Antyczne Butrinti, rzut oka na Sarande i Ksamil oraz pożegnanie z morzem Jońskim.

Wszystko co dobre szybko się kończy, nadszedł dzień kiedy musieliśmy pożegnać zatokę Livadh, sympatycznego Nashosa i kameralny kemp. Na szczęście nie był to jeszcze koniec naszych wakacji, choć i one już niestety coraz większymi krokami zbliżają się do końca.

26. sierpnia ruszamy znaną nam już drogą na południe. Zanim dotrzemy do kolejnego kempingu, chcemy obejrzeć ruiny starożytnego miasta Butrinti, położne tuż przy granicy z Grecją.






Zanim tam dojedziemy musimy pokonać pokręconą, przybrzeżną drogę, jest niezwykle malownicza.




W końcu dojeżdżamy do Sarandy, droga przez nią jest męką, wleczemy się niemiłosiernie... zupełnie mi się tu nie podoba... może gdybym przeszła się pod nadmorskim deptaku zmieniłabym zdanie, dzisiaj nie mamy na to ani czasu ani ochoty...
Następnie mijamy Ksamil, wrażenia wcale nie lepsze, tutaj też nie miałabym ochoty zatrzymać się na dłużej. Podobno wybrzeże i plaże w Ksamilu są niezwykle malownicze, jednak niewielkie i przez to ponoć masakrycznie zatłoczone w sezonie. Do tego sama miejscowości (przynajmniej z tego co widać z okien samochodu) jest nieciekawa, bardzo dużo tu nowych, zazwyczaj niedokończonych/wykończonych domów, zupełnie brak klimatu. Dużo bardziej podobały mi się Dhermi, Borsh czy Lukove... Jeśli miałabym wrócić nad albańskie morze Jońskie to tam, nie tu.


Wreszcie docieramy do dzisiejszego celu, ruiny antycznego miasta Butrint. Zostawiamy samochód na parkingu i idziemy do kasy. Kupujemy bilety, tutaj pierwszy raz w Albanii płacimy za dzieci, za bilety dla naszej piątki płacimy 1500 lek (ok. 45zł).

W starożytności istniała tu osada iliryjska (według mitu założona przez uciekinierów z Troi), przekształcona w VII wieku p.n.e. w grecką kolonię i miasto portowe. Butrint stało się w kolejnych stuleciach ważnym ośrodkiem kultu boga Asklepiosa. W II wieku p.n.e. miasto znalazło się pod rządami Rzymu i funkcjonowało jako ważny ośrodek portowy aż do VI wieku n.e., kiedy to zostało kilkakrotnie spustoszone w okresie wielkiej wędrówki ludów. Średniowieczna historia miasta ściśle wiąże się z walkami Bizancjum z Normanami i Wenecjanami, a następnie Wenecją i Imperium Osmańskim.

W Butrincie odkryto resztki murów obronnych, starożytny amfiteatr z III wieku p.n.e., ruiny domów, baptysterium z VII wieku, ruiny łaźni rzymskich i kaplicy z V wieku.

W 1992r. Butrinti zostało wpisane na Światową Listę Dziedzictwa Kulurowego UNESCO.

Razem z biletami dostaliśmy również mapkę z opisem, w języku angielskim. Trasa zwiedzania jest dobrze oznaczona, przy każdym obiekcie ustawiono tabliczki z planem i opisem, również po angielsku. Ciekawe są plansze z rysunkami pokazującymi jak miasto wyglądało w poszczególnych okresach rozbudowy.

Spacer po Butrincie zajął nam ponad godzinę, nie jesteśmy wielkimi fanami antycznych ruin ale przeszliśmy całą trasę, łącznie z omijanym przez większość akropolem. Natomiast zrezygnowaliśmy z wizyty w muzeum, zahaczyliśmy jedynie o jego dziedziniec.










Żegnamy się z antycznym miastem i jedziemy dalej, a dokładniej wracamy do Sarandy. Dzisiaj żegnamy się z morzem Jońskim, bardzo dobrym miejscem na to pożegnanie będą ruiny średniowiecznej warowni Lekuresi w Sarandzie :)

Nie trudno tutaj trafić, przy głównej drodze z Sarandy do Vlory stoi strzałka:


Kierując się nią wjeżdżamy na wzgórze, zostawiamy samochód na sporym i całkiem pustym parkingu i idziemy podziwiać widoki. 



W ruinach starożytnej warowni Lekuresi działa całkiem spora i ponoć niezła restauracja. Nie jest to jednak pora obiadowa ani kolacyjna, więc jest zupełnie pusto. Jednak sądząc po ilości stolików odwiedza to miejsce wielu klientów. My zamawiamy kawę oraz napoje dla dzieci i podziwiamy widoki na miasto, wybrzeże, grecką wyspę Korfu oraz góry. Jest co podziwiać!







Ostatni rzut oka na morze, żegnamy twierdzę i ruszamy w dalszą drogę.




Przed nami jeszcze sporo godzin w podróży na następne kemping, w podróży z niespodziankami. Ale tej podróży poświęcę osobny wpis.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz