Tam gdzie wody Adriatyku mieszają się z morzem Jońskim czyli przełęcz Llogara.

Jest 19. 08. 20014, rano pożegnaliśmy kemping na jeziorem Szkoderskim i ruszyliśmy na południe, po drodze odwiedzając Berat.

Mijamy Fier, następnie Vlorę, która robi na mnie negatywne wrażenie. Masa ludzi, zależakowane plaże, zasłaniające cały świat apartamentowce i hotele, jak dla mnie masakra, nie wyobrażam sobie w takich warunkach spędzać wakacje. Zresztą cała zatoka od Vlory do Orikum wygląda podobnie. Następnie odjeżdżamy od morza i zaczynamy wspinaczkę na przełęcz Llogara.
Na początku jedzie się masakrycznie, powodem jest jakiś samochód, który jedzie strasznie wolno, momentami prawie się zatrzymuje... Na szczęście udaje się go wyprzedzić :) Droga jest kręta i stroma, jedna z bardziej wymagających dróg jaki było nam dane jeździć.

Na przełęczy oczywiście stajemy, żeby podziwiać widoki. Pogoda cudna, bezchmurne niebo, późno popołudniowe słońce, trzeba przyznać, że widok robi wrażenie :)

Przełęcz Llogara ok. 1020 m n.p.m. i widok na wybrzeże morza Jońskiego, gdzieś tutaj się ono zaczyna...













Zjeżdżamy z przełęczy i liczę, że droga się wyprostuje. Niestety, takimi pokręconymi drogami będziemy jeździli praktycznie do końca naszego pobytu w Albanii. Ostatni odcinek bardzo mi się już dłuży i jestem bardzo szczęśliwa widząc strzałkę na Himare-Livadh. Wiemy, że są tam dwa kempingi i na jednym z nich planujemy się zatrzymać.
Zjeżdżamy do zatoki i moja radość się kończy. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie to miejsce. Myślałam, że będzie mniej domów, mniej samochodów, mniej ludzi, mniej knajp. Spokojniej. Jakaś brzydka ta plaża mi się wydaje, droga strasznie rozjechana, mnóstwo samochodów, mnóstwo ludzi... jakaś masakra...

Jedziemy dalej, kempingi są na końcu. Zatrzymujemy się przy pierwszym - kemping Karnea. Jakiś mały ten kemping i pełny... Jest tylko jakieś jedno małe, ciasne miejsce pod płotem, właściciel tłumaczy, że jutro coś się zwolni, ale my jedziemy dalej. Wiem, że dalej jest jeszcze kemping Livadh. Nie dojeżdżamy jednak do niego, kawałek wcześniej, właściwie po sąsiedzku jest jeszcze jeden, niewielki kamp. Jak tylko się zatrzymujemy podchodzi właściciel (Grek - Nashos), pokazuje nam wolne miejsce jakie ma, akurat na nas, w ostatniej linii (kamp nie jest duży), pod oliwkami. Wygląda fajnie. Oglądamy jeszcze sanitariaty, tutaj gorzej, sanitariatów niewiele i bardzo proste, choć czyste i bez nieprzyjemnych zapachów. Zostajemy.

2 komentarze:

  1. Piękne i bardzo malownicze miejsce, ale to już chyba taki urok tamtych regionów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, Bałkany całe są piękne :)
      Pozdrawiam
      Asia.

      Usuń