Jesienny Beskid Żywiecki na Hali Krupowej i Policy.

To już chyba będzie nasza rodzinna tradycja, przynajmniej w najbliższym czasie, że urodziny Najstarszego świętujemy w górach. Był to już trzeci taki urodzinowy wyjazd, po raz drugi wybraliśmy się w góry w większym gronie. Rok temu, dokładnie w tym samym składzie, świętowaliśmy urodziny syna na Turbaczu, tym razem wybór padł na Halę Krupową. Pokój dla całej naszej gromady zarezerwowaliśmy niemal miesiąc wcześniej i liczyliśmy, że pogoda będzie dla nas łaskawa. Idealna niestety nie była, wiemy, że spod schroniska na Hali Krupowej można podziwiać piękne widoki, my tego nie doświadczyliśmy, bo widoczność była kiepska, Jednak narzekać nie powinniśmy, dzień później spadł śnieg, my natomiast mogliśmy podziwiać piękne jesienne kolory.






Wyruszamy z domu w sobotę 10. października wcześnie rano, dzięki temu już po 9. jesteśmy w Sidzinie, zostawiamy samochody na parkingu koło Skansenu i ok. 9:30 ruszamy zielonym szlakiem do schroniska na Hali Krupowej.

Szlak prowadzi szeroką, leśną droga, nie jest bardzo wymagająca, ale ma kilka bardziej stromych momentów. Spora ilość luźnych kamieni powoduje, że momentami idzie się dość niewygodnie.






Wchodzimy coraz wyżej, las staje się coraz rzadszy, niestety widoczność nie jest najlepsza...


Według oznaczeń droga zielonym szlakiem z Sidziny do schroniska powinna zająć 2,5 godz. My jednak nie idziemy zbyt szybko, do tego robimy sobie jeden odpoczynek i po 2,5 godzinach docieramy dopiero do Hali Krupowej, Jednak, choć schronisko nosi nazwę "na Hali Krupowej", tak na prawdę położone jest wyżej, przy Hali Kucałowej.

Hala Krupowa.


Do schroniska nie jest daleko, nawet już je przez chwilę widać :)



Po kolejnych 15 minutach wychodzimy na Halę Kucałową, schronisko jest tuż obok.





Jesteśmy w schronisku, droga zielonym szlakiem z Sidziny (spod skansenu) zajęła nam 2 godz. 50 min.


Odbieramy klucz od naszego pokoju, chwilę odpoczywamy, jemy i ruszamy jeszcze na krótką wędrówkę, czerwonym na szlakiem na Policę. W planach mieliśmy dojście do Hali Śmietanowej, jednak robi się coraz zimniej, widoczność nie jest najlepsza, a dzieci, szczególnie dziewczyny, marudzą, że są zmęczone. Trudno, Halę Śmietanową zostawimy sobie na lepsze warunki pogodowe.

Szlak czerwony między Przełęczą Kucałową a Policą.






Dojście ze schroniska na Policę (1369 m. n.p.m) zajmuje nam ok. 45 min. Na mapie był zaznaczony punkt widokowy, więc myśleliśmy, że będzie tu polana, Polany jednak nie ma, jest miejsce po wyciętym lesie... i Babia Góra przed nami :)


Robimy sobie mały piknik, niestety jest zimno i wieje, dlatego nie zostaniemy tu zbyt długo.


Wspólne zdjęcie na koniec i wracamy do schroniska :)


Droga powrotna zajmuje nam godzinę, ponieważ na koniec zbaczamy nieco ze szlaku i podchodzimy na górkę powyżej Przeł, Kucałowej. Stąd też można podziwiać całkiem przyjemne widoki.





Wymyśliliśmy sobie, że przyjdziemy na ta górkę następnego dnia o świcie, żeby podziwiać wschód słońca, niemal bezchmurne niebo późnym wieczorem robi nam nadzieję, że ładną pogodę o świcie. Niestety, kiedy budzimy się przed wschodem słońca okazuje się, że dookoła panuje mgła i wschodzącego słońca nie będzie widać...

Opuszczamy schronisko około 10:00, mgły już nie ma, jednak na super widoczność i słońce niestety nie możemy liczyć.

Ostatni rzut oka na schronisko.



Do Sidziny wracamy inną, dłuższą droga. Z przełęczy Kucałowej ruszamy szlakiem czerwonym. Uważam, że jest ciekawszy niż zielony szlak, którym wchodziliśmy. Na pewno bardziej widokowy, jesienne kolory w lesie też chyba ładniejsze...








Rok temu ten sam jesienny weekend spędziliśmy w Gorcach, w Gorczańskim Parku Narodowym, którego symbolem jest salamandra. Niestety w Gorcach salamandry nie spotkaliśmy, tym razem mieliśmy więcej szczęścia :)



Po ok. 2,5 godz. wędrówki (z jedną przerwą na ciepłą herbatę i kanapki) dochodzimy do Judaszki, gdzie pojawia się niebieski szlak, którym schodzimy do Sidziny. Chwilę za skrzyżowaniem szlaków mijamy kapliczkę.



Do pozostawionych w Sidzinie samochodów docieramy ok. 14:20 czyli droga powrotna zajęła nam niemal 4,5 godziny, muszę przyznać, że ostatni odcinek już nam się mocno dłużył a najmłodsza wędrowniczka była mocno zmęczona.

To był bardzo udany weekend i choć pogoda nie była idealna, to mogliśmy nacieszyć oczy jesiennymi kolorami. Ciekawe, gdzie spędzimy 13. urodziny Mikołaja? Mam nadzieje, że w tym samym, bardzo dobrym towarzystwie. Serdecznie pozdrawiamy :)

1 komentarz:

  1. Świetny pomysł na rodzinne świętowanie i już w duchu myślę, które z nas ma pierwszy swoje urodziny, aby la odmiany od wodnego szaleństwa na termach w tym dniu wybrać się na szlak.... ale nie taki, co mamy pod nosem, tylko ciut dalej, z noclegiem w schronisku :)

    OdpowiedzUsuń