Droga z Permetu do Korczy - obowiązkowo!

Droga z Tepelene do Korczy jest ponoć jedną z najpiękniejszych, najbardziej malowniczych dróg w Albanii. My do Tepelene nie dojechaliśmy, ale mieliśmy przyjemność przejechać większą jej część - między Permetem a Korczą.






Zanim jednak przejdę do głównego tematu tego posta, napisze kilka słów o naszej drodze z Albanii do Albanii, przez Grecję...
Po obejrzeniu ruin Butrinti oraz ostatniego, tegorocznego spojrzenia na morze Jońskie, ruszmy na kolejny kemping, położony gdzieś pomiędzy Leskovikiem a Erseke, w południowo wschodniej Albanii.

Można tam dojechać przez Gjirokaster, Tepelene i Permet lub przez Grecję. Wiedząc, że droga od Tepelene jest raczej kiepskiej jakości, wybieramy drogę przez Grecję.

I pewnie byłby to dobry wybór, bo drogi w Grecji zdecydowanie lepszej jakości, nawet te boczne ale najpierw trzeba do Grecji wjechać a to okazuje się nie takie proste. Przed granicą kolejka, odprawa po stronie albańskiej idzie całkiem sprawnie, niestety dalej jest gorzej. Greckim celnikom się nie spieszy, kolejka ledwo się posuwa, na dworze upał, masakra. W końcu, po prawie 2,5 godz. czekania udaje nam się wjechać do Grecji...

Jak już napisałam, droga w Grecji bardzo dobra i dość szybko docieramy do granicy. Przejście niewielkie i kiedy podjeżdżamy wygląda na wymarłe... Przed jednym ze szlabanów stoi kilka samochodów, wyglądających na porzucone, celników nie widać... Łukasz wysiada z samochodu i idzie ich poszukać ;) Wchodzi do budynku, chwilę po nich krąży, w końcu w jednym z pomieszczeń znajduje greckiego celnika, ten każe mu wyjść i poczekać. Za chwile wychodzi, wchodzi do budki i sprawdza nasze dokumenty, oddaje i mówi Ł. żeby poszedł do samochodu i poczekał. Myśleliśmy, że otworzy nam szlaban ale celnik wrócił do budynku i dalej nic się nie działo. Zaczęliśmy się coraz bardziej niecierpliwić, między czasie podjechali jacyś Albańczycy, wysiedli i niepewnie się rozglądają...
W końcu Ł. poszedł znowu do budynku, znalazł w jakimś innym pomieszczeniu celnika, który sprawdzał nasze dokumenty i jakiegoś drugiego, mówią mu, że mamy czekać na kontrole samochodu. Ł. wraca, czekamy... i czekamy... i czekamy... W końcu wychodzi ten drugi, sprawdza kolejny raz paszport kierowcy, dowód rejestr. samochodu, zieloną kartę, bagażnik... masakra. W końcu możemy opuścić Grecję :D Celnicy albańscy są na swoich miejscach, kontrola trwa moment i jesteśmy znowu w Albanii. Na tym wymarłym przejściu straciliśmy jakieś 45min, czyli w sumie na granicach straciliśmy ponad 3  godz. 

Oczywiście droga natychmiast traci na jakości, jest wąska i dziurawa, samochodów wprawdzie nie ma ale co chwila mijamy stada kóz i owiec, dzień dobiega końca i zwierzaki wracają z pastwisk... 

Dojeżdżamy do Carhove, stąd zostało nam już tylko niecałe 30km. ale nie wiemy, że to najgorszy odcinek drogi i pokonanie go zajmie nam godzinę...
Droga jest wąska, bardzo pokręcona i strasznie dziurawa, w niektórych miejscach asfaltu są jedynie śladowe ilości, jeszcze tak złą drogą w Albanii nie jechaliśmy. 

Robi się już ciemno kiedy dojeżdżamy do Leskovika, przed nami jeszcze tylko 15km. Postanawiamy zatrzymać się w Leskoviku i zrobić zakupy. Nie wiemy czy na kempingu będzie jakaś działająca knajpa, a niewiele mamy rzeczy do jedzenia. 

Główna ulica Leskovika, przy której jest sklep, tętni życiem. Mam wrażenie, że wszyscy mieszkańcy tego niewielkiego miasta wyszli z domów i spacerują po ulicy, wygląda to trochę dziwnie...

Zrobiliśmy zakup i jedziemy dalej. Na dworze jest już całkiem ciemno, jakoś drogi jest tak kiepska jaka była, prowadzi głównie przez las, przez ciemny i ponury las... ;) Muszę przyznać, że było mi mocno nieswojo... a kilometry wlokły się bardzo powoli. Nawet dzieciaki, choć już mocno zmęczone jazdą, siedzą cichutko na tylnym pokładzie ;)

W końcu dojeżdżamy do Farmy Sotira, jest już po 20:00 czyli droga z Sarandy, ok. 150km, zajęła nam prawie 7godz...

Na tym kempingu spędziliśmy dwie noce, dzień między nimi wykorzystaliśmy na wycieczkę do wąwozu  i Permetu, jednak o tym dniu napiszę następnym razem.Do Korczy pojedziemy w dniu kolejnym i tej wizycie też poświęcę osobny wpis. Dzisiaj będą już tylko zdjęcia, zdjęcia z drogi między Permetem a Korczą. Droga wymagająca, nawierzchnia w większość jest zła lub jeszcze gorsza ale warto przejechać nią choć raz, Dodatkowo ta część Albanii podobała nam się chyba najbardziej, nie ma tu takiej komercji, która raziła nas na wybrzeżu, nie ma tylu śmieci i takiego nieładu jaki jest na północy. Tutaj znaleźliśmy taką Albanię, na jaką liczyliśmy i jakiej nam brakowało w rejonach jakie odwiedziliśmy wcześniej. 

Zdjęcia w większości zrobione przez szybę samochodu... Nie zostały zrobione jednego dnia, dodatkowo jednym fragmentem jechaliśmy w obie strony, stąd widoczne różne pory dnia na zdjęciach...




























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz