Tajemnicze Stare Miasto, elegancka aleja Tibidabo oraz secesyjna Eixample - zapraszam do Barcelony!

Barcelona. Naszym głównym celem trzydniowej wizyty w stolicy Katalonii była wizyta na stadionie Camp Nou, było to marzenie Kajtka, a ja zachęciłam go do jego spełnienia, część pieniędzy zebrał sam, część dołożyliśmy my. Mieliśmy jechać we dwoje, jednak odwiedzenie Barcelony było też marzeniem mojej siostry, ona z kolei chciała wędrować po Barcelonie śladami bohaterów słynnej powieści Carlosa Ruiza Zafona "Cień wiatru". Tak więc we trójkę wylądowaliśmy w Barcelonie wieczorem, w ostatnią niedzielę lutego i mieliśmy przed sobą trzy dni na poznanie tego pięknego i niezwykle różnorodnego miasta. Czy nam się to udało? Myślę, że trochę tak, poczuliśmy klimat miasta, spojrzeliśmy na nie z góry (również po zachodzie słońca), spacerowaliśmy krętymi uliczkami starego miasta, obejrzeliśmy główne dzieła Gaudiego, wygrzewaliśmy się w słońcu na plaży, odwiedziliśmy kolorowe targi. Oczywiście nie udało nam się zrealizować planu w 100%, pozostał niedosyt... Moją opowieść o Barcelonie podzielę na cztery części, poniżej pierwsza z nich...


Stare Miasto 

Zaczynamy do Starego Miasta (Ciutat Vella), które dzieli się na Barri Gotic, La Riberia, La Rambla oraz El Raval, Pierwszego dnia naszego pobytu w Barcelonie odwiedziliśmy La Riberia i Barii Gotic, zaczynając od Passeig Lluis Comapanys oraz Łuku Triumfalnego.




Łuk Triumfalny Barcelony zaprojektował Josep Vilaseca i Casanovas jako główne wejście na teren Wystawy Światowej, która odbywała się na terenie Parc de la Ciutadella (o samym parku będzie w następnej części). Ciekawostką jest, że początkowo Gustave Eiffel zaproponował władzą miasta ustawienie tu swojej słynnej wieży, ale ostatecznie jako symbol wystawy wybrano łuk. Wzniesiona z cegły budowla mierzy 30m i reprezentuje styl zwany neo mudejar, łączący elementy chrześcijańskie i muzułmańskie.

My idziemy dalej zagłębiając się w wąskie i kręte uliczki La Riberii i Barri Gotic. 




Docieramy do okazałej, gotyckiej katedry, zwanej La Seu (oficjalnie La Catedral de la Santa Creu i Santa Eulalia). Katedra w Barcelonie wznoszona była od końca XIII do połowy XV wieku. Wstęp do świątyni jest bezpłatny i można robić zdjęcia (poza nabożeństwami).







 Niestety nie dotarliśmy do położonych tuż obok katedry średniowiecznych krużganków z zielonym ogrodem, fontannami i gęśmi św. Eulalii... jakoś je pominęłam. Spod katedry kierujemy się w stronę placyku Sant Felip Neri.





Jest to niezwykle spokojne i urokliwe miejsce, mnie podobało się najbardziej na Starym Mieście... jest to też pierwsze miejsce, które odwiedzamy związane z bohaterami Cienia Wiatru, to tutaj mieszkała Nuria Monfort.




Szkoda mi stąd odchodzić ale musimy iść dalej... spacerujemy wąskimi, krętymi uliczkami Barri Gotic, zaglądamy do ciekawych sklepików, oglądamy obrazki z ceramicznych płytek na ścianach budynków...








Mijamy kościół Santa Maria del Pi, tą XIV-wieczną, gotycką świątynię wyróżnia ogromna rozeta.


Następnie docieramy do kościółka Santa Anna, chwila odpoczynku na placyku przy kościele.



To jest kolejne miejsce, które odwiedzamy związane z Cieniem Wiatru, to obok tego kościółka mieszkał główny bohater powieści, Daniel Sempere.


Sama uliczka jest dość gwarna, natomiast na placyku przy kościółku jest bardzo spokojnie i klimatycznie. My jednak idziemy dalej i już po kilku minutach docieramy do kawiarni Els 4 Gats, w którym Pablo Picasso miał pierwszą wystawę swoich rysunków. Nie wchodzimy jednak do środka...









Na tym kończymy nasz spacer tego dnia po najstarszej częście Barcelony... Na Stare Miasto wracamy dwa dni później i spacerujemy Ramblami, główną spacerową aleją Barcelony.


Tuż obok Rambli znajduję się, gwarny, otoczony podcieniami, wysadzany palmami plac Reial. Na środku placu znajduję się fontanna zwana Trzy Gracje, a po obu jej stronach latarnie zaprojektowane przez Gaudiego na początku jego kariery. Ten plac też znamy z powieści Zafona...




Z placu Reial idziemy na drugą stronę Rambli i spacerujemy chwilę uliczkami El Raval, szukamy Cmentarza Zapomnianych Książek...



Nasz spacer po Starym Mieście kończymy pod pomnikiem Krzysztofa Kolumba i na nabrzeżu.




Aleja Tibidabo 

Drugi dzień naszego pobytu w stolicy Katalonii zaczynamy od spaceru aleją Tibidabo. Najłatwiej dojechać tu metrem L7 z placu Katalońskiego, jedziemy do końca. W górę alei planowaliśmy jechać niebieskim tramwajem (Tramvia Blau), niestety poza sezonem tramwaj kursuje jedynie w weekendy... Idziemy więc na nogach, nie dochodzimy jednak do końca alei (gdzie znajduje się dolna stacja kolejki na wzgórze Tibidabo) a jedynie do połowy.

Tajemnicza aleja Tibidabo jest jedną z najpiękniejszych ulic Barcelony, tutaj na przełomie XIX i XX w. powstały wille i rezydencje arystokracji, niezwykle piękne i okazałe budowle...



Numer 32, tutaj też toczyła się akcja powieści Zafona...












Aleja Tibidabo jest jednym z miejsc, które w Barcelonie podoba nam się najbardziej, bardzo przyjemnie spaceruje się pomiędzy pięknymi willami otoczonymi pięknymi ogrodami. Choć aleja oddalona jest kawałek od centrum, warto tu przyjechać, a jeśli mamy więcej czasu, można wjechać na wzgórze Tibidabo, gdzie oprócz widoku na miasto, który na pewno robi wrażenie, można obejrzeć kościół Temple Tibidabo (ponoć najbardziej kontrowersyjna świątynia Barcelony) i pobawić się na wesołym miasteczku.

Za alei Tibidabo idziemy do CosmoCaixa - Muzeum Nauk, bardzo ciekawe miejsce, wizytę w tym muzeum opiszę w jednym z kolejnych postów.


Eixample

Tego samego dnia, po wizycie w Muzeum Nauki, jedziemy do dzielnicy Eixample. Zaczynamy od eleganckiej i gwarnej Passeig de Gracia, ta aleja i położone dookoła niej ulicę tworzą Złoty Kwadrat, gdzie znajduje się większość najciekawszych budowli barcelońskiej secesji.

Casa Mila, zwana "La Pedrera", biała, majestatyczna budowla, dzieło Antoniego Gaudiego, powstała w latach 1906-10 i została wpisana została na Listę UNESCO,



Idziemy dalej i już po chwili dochodzimy do Wyspy Niezgody, tak nazywany jeden kwartał, ponieważ obok siebie znajdują się cztery oryginalne i zupełnie różne, secesyjne domy, każdy zaprojektowany przez wielkiego architekta, są to kolejno (na zdjęciach do prawej): Casa Batllo Antoniego Gaudiego, Casa Amtller Josepa Puiga i Cadafalcha, Casa Ramon Mulleras Enrica Sagniera oraz Casa Lleo Morera Lluisa Domenecha i Montanera.




Casa Batllo powstał w latach 1905-06, oczywiście również została wpisana na Listę UNESCO, kolorowa mozaika pokrywająca fasadę budynku przypominała mi rybią łuskę... Siadamy chwilę na ławce obok budynku.




Z Passaige de Gracia idziemy w stronę Sagrady Familii, po drodze wstępujemy na targ (Mercat de la Concepcio) i kupujemy pyszne, owocowe koktajle. Są na prawdę pyszne, polecam!



Sagrada Familia, dzieło życia Antoniego Gaudiego, jeden z symboli Barcelony, nadal pozostaje niedokończona. Budowa rozpoczęła się w 1882r,, podobno ma zostać ukończona ok. 2030r. Pomimo, że dookoła pełno jest dźwigów, a plac obok niej przypomina plac budowy, świątynia z zewnątrz robi na mnie spore wrażenie. Jest na prawdę imponująca. Po obu jej stronach są małe skwerki, na jednym jest plac zabaw, Kajtek się bawi a my siadamy na ławce, żeby się chwile pozachwycać :)





Z drugiej strony główne wejście i starsza część kościoła.


Spod świątyni idziemy w stronę naszego hostelu, docieramy do niego szeroką Av. Diagonal, na wprost nas zdecydowanie współczesny budynek, symbol nowoczesnej Barcelony - Torre Agbar. Ponieważ mieliśmy na niego widok z okna naszego hostelowego pokoju, dla nas również stał się jednym z symboli tego miasta.




2 komentarze:

  1. Zatesknilam za Barcelona. My wrocilismy niedawno z Lizbony i z bolem serca musze przyznac, ze Barcelona bardziej mi sie podobala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie chyba czegoś w Barcelonie zabrakło, albo może miałam za mało czasu, żeby na spokojnie ja poznać... Choć nie powiem, że mi się nie podobała, podobała się i to bardzo. Natomiast Lizbona jest na 1. miejscu mojej listy europejskich miast, które chciałybym odwiedzić...
      Pozdrawiam Asia.

      Usuń