Boracza, Lipowska i Rysianka czyli wędrujemy po Beskidzie Żywieckim.


Środek lata, piękna pogoda, idealny czas na wycieczki. Na wakacyjny wyjazd musimy jeszcze trochę poczekać, więc urozmaicamy sobie letni czas weekendowymi wycieczkami. Tym razem wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę w Beskidy, dokładnie w Beskid Żywiecki. Pisałam już kiedyś, że ten  rejon nie jest nam zbyt dobrze znany, jednak mamy nadzieję stopniowo poznawać tutejsze szlaki. Plan na dzisiaj to Hala Boracza, Hala Lipowska oraz Hala Rysianka. Do wędrówki akurat tymi szlakami zachęcił nas jeden z ostatnich wpisów Kasi na Jej blogu :) Pozdrawiamy!

Pierwsza sierpniowa sobota. Wstajemy wcześnie i trochę po 7. rano ruszamy na południe. Do Węgierskiej Górki mamy ok. 170km. Tam skręcamy w lewo, na Żabnicę. Koło 10:20 jesteśmy na miejscu. Żabnica Skałka, stąd wychodzi czarny szlak, którym dojdziemy na Halę Boraczą. Wejście na górę zajmuję nam ok. godziny, podejście nie jest bardzo wymagające. Na początku szlak prowadzi asfaltową drogą, następnie leśną drogą, niestety przez większość drogi idziemy w słońcu, które dzisiaj dość mocno grzeje.
Hala Boracza jest rozległa i bardzo malownicza. Bardzo tu przyjemnie, może trochę za dużo oznak cywilizacji... Idziemy do schroniska. Chłopcy stemplują swoje książeczki GOTu, zbierają punkty do Górskiej Odznaki Turystycznej i w każdym odwiedzonym schronisku robią sobie stempel w książeczce. Najmłodsza turystka jest za mała na zdobywanie odznaki GOTu, odbijamy jej stempel na rączce ;)




Po krótkiej przerwie pod schroniskiem ruszamy w dalszą drogę szlakiem zielonym na Halę Lipowską. Na górze widoczne schronisko na Hali Boraczej.


Wybieramy zielony szlak. Można iść też szlakiem czarnym, a następnie żółtym, prowadzącym przez Baraczy Wierch. Według oznaczeń przejście powinno nam zająć niecałe dwie godziny. Szlak prowadzi na początku sympatyczną, szeroką drogą bokiem zbocza. Kiedyś był tu las, jednak teraz rosną tu jedynie niezbyt wysokie krzewy i niewielkie drzewka. Dzięki temu można podziwiać piękne widoki.

 

Z czasem droga zamienia się w ścieżkę i pojawiają się wysokie drzewa, przy dzisiejszej temperaturze i świecącym bez litości słońcu z radością wchodzimy do lasu. Ścieżka robi się coraz bardziej wymagająca, dobrze, że drzewa dają nam cień. Dochodzimy do miejsca, w którym nasz zielony szlak łączy się z żółtym, tutaj też kończy się podejście a ścieżka znowu zamienia się w drogę. Pojawia się też więcej turystów.
Docieramy na Halę Lipowską. Jest zdecydowanie mniej rozległa niż Hala Boracza, Siadamy przed schroniskiem, niestety nie jest tu zbyt widokowo, za to zimne piwo smakuje wyśmienicie.

Schronisko na Hali Lipowskiej, według rankingu miesięcznika NPM jedno z najlepszych polskich schronisk.


Chłopcy oczywiście idą po stempelki do swoich książeczek GOT-u. My odpoczywamy, a dzieciaki objadają się rosnącymi koło schroniska jagodami :)
Kto ma bardziej fioletowy język ;)


Czas ruszać dalej. Do schroniska na Hali Rysianka mamy bardzo blisko, według oznaczeń 15min., jednak nam droga nie zajmuje  nawet 10min.

 

Tutaj planujemy dłuższy postój, czas na obiad. A po obiedzie błogie lenistwo z widokiem na Pilsko i Babią Górę. Powietrze jest gorące, więc widoczność nie jest najlepsza, ale i tak jest pięknie. Jesteśmy zachwyceni Rysianką!


 

 


Dodatkowo jest tu bardzo spokojnie. Jak na środek wakacji bardzo mało turystów, a do tego są to prawdziwi turyści. Nie ma tu ludzi w klapkach/sandałkach/japonkach z plastikowymi reklamówkami... Pamiętam tłumy ludzi, które zostaliśmy rok temu na Blatni w Beskidzie Śląskim (swoją drogą jakoś nie opisałam tamtej wycieczki, muszę to nadrobić...), w Bieskidzie Żywieckim jest dużo puściej i spokojniej.
 


Niestety czas biegnie nie ubłagalnie, jest już 18:00, czas ruszyć w drogę powrotną do samochodu.
Przed nami przełęcz Pawlusia... szkoda, że nie możemy iść dalej prosto, nasz szlak odbija w lewo...


 

Jednak droga powrotna (zielonym szlakiem do Żabincy Skałki) też jest bardzo ładna, idziemy bokiem zbocza, drzewa są częściowo wycięte i możemy podziwiać piękne widoki.



W końcu wchodzimy do lasu i robi się mniej ciekawie, ostatni odcinek idziemy już drogą asfaltową. Do samochodu docieramy trochę po 20:00, czyli po prawie 10h. To była bardzo udana wycieczka, poznaliśmy piękne miejsca i jesteśmy pewni, że jeszcze tu wrócimy.

2 komentarze:

  1. O, a w radiu ostatnio mówili, że Beskidy przeżywają straszne oblężenie :) W moim prywatnym rankingu schronisko na Hali Rysiance wiedzie od wielu, wielu lat prym :) Polecam wybrać się tam zimą, widoki z jadalni i z samej Hali na Tatry są przecudowne! Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę tej wycieczki. Nie dość, że miejsce przepiękne to pogoda wymarzona :)

    OdpowiedzUsuń