Mirów i Bobolice po raz pierwszy zimowo.

Jak tylko pogoda, zdrowie i inne okoliczności pozwalają w niedzielne przedpołudnia jeździmy na Jurę, na spacer. W okresie wiosenną-letnio-jesiennym są to zazwyczaj dłuższe wędrówki, połączone z piknikiem w pięknych okolicznościach przyrody. Natomiast zimą jeździmy w nasze najbliższe okolice, czyli rejon Olsztyna. Tym razem wybraliśmy się troszkę dalej, na nieco dłuższą zimową wędrówkę do Mirowa i Bobolic.



Już od kilku tygodni miałam ochotę na dłuższą, zimową wędrówkę po Jurze. Ale a to zimy nie było, a to jakieś choróbsko się przyplątało do najmłodszej podróżniczki, a to inne okoliczności uniemożliwiały nam taki wypad. Tym razem wszystko ułożyło się idealnie, słońce, niezbyt niska temperatura i spore ilości śniegu. Jedyne co nie dopisało to bateria w aparacie... dopiero na miejscu zorientowałam się, że bateria jest niemal całkowicie wyczerpana i większość zdjęć robiliśmy telefonem, niestety na nich śnieg ma lekko niebieski odcień...
Ilość śniegu sprawiła nam małą niespodziankę. Koło naszego domu było go zdecydowanie mniej i to jedynie na ziemi, nie było już śniegu na gałęziach drzew czy iglakach. I choć odjechaliśmy niespełna 50 km. od domu, w Mirowie zastaliśmy piękną zimę :)

To był nasz pierwszy wypad w te rejony zimą, bywaliśmy już to we wszystkie pozostałe pory roku i trudno mi powiedzieć kiedy jest najpiękniej...?

Nasze dwa poprzednie wiosenne wypady do Mirowa i Bobolic opisałam tu klik oraz tu klik :)

Jedziemy jak zwykle do Mirowa naszą ulubioną drogą przez Złoty Potok i Niegową. Zostawiamy samochód na parkingu i podchodzimy do ruin zamku w Mirowie. Ruiny mają być odbudowane, jednak na razie zostały jedynie zabezpieczone, na odbudowę nie ma zgody od konserwatora zabytków. W tej chwili ruiny są otoczone drewnianym płotem, stoją rusztowania i całość jest mało fotogeniczna...

Ruszamy czerwonym szlakiem, prowadzącym Grzędą Mirowską do Bobolic.



Ruiny zamku w Mirowie zostają za nami, a przed nami widać już zamek w Bobolicach.




Przechodzimy przez niewielki lasek i zaraz za nim zamek w Bobolicach mamy jak na dłoni...




Pod zamkiem w Bobolicach robimy sobie mały odpoczynek, mamy słodkie conieco, herbatę w termosie oraz zaparzacz do kawy :)

Zamek w Bobolicach




Ruszamy z powrotem do Mirowa. Nie idziemy już górą tylko zaraz za laskiem skręcamy w odchodzącą ścieżkę w prawo i idziemy dołem, z boku imponujących skał.






Od wiosny do jesieni jest tu zawsze dużo wspinaczy... dzisiaj jest pusto.





No i dotarliśmy do Mirowa, wędrówka w jedną stronę zajęła nam ok. godziny.



Mirów i Bobolice są jednym z naszych ulubionych miejsc na Jurze. Niestety w ciepłe weekendy jest tu zazwyczaj dość dużo ludzi, dzisiaj było ich znacznie mniej. Jedynie w okolicach zamków kręciło się więcej ludzi, na szlaku było pusto. Gorąco polecam to miejsce również w zimowej oprawie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz