Srebrne dachy Gjirokastry, archaiczna cerkiew oraz rozczarowanie Błękitnym Okiem.

Nad morzem Jońskim spędziliśmy tydzień w drugiej połowie sierpnia, większość dni spędziliśmy szukając pustych plaża, natomiast popołudniami odkrywaliśmy opuszczone miasteczka i urokliwe kościółki. Jednak jeden dzień "poświęciliśmy" na dłuższą, całodniową wycieczkę. Naszym celem był Gjirokastra,  miasto-muzeum wpisane w 2005r. na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.







Z Himary do Gjiokastry jest 100km i Google Maps pokazuje, że dojedziemy tam w niecałe 2 godziny, jednak pokręcone, albańskie drogi sprawiają, że na przejazd tą drogą trzeba zarezerwować przynajmniej 30-40min. więcej...
My jadąc do Gjirokastry robimy sobie dwa postoje. Pierwszy w Mezopotamie. Za mostem pod koniec miejscowości skręcamy w prawo. Dojeżdżamy do otwartej bramy, tutaj zostawiamy samochód. Na bramie informacja, że za wstęp na teren cerkwi trzeba będzie zapłacić, chyba 100lek. Dalej idziemy pieszo, jakieś 5min, może mniej.

Warto zjechać z drogi, żeby zobaczyć archaiczną cerkiew św. Mikołaja z z poł. XI w. (prawdopodobnie budowę ukończono w 1054r). Niestety nie można wejść do środka. Zgodnie z informacją na bramie jest tu pan, który zbiera opłaty.

Masywna, kamienno-ceglana budowla jest trójnawową bazyliką z absydami na zakończeniu naw. Na ścianach zewnętrznych archaiczne kamienne płaskorzeźby przedstawieniami orła, lwa oraz dziwnych stworów.

Bardzo podoba nam się to miejsce. Nie ma innych turystów (kiedy będziemy wracać do samochodu miniemy parę Polaków, zresztą z "naszym" przewodnikiem w ręce ;) ), słychać tylko cykady, nawet nasze dzieci nie rozrabiają ;)






Czas jechać dalej. Kolejnym naszym dzisiejszym celem jest Niebieskie Oko (Blue Eye w Syri i Kalter). Strzałka przy głównej drodze pokazuje gdzie mamy zjechać, nie da się przegapić. Na początek uiszczamy opłatę 200lek i jedziemy dalej wąską, dziurawą drogą, cały czas szukając miejsca, żeby zjechać i ustąpić zjeżdżającym z góry samochodom... Trzeba podjechać jakieś 2km, później mieć szczęście, żeby znaleźć miejsce do zaparkowania i można iść oglądać to cudo natury - wysokowydajne źródło bijące z głębokiej na 20m niszy skalnej. Powstałe jeziorko ma piękny kolor wody. Moje oczekiwania co do tego miejsca zderzyły się boleśnie z rzeczywistością. Wyobrażałam sobie to miejsce jako spokojny zakątek, gdzie można w ciszy cieszyć się pięknem otaczającej przyrody ;) Niestety, nie można. Przeszkadza dziki tłum ludzi... natomiast samo źródło jest całkiem ładne ale nas nie zachwyca, zresztą nawet najpiękniejsze miejsce traci, kiedy trzeba je podziwiać w takim ścisku...





Nie podoba nam się tutaj, nie warto było tracić czas, te 200lek (ok. 6zł) też nie warte... No ale dobrze, spróbujemy uratować pobyt w tym miejscu :) Jest tu też bardzo sympatyczne knajpka, tonąca w zieleni, z tarasami nad stawem. 


Obiecaliśmy dzieciom lody, samo chętnie napijemy się kawy :) Lody są, wyboru nie ma, tylko na patyku. Kupujemy, trzy. Płacimy 750leków czyli ponad 20zł... za trzy lody na patyku. Odechciewa nam się kawy, miejsce jest nie do uratowania ;)
Nie polecam w sezonie...

Jedziemy dalej. Droga zaczyna coraz bardziej kręcić, prawo, lewo, góra, dół... W końcu dojeżdżamy do SH4 prowadzącej do przejścia z Grecją do Gjirokastry. Na naszej mapie Albanii (freytag&berndt) droga jest dwupasmowa, aż tak dobrze nie jest. Ale jest prosta i szeroko, więc już po chwili jesteśmy w Gjirokastrze. Zostawiamy samochód na bezpłatnym parkingu przy ulicy Gjin Zenebisi (dalej jest plac Cerciz Topulli i tam parking jest płatny) i ruszamy. Pierwszym celem jest górująca nad miastem twierdza otoczona wysokimi i masywnymi murami. Kupujemy bilety (200lek, tylko dorośli) i przechodzimy przez bramę. 
Za bramą zaczyna się ciemny i wysoki korytarz, wzdłuż którego urządzono ekspozycję ciężkiej broni, głównie z czasów II wojny światowej.



Na końcu korytarza znajduje się wejście do muzeum, jak czytam w przewodniku można w nim obejrzeć ciekawą ekspozycję broni i umundurowania oraz pospacerować po korytarzach i celach dawnego więzienia politycznego. Wstęp jest dodatkowo płatny - 200lek. Ja nie mam ochoty, wchodzi Ł. z dzieciakami. Wychodzą bardzo zadowoleni, było warto :)

Wychodzimy na rozległy dziedziniec, z którego tarasów możemy podziwiać całkiem ładny widok na starówkę ze srebrnymi dachami. Gjirokastra jest nazywany miastem srebrnych dachów, dzięki pokrywającym dachy szarym łupkiem.



Znajdziemy tu  armaty oraz samolot ;) Amerykański samolot, który w 1957 wleciał na terytorium Albanii, został zmuszony do lądowania, a następnie zarekwirowany ;)



Idziemy dalej, ku najwyższej części twierdzy, gdzie wśród ruin wznosi się turecka wieża zegarowa. Bardzo malowniczy obrazek.



Opuszczamy twierdzę.



Bardzo nam się podobało, bardzo malownicze miejsce, bez tłumów :)

My schodzimy do starówki.


Jesteśmy głodni, czas na obiad. Czytając kilka relacji z Albanii na pewnym nie-albańskim forum, pamiętałam, że idąc uliczką na lewo) (na zdjęciu powyżej), dojdziemy do położonej pod drzewami polecanej restauracji Kujtimi. Idziemy więc tam.

I cóż mogę napisać, wszystkie opinie były zgodne z rzeczywistością. Było pysznie, dużo i niedrogo (za pięć dań, dwie sałatki, napoje dla dzieci i dwie lampki wina zapłaciliśmy 2250lek czyli niecałe 70zł). Oczywiście też polecamy to miejsce :)




Najedzeni spacerujemy dalej. Punkt widokowy:



Następnie idziemy ulicą Imaila Kadare:

Ismail Kadare, wybitny, współczesny albański pisarz, który urodził się w Gjirokastrze, obecnie mieszka we Francji. Podczas pobytu w Albanii przeczytałam "Córkę Agamemnona" jego autorstwa. Można zwiedzać dom pisarza, my jednak tam nie docieramy. Idąc ulicą Kadare skręcamy w uliczkę odchodzącą w lewo, pod górę. Po chwili widzimy strzałkę kierującą do domu Skenduli. 

Skręcamy i za chwilę jesteśmy przed wejściem do domu rodziny Skenduli. Kupujemy bilety (chyba jak zwykle 200 lek od osoby ale nie jestem pewna) i wchodzimy do środka. Oprowadza nas właściciel, Pan Skendula. Niestety nie mówi po angielsku, tylko po włosku i francusku, pojedyncze słowa po rosyjsku. Mimo to jakoś się dogadujemy. Gospodarz opowiada nam historię tego domu i swojej rodziny. Dom został im odebrany przez komunistów, tutaj pan Skendula pokazuje jak władze kopnęły ich w tyłek ;) po przełomie dom został im zwrócony. Jednak, ponieważ jest zabytkiem, nikt nie może w nim mieszkać. 

Jest to okazały dom w stylu staroalbańskim, o typowym kształcie architektonicznym - dwie symetryczne wieże mieszkalne połączone cofniętą, arkadową fasadą.



Dom jest bardzo duży, przechodzimy z pomieszczenia do pomieszczenia :) Pan Skenduli objaśnia nam ich funkcję.






Bardzo ciekawe miejsce, polecam

Kawałek dalej znajduje się dom rodzinny dyktatora Envera Hodży, obecnie mieści się w nim Muzeum Etnograficzne. Idąc jeszcze dalej i wyżej doszlibyśmy do domu Zekante, kolejnego prywatnego domu-muzeum. My jednak dalej już nie idziemy, wracamy w stronę samochodu.

Już tu chyba byliśmy...

Dzieciaki kupują kolejne pamiątki i idziemy na pyszną kawę :) Później wracamy do samochodu.




Wizytę w Gjirakstrze zaliczamy do bardzo udanych, jedno z fajniejszych miejsc jakie odwiedziliśmy w Albanii, do tego chyba najlepszy obiad :) Zdecydowanie warto tam pojechać, niekoniecznie zatrzymując się w Błękitnym Oku :)

Wracając podziwiamy górzyste krajobrazy:


Niezwykle malownicza jest Albania, nie tylko na wybrzeżu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz