas na chwilę odpoczynku. Poprzednio też w tym miejscu odpoczywaliśmy, tylko wtedy był stół i ławki, teraz stoi jedynie tabliczka z napisem "Miejsce wypoczynku", zastanawiamy się czy możliwe, żeby stół był pod śniegiem...?




Wychodzimy na Halę Szczawiny, poprzednio szliśmy tędy we mgle, nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego jak malownicze jest to miejsce.






Idziemy i zachwycamy się widokami, zimą. Cieszymy pustym szlakiem, przez całą wędrówkę na Halę Miziową spotykamy jedynie 6 turystów, w drodze powrotnej jeszcze mniej :)




Przechodzimy przez Halę Śmietanową i Cebulową (bardzo ciekawe nazwy) i docieramy do schroniska. Dojście tutaj (razem z odpoczynkiem) zajęła nam sporo ponad trzy godziny, czyli sporo dużej niż według oznaczeń ale w końcu zimą idzie się dłużej. Po drodze zrezygnowaliśmy z wejścia na Pilsko, z moją dzisiejszą formą nie miałam na to ochoty...



Na Pilsku wymarzone warunki narciarskie, więc w schronisku narciarzy jest bardzo dużo. My jemy zabrane ze sobą kanapki, pijemy piwo z widokiem na Babią Górę i ruszamy w drogę powrotną na Rysiankę, oczywiście tym samym szlakiem.









Przy tyczkach wskazujących przebieg szlaku widać po jak grubej warstwie śniegu idziemy, normalnie są sporo wyższe niż my ;)


Na Hali Szczawiny, koło zasypanej śniegiem bacówki robimy sobie przerwę na kawę. Mamy ze sobą oczywiście kartusz i zaparzacz, trochę wieje i Łukasz robi osłony z kawałków lodu ;) Nie muszę mówić jak cudownie smakuje świeżo zaparzona kawa a tak pięknych okolicznościach przyrody :)




Droga powrotna, choć na mapie czas przejścia w obie strony jest ten sam, zajmuje nam jakieś pół godziny krócej niż na Miziową.
Dochodzimy na Halę Rysianki akurat, żeby podziwiać widok na Tatry w promieniach zachodzącego słońca. Tak kończy się ten piękny, zimowy dzień na Rysiance.









Następnego dnia oczywiście wstaje z Łukaszem na wschód słońca, zabieramy ze sobą filiżanki kawy i chłoniemy te piękne widoki. Zdecydowanie magiczne chwile... tak się składa, że jest to walentynkowy poranek ;)





Po śniadaniu opuszczamy Rysiankę i idziemy na Lipowską, oznaczenia pokazują 15min. ale nie idzie się chyba więcej niż 10min.







Wchodzimy na chwile, jadalnia jest tutaj bardzo klimatyczna :)







Chcieliśmy zejść z Lipowskiej nowym, skrótowym szlakiem, łączącym Lipowską z czarnym szlakiem do Złatnej (widzieliśmy miejsce, w którym odchodzi ten szlak od czarnego, kiedy szliśmy na Rysiankę), niestety jakoś nie umiemy znaleźć tego szlaku na górze... Wracamy więc na Halę Rysianki i stamtąd ruszamy czarnym szlakiem do Złatnej.


To był niezwykle udany wypad. Bajkowe widoki zimowego Beskidu Żywieckiego na długo z nami zostaną. Kto wie, kiedy następnym razem trafimy na tak piękną zimę?

1 komentarz:

  1. Oj, tęsknię za taką zimą, tęsknię. W tym sezonie nie było okazji na spotkanie z taka cudowna aurą. Faktycznie pogoda Wam dopisała. Gdyby zawsze tak było... Cudo! :)

    OdpowiedzUsuń