Z widokiem na Barcelonę.

Barcelona nie jest zielonym miastem, domy stoją tutaj bardzo ciasno, a na ulicach często brakuje zieleni, mimo to bez problemu znajdziemy miejsca, gdzie odetchniemy od ulicznego zgiełku i nasycimy oczy widokiem bujnej, śródziemnomorskiej roślinności. Wizyta w jednym z pięknych parków czy ogrodów, podziwianie widoku na miasto, z któregoś ze wzgórz oraz odpoczynek na plaży są punktami obowiązkowymi podczas wizyty w Barcelonie. My oczywiście też mieliśmy je w planie, nie do wszystkich na których nam zależało, udało nam się dotrzeć, ale te które odwiedziliśmy, możemy z czystym sercem polecić.


Parc de la Ciutadella. 

Wizytą w parku zaczynamy poznawanie Barcelony pierwszego dnia pobytu w mieście. Położony na granicy należącej do Starego Miasta dzielnicy La Riberia park powstał na miejscu zburzonej  w 1869r. cytadeli. W centralnym punkcie znajduje się neobarokowa fontanna (Cascades), zaprojektowana przez Josepa Fontsere przy współpracy z młodym Gaudim oraz dwa stawy, po większym można popływać łódką. Park zachwyca nas śródziemnomorską roślinnością, choć jest dopiero koniec lutego, kwitną już niektóre krzewy, możemy sobie wyobrazić jak pięknie musi być tu wiosną...







W południowej części parku znajduje się ogród zoologiczny, my jednak go nie odwiedzamy.
Wychodzimy głównym wyjściem i Passeig Lluis Companys idziemy w kierunku Łuku Triumfalnego. Pisałam o nim w poprzednim poście.





Port Vell i plaża Barceloneta.


Opisując nadmorską część miasta zacznę od starego portu i nabrzeża, choć było to miejsce, w którym właściwie żegnaliśmy się z Barceloną...

Spacer zaczynamy od pomnika Kolumba (Monument a Colom) znajdującego się na końcu Rambli, który wznosi się na wysokość 60m. Na szczycie kolumny jest galeria z punktem widokowym na Stare Miasto, można na nią wjechać windą, my nie skorzystamy z tej możliwości, idziemy nadmorską promenadą wzdłuż portu, po drodze kupując gofry.







Na nabrzeżu można posłuchać ulicznych muzyków, ten zespół bardzo nam się spodobał i siedzieliśmy dłuższą chwilę, słuchając muzyki i ciesząc się atmosferą nadmorskiej części Barcelony.



W to ostatnie popołudnie mieliśmy dojść do plaży, jednak okazało się, że nie wystarczy nam czasu... samolot nie będzie czekał a my musieliśmy jeszcze  wrócić po pozostawione w hostelu bagaże. Dochodzimy więc jedynie do początku Barcelonety i idziemy na lody, kawę i churros. 




Na szczęście na plaży byliśmy dwa dni wcześniej, naszego pierwszego dnia w Barcelonie. Po wizycie w Parc de la Ciutadella i spacerze po Barri Gotic i La Riberia, wsiedliśmy w żółtą linię metra (L4) na stacji Urquinaona i podjechaliśmy dwa przystanki do Barcelonety. O tej prze roku, w dzień powszedni na plaży jest dość pusto, dzięki czemu nawet mi się tutaj podoba. Stali czytelnicy bloga wiedzą, że latem na dłuższe plażowanie wolę bardziej dzikie i odludne plaże, jednak teraz z wielką przyjemnością siedzę na piasku, wygrzewam się w słońcu i słucham szumu fal. Jest na tyle ciepło, że Kajtek biega po falach, oczywiście w momencie moczy spodnie... szybko więc zostaje w majtkach a spodnie bez problemu wysychają na słońcu. 






Idę do pobliskiego sklepu po lody, jemy je wygrzewając się na słońcu i trudno mi uwierzyć, że jest dopiero ostatni dzień lutego... ten dodatkowy dzień, który zdarza się raz na cztery lata... mam wrażenie, że bardzo dobrze go wykorzystujemy.





Montjuic

Wzgórze Montjiuc wznoszące się na wysokość 185m n.p.m. jest położonym najbliżej centrum tak dużym terenem zielony pełnym parków i ogrodów, obiektów sportowych oraz muzeów. Wybrzeża strzeże położona na szczycie twierdza.

Mamy kilka możliwości dotarcia na wzgórze.
Oczywiście można tu wejść na nogach, najlepiej z placu Hiszpańskiego idąc schodami obok Magicznej Fontanny, a następnie mijając Pałac Narodowy. Jeśli nie mamy ochoty się wspinać, możemy wsiąść na placu w autobus linii 150 (przystanek przy Av de la Reina Maria Cristina), autobus zawiezie nas pod samą twierdzę, zatrzymując się po drodze przy wszystkich ciekawszych obiektach znajdujących się na wzgórzu.
Na pewno najbardziej atrakcyjną formą dotarcia na wzgórze jest kolejka linowa z 1931r, która swoją dolną stację ma w porcie. Po drodze można podziwiać widoki na port i Stare Miasto. Jest to jednak najkosztowniejsza opcja, bilet w jedną stronę kosztuje 11 euro. 



My wybieramy tańszą opcję, wykorzystująca miejskie środki transportu. Jedziemy zielona linią metra (L3) na stację Paral-lel  i tam chcemy się przesiąść na kolejkę szynową (na jednym skasowaniu biletu T10 można jechać 75min. różnymi środkami komunikacji, napiszę o tym więcej w poście podsumowującym nasz pobyt w Barcelonie). Niestety na stacji Paral-lel okazuje się, że kolejka szynowa jest nieczynna... wygląda to na remont :( Po szybkim rzucie oka na plan miasta jedziemy autobusem D20 na plac Hiszpański, a tam przesiadamy się na wspomniany już przeze mnie autobus 150. Na szczęście mieścimy się w czasie 75min. 
Autobus mija znajdujące się na wzgórzu Barcelońskie Miasteczko Hiszpańskie (Poble Espanyol de Barcelona), które jest repliką hiszpańskiego miasteczka z wąskimi ulicami, placami i zaułkami. Choć bardzo lubię nasze skanseny, to miasteczko wydaje mi się jakimś sztucznym tworem i nie mam ochoty go odwiedzać. Może jest to błędem... Następnie mijamy Stadion Olimpijski, tutaj odbywała się ceremonia otwarcia i zamknięcia Igrzysk Olimpijskich w 1992r.
Przez przypadek wysiadamy za wcześnie, na przystanku koło górnej stacji kolejki szynowej (którą mieliśmy przyjechać w pierwotnym planie) i przez sympatyczny ogród w Parc de Montjuic dochodzimy do twierdzy. Przy górnej stacji kolejki szynowej zaczyna się druga kolejka krzesełkowa, która może nas wwieść pod wejście do twierdzy. Z ogrodu można podziwiać bardzo rozległy widok na miasto, widać nawet ośnieżone szczyty górskie, zapewne są to Pireneje.


Do niedawna wstęp na twierdzę był bezpłatny, niestety spóźniliśmy się, od roku czy dwóch trzeba kupić bilety, normalny - 5 euro, ulgowy dla starszej młodzieży i studentów - 3 euro, dzieci wchodzą bezpłatnie.

Pierwsza twierdza na wzgórzu powstała w 1640 r. na miejscu dawnej wieży obronnej. Zniszczona w czasie licznych walk na początku XVIII w. została odbudowana w jego połowie przez wojskowego inżyniera Juana Martina Cermenoza. Po wojnie domowej aż do 1960 r. w twierdzy mieściło się więzienie, było to też miejsce egzekucji więźniów politycznych.

Spacerujemy dookoła twierdzy podziwiając zapierające dech widoki, rozciąga się stąd rozległa panorama miasta, świetnie widać ogromny port handlowy, no i morze. Zdecydowanie warto tu przyjść/przyjechać ze względu na widoki. Nam podoba się bardzo!






Czas na drugie śniadanie, wybieramy ławkę pod drzewkiem z mandarynkami :)



Chętnie zostalibyśmy dłużej ale mamy jeszcze kilka punktów przewidzianych na ten dzień. W planach mieliśmy zejście na plac Hiszpański, przechodząc obok Pałacu Narodowego i Magicznej Fontanny. Jednak uznajemy, że jest coraz później, a chcemy jeszcze tego dnia pospacerować po Dzielnicy Gotyckiej, Ramblach i nabrzeżu... Odpuszczamy więc plac Hiszpański (mieliśmy okazję rzucić na niego okiem zanim wjechaliśmy na wzgórze), monumentalny pałac i fontannę. Magiczna Fontanna byłaby zapewne na liście miejsc obowiązkowych, jednak koniecznie po zachodzi słońca, gdybyśmy byli w Barcelonie w weekend, bo wtedy odbywają się pokazy światło-dźwięk (w sezonie dodatkowo jeszcze w czwartek)... Dodatkowo po zachodzie słońca spod pałacu roztacza się świetny widok na nocną Barcelonę, podobno. Może uda nam się sprawdzić podczas następnego pobytu w stolicy Katalonii, kiedyś...

Schodzimy ze wzgórza na drugą stronę, krótszą drogą: Carretera de Montjuic, Av de Miramar i na końcu Passeig de Miramar, aż dochodzimy do stacji metra Paral-lel. Mamy jeszcze nadzieję, że uda nam się odwiedzić kaktusowy ogród - Jardins de Mossen Costa i Llobera, podobno jest to jeden z najsłynniejszych parków kaktusowych na świecie! Niestety nie udało nam się go znaleźć, chyba musielibyśmy pójść Carretera de Miramar w stronę portu... Natomiast droga, która schodzimy, pozwala nam na podziwianie przepięknych widoków na miasto, nabrzeże i morze.









Park Güell


Na koniec tego wpisu, poświęconego parkom, punktom widokowym i miejscom gdzie można odpocząć od ulicznego zgiełku, zostawiłam opis naszej wizyty w Parku Güell. Wizytę, która z jednej strony pozostawiła spory niedosyt, natomiast z drugiej były to chyba najpiękniejsze chwile w Barcelonie i mój numer 1 na liście miejsc, które najbardziej mi się podobały w stolicy Katalonii.
I nie sam park sprawił, że aż tak mi się tu podobało, choć park jest oczywiście piękny, ale pora dnia, w jakiej tutaj dotarliśmy. Ale od początku :)

Przygotowując się do wyjazdu, w dwóch czy trzech miejscach znalazłam informację, że wstęp do Parku Güell jest bezpłatny po zamknięciu kas czyli zimą od godz. 18:00, normalnie wstęp do tzw. zabytkowej części parku (tej najbardziej efektownej ze słynną rzeźbą jaszczurki, Salą Stu Kolumn i najdłuższą ławką świata) jest płatny, koszt to 8 euro bilet normalny, 5,60 euro bilet ulgowy, dzieci poniżej 7 lat wchodzą gratis, jeśli kupimy bilety wcześniej przez internet zapłacimy 1 euro mnie. Dodatkowo w sezonie kupując bilet przez internet ominie nas oczekiwanie w kolejce do kasy i będziemy wcześniej wiedzieli, o której przyjść godzinie. Jednocześnie do tej części parku może wejść określona liczba osób i w wakacje możemy czekać nawet 3-4 godziny od momentu zakupu biletu do godziny wejścia...

Płatna jest tylko mała część parku, a piękny jest cały i warto poświęcić trochę czasu na spacer po bezpłatnej części. My mamy taki plan, że będziemy w parku koło 17:00, przez pierwsza godzinę pospacerujemy po części bezpłatnej, a jeśli informacje okażą się prawdziwe, po zamknięciu kas, ok. godziny 18:00 wejdziemy do części płatnej, by usiąść na słynnej ławce i pogłaskać po głowie jaszurkę ;) Słońce w Barcelonie na przełomie lutego i marca zachodziło koło 19:00.

Niestety tak to jest a planami, że nie zawsze udaje się je zrealizować, do parku docieramy dopiero koło 18:30 i na dłuższy spacer nie mamy już czasu. Dojeżdżamy zieloną linią metra (L3) i wysiadamy na stacji Vallcarca i do parku dochodzimy niezwykle efektowną uliczką Baixada de la Groria, uliczką bardzo stromą, którą częściowo możemy pokonać ruchomymi schodami :)



Park podoba nam się bardzo do samego początku, bujna, śródziemnomorska roślinność, cudny widok na miasto i morze... pięknie! Przechodzimy poniżej najwyższego punkt parku, z krzyżem, wrócimy tu później, póki jeszcze jest w miarę jasno, chcemy dojść do zabytkowej części. Na początku możemy na nią popatrzeć w góry:


Chwilę później jesteśmy w jej centralnej części i mogę potwierdzić, o tej porze nie trzeba kupować biletów (wiosną i latem dopiero po 21:30). W parku jest trochę turystów ale w porównaniu ze zdjęciami zrobionymi w sezonie jakie widziałam, jest niemal pusto.




Ten niezwykły park jest dziełem najsłynniejszego architekta Barcelony. W 1910 roku bogaty przemysłowiec Eusebi Guell zamówił u Gaudiego projekt osiedla mieszkaniowego, plan zakładał budowę małego miasta - ogrodu. Projekt upadł, powstały jedynie dwa domy, a na terenie planowanego osiedla powstał niezwykle oryginalny park. W parku znajduje się Muzeum Gaudiego, w jednym z dwóch domów, które zostały wtedy zbudowane i w którym przez jakiś czas mieszkał architekt. My zwiedzania Casa Museum Gaudi nie mieliśmy w planach.

Słynna jaszczurka, stała się jednym z symboli Barcelony :)



Wchodzimy na taras widokowy znajdujący się na Sali Kolumnowej, który otacza kręta, obłożona mozaiką ławka. Wynaleziona przez Gaudiego technika zdobnicza zwana jest w języku hiszpańskim trencadis, czyli mozaika tworzona z kawałków pokruszonej ceramiki, W sezonie ponoć trudno znaleźć na ławce wolne miejsce, teraz nie mamy z tym problemu, a ławka okazuje się być całkiem wygodna :)



Znajdujące się przy wejściu pawilony bardzo podobają się Kajtkowi, przypominają mu domki z bajki, może nawet z piernika ;)




Opuszczamy tą część parku i idziemy w stronę Kalwarii - Góry Krzyży, jest to najwyższe wzniesienie parku (182m n.p.m.) i roztacza się z niej wspaniała panorama Barcelony. Kiedy tam docieramy jest już ciemno i roztacza się przed nami niesamowity widok na nocne miasto. Wszyscy jesteśmy pod wielkim wrażeniem, jest pięknie, a zdjęcia tylko w nieznacznym stopniu to oddają.





Mogłabym tu długo siedzieć, oprócz nas jest raptem kilka osób (choć na szczycie wzgórza zbyt wielu by się nie zmieściło), wszyscy z zachwytem podziwiamy panoramę, nawet Kajtek jest pod wielkim wrażeniem tego co widzi, Po jakimś czasie wrażenie psują reflektory, które właśnie się włączyły, a które świecą nam w oczy, oświetlając wzgórze. Z żalem schodzimy i opuszczamy park. Ja odczuwam spory niedosyt, liczyłam, że więcej pospacerujemy po ogólnodostępnej części parku jak jeszcze było jasno, trudno, kiedyś to nadrobię. Jednocześnie cały czas jestem po wrażeniem pięknych widoków. Dla mnie były to zdecydowanie najcudowniejsze momenty podczas trzech dni spędzonych w Barcelonie. Polecam gorąco.

Jest jeszcze drugie miejsce, gdzie widok mógł być podobny (albo lepszy), gdzie mieliśmy dotrzeć poprzedniego wieczoru - Bunkers del Carmel na sąsiednim wzgórzu Rovira. Niestety nam zabrakło czasu na odwiedzenie tego miejsca, ale podobno warto.

3 komentarze:

  1. Asiu, jaki polecasz przewodnik o Barcelonie?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam dwa przewodniki: wyd. Bezdroża z serii przewodnik-celownik oraz Wiedzy i Życia. Ten pierwszy podobał mi się dużo bardziej. Po powrociek kupiłam jeszcze (z myślą, że niebawem tam wrócę ;) ) przewodnik Berlitz z serii StepbyStep i też wygląda fajnie, są w nim propozycje ciekawych tras po mieście. Przed pobytem w stolicy Katalonii polecam też gorąco ksiażkę Przystanek Barcelona Katarzyny Wolnik-Vera.

      Usuń
  2. Dzięki, mam miesiąc na przygotowanie się;)

    OdpowiedzUsuń