Sybin czyli do dwóch razy sztuka.

Sybin, jedno z głównych miast Transylwanii, nie zachwycił nas od pierwszej wizyty. Na szczęście mieliśmy okazję wybrać się po raz drugi i dopiero spacerując po raz drugi uliczkami starówki odkryliśmy jego urok.



Pierwszy pobyt w Sybinie zaczęliśmy od wizyty w skansenie, którą opisałam w poprzednim poście. Ze skansenu jedziemy do centrum, parkujemy samochód na jednej z uliczek niedaleko starówki i idziemy na spacer po mieście.



Nie mamy większego problemu, żeby trafić na główny deptak - Str. N. Balcescu - prowadzący do Piata Mare czyli Duży Plac. Zaczynamy od znalezienia czynnego kantoru, nie ma z tym najmniejszego problemu, choć jest niedziela. 

Następnie chcemy coś zjeść, jednak nie obiad, a coś mniejszego, co można wziąć do ręki. W ten sposób trafiamy na gogosi, czyli coś w rodzaju faszerowanych placków, które są smażone na głębokim tłuszczu. Niezbyt zdrowe ale bardzo dobre :) Tam gdzie je kupiliśmy były na słono z serem oraz na słodko z czekoladą lub serem. Bardzo nam smakowały. Zdjęcia z naszej kolejnej wizyty w Sybinie. Co ciekawe już nigdzie indziej się na takie placki nie natknęliśmy, choć szukaliśmy. 


Na dwóch dolnych półkach:


Najedzeni ruszamy na Piata Mare, żeby spojrzeć w oczy miasta, czyli charakterystyczne okna dachowe.





Z Piata Mare przechodzimy na Piata Mica.


Następnie przechodzimy przez Most Kłamców, Legenda mówi, że most runie jeśli przejdzie po nim kłamca... ;)



Schodzimy do Dolnego Miasta, jak dla mnie najciekawszej części Sybinu.




Na koniec idziemy poszukać fragment murów z czterema zachowanymi basztami, kupując po drodze lody.



My jeszcze chętnie pospacerowalibyśmy uliczkami Sybinu ale dzieciaki, szczególnie te młodsze, są już zmęczone. W końcu przed Starówką ponad dwie godziny spacerowaliśmy po skansenie. Wracamy do samochodu a ja czuję pewien niedosyt... nie wiem czy średnia pogoda i brak słońca, czy coś innego spowodowało, że Sybin mnie nie zachwycił... Nie jest brzydki ale czegoś mi zabrakło podczas tego pierwszego spaceru.

Na szczęście wracamy tam kilka dni później, ostatniego dnia naszego pobytu w Transylwanii. Tego dnia świeci słońce a my zaczynamy od parku i fontanny a następnie idziemy na Piata Mare.




Chcemy wejść na dziedziniec Pałacu Brukenthala z drugiej połowy XVIII w., niestety okazuje się, że wstęp jest płatny, więc rezygnujemy. Oglądamy pałac jedynie z zewnątrz.


Następnie odnajdujemy najstarszą kamieniczkę na sybińskim Rynku, pod numerem 10, Casa Haller (Dom Hallera) z 1470r. Kamienica należała do Pietrusa Hallera, burmistrza Sybina.


Później schodzimy do Dolnego Miasta i pozwalamy, żeby kręte uliczki same nas prowadziły,..








Schodami wchodzimy na Piata Huet, gdzie znajduje się kościół ewangelicki z przełomu XIV i XV wieku.


Na koniec chwila odpoczynku na Piata Mica, dzisiaj Sybin dużo bardziej mi się podoba... :)



6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. A Sighisoara jeszcze piękniejsza :) Zapraszam do najnowszego posta :)

      Usuń
  2. Nie spodziewalam sie, ze Rumunia moze byc az taka ciekawa :). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, Rumunia jest bardzo ciekawa, a nam udało się zobaczyć jedynie jej fragment.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Jak przyjemnie było tam zajrzeć raz jeszcze, na Twoich zdjęciach! Piękne te stare domki, ja tam nie doszłam :-) Za to na widok obwarzanka z górnej półki poleciała mi ślinka - uwielbialiśmy je!

    OdpowiedzUsuń
  4. No widzisz, to my jakoś tych obwarzanków nie spróbowaliśmy...

    OdpowiedzUsuń