Na Przegibku w Beskidzie Żywieckim.

Ostatnio opisywałam nasze wakacyjne podróże. Nie pisałam nic o aktualnych wycieczkach, bo w sumie jesienią i zimą jeździliśmy jedynie w najbliższą nam część Jury i robiliśmy sobie jedynie niezbyt długie spacery. Kiedy wreszcie, po długiej zimie, przyszła oczekiwana wiosna i my ruszyliśmy na pierwszą w tym roku dłuższą wycieczkę. W ostatni weekend kwietnia wybraliśmy się w Beskidy. Sami, bez dzieci. Jak już kiedyś pisałam, choć bardzo lubimy podróżować z dziećmi, to raz na jakiś czas potrzebujemy wyjazdu tylko we dwoje. A po długiej zimie taki wyjazd był nam jeszcze bardziej potrzebny.





Najczęściej we dwoje jeździmy w Gorce, na Turbacz, jest to nasze ulubione miejsce. Duży sentyment mamy też do Polany Chochołowskiej. Tym razem postanowiliśmy pojechać gdzieś, gdzie jeszcze nie byliśmy. Wybór padł na Beskid Żywiecki. Wstyd się przyznać, ale choć mamy w tą część Beskidów dość blisko, to rejon ten jest nam zupełnie nieznany. Ja, jeszcze w czasach licealnych, byłam na Pilsku i Babiej Górze, jednak było to już sporo lat temu.

Postanowiliśmy przenocować w Bacówce Pod Rycerzową. Niestety, chcąc zarezerwować dwa dni wcześniej pokój, dowiedzieliśmy się, że jedyna dwójka jest w tym terminie zajęta. Zadzwoniliśmy więc do schroniska „po sąsiedzku” czyli na Przegibku. Tam udało nam się zarezerwować pokój.
W piątek wieczorem oddaliśmy dzieciaki pod opiekę babć i w sobotę (27.kwietnia) tuż po 7. rano ruszyliśmy dobrze nam znaną drogą numer 1 na południe ;)
W Rycerce Górnej byliśmy po trzech godzinach. Dojechaliśmy do końca wsi, do miejsca gdzie zielony szlak skręca do lasu. Zostawiliśmy samochód w gospodarstwie tuż obok i ruszyliśmy na szlak. Zielony szlak, z Rycerki Górnej na przełęcz Przegibek, nie należy do zbyt ciekawych czy malowniczych. Najpierw leśna droga, później niezbyt szeroka ścieżka prowadzą nas łagodnie pod górę. Po 80min. czyli prawie w samo południe,  jesteśmy pod schroniskiem. Rozpakowanie i odświeżenie się nie zajmuję nam dużo czasu, sporo przed pierwszą ruszamy na dalszą wędrówkę.

Schronisko na Przegibku.

Przełęcz Przegibek (schronisko z lewej strony przełęczy, z zielonym dachem):

Już kiedyś pisałam, przy okazji naszych wcześniejszych wyjazdów bez dzieci na Turbacz czy do Chochołowskiej, takie wypady traktujemy bardzo "na luzie". Nie układamy zbyt długich tras do przejścia, nie spinamy się, żeby koniecznie gdzieś wejść czy coś zdobyć. Jedziemy w góry, żeby odpocząć, oderwać się od codzienności. Góry się do tego nadają idealnie. Idąc w góry, za plecami, gdzieś w dole, zostawia się codzienne problemy, codzienne sprawy, cały ten zabiegany świat. W górach można naprawdę zwolnić, wyciszyć się, oderwać od codzienności, być ze sobą. I taki jest główny cel naszych wypadów. Nie zależy nam na długich wędrówkach czy zdobywaniu szczytów. Czasem więcej czasu niż na szlaku, spędzamy leżąc w słońcu na polanie. Pewnie będąc z dziećmi w tych samych miejscach wędrowalibyśmy więcej ;)

Taki sam charakter ma mieć również i ten wypad. Jednak mimo wszystko, gdzieś trzeba iść, do końca dnia zostało jeszcze trochę czasu. Wybór pada na Wielką Rycerzową i Halę Rycerzową, gdzie znajduje się bacówka, w której chcieliśmy spać. Z Przegibka na Halę Rycerzową prowadzą dwa szlaki: niebieski i czerwony, według oznaczeń na mapie pierwszym idzie się 135min, drugim natomiast 90min i jedynie ten drugi prowadzi przez szczyt Wielka Rycerzowa. Wybieramy więc szlak czerwony. Szlak nie jest zbyt ciekawy, prowadzi przez las, w drugiej części wzdłuż polsko-słowackiej granicy. Mniej więcej po przejściu 1/3 drogi po prawej stronie jest mały prześwit, trudno to nazwać polanką, ale drzewa są niższe, otwiera się sympatyczny widok na słowacką stronę. Jest tu trochę trawki z boku szlaku (po słowackiej stronie granicy), świeci słonko, dobre miejsce na chwilę lenistwa. Wyjmujemy więc z plecaka jeszcze zimne piwko i lenimy się w słonku podziwiając widok (niestety trochę przymglony) na słowacką Małą Fatrę.




Po jakiś 45min. ruszamy dalej. Ścieżka nie jest zbyt wymagająca, dość łagodnie wznosi się do góry, w dmuch miejscach trochę opada. Chwilę przed Wielką Rycerzową, odbija szlak (oznaczony znakami pomarańczowo-czerwonymi, domyślamy się, że jest to oznaczenie zimowe) na Halę Rycerzową, można sobie skrócić drogę. My idziemy na Wielką Rycerzową, szlak zaczyna wspinać się bardziej stromo, robi się bardziej wymagający i bardziej malowniczy. Na szlaku jest jeszcze trochę śniegu, gdzie niegdzie błoto.


W końcu jesteśmy na szczycie – 1226m n.p.m. Zalesiony wierzchołek nie jest zbyt ciekawy i w sumie nie opłaca się tu wchodzić, jedynie dla satysfakcji zdobycia szczytu. Niebyt wysoki ale zawsze ;)
Idziemy dalej i po jakiś 5 min. jesteśmy w górnej części Hali Rycerzowej, całkiem tu sympatycznie. Bacówki stąd nie widać, domyślamy się, że jest w dole, z prawej strony, schowana za drzewami.




 Postanawiamy, że zrobimy sobie tutaj kolejną przerwę. Siadamy na trawce, wyjmujemy kartusz i zaparzacz, przyszedł czas na kawę. A do kawy domowe muffinki. Ale nam dobrze!


Po słodkim lenistwie schodzimy do bacówki. Przejście zajęło nam 2h. 40min. ale trzeba od tego czasu odjąć dwie dłuższe przerwy i zostanie 80-90min. na samo wędrowanie.


Bacówka na Hali Rycerzowej bardziej nam się podoba od „naszego” Schroniska na Przegibku. Przede wszystkim Hala jest ładniejsza i „bardziej w górach”, na Przegibku jest zbyt dużo śladów cywilizacji. Sympatyczniejsza jest też jadalnia, części noclegowej oczywiście nie widzieliśmy. Kupujemy po piwie, niestety niezbyt zimnym. Na Hali prąd jest jedynie z agregatu, więc piwo zamiast z lodówki, jest z wiadra z zimną wodą. To tłumaczy brak etykiety. Konsumujemy je przed bacówką.


Po jakiś 30min. ruszamy w drogę powrotną na Przegibek.



Nie chce nam się już podchodzić na Rycerzową, idziemy więc zimowym skrótem czerwonego szlaku. Zatrzymujemy się w tym samym miejscu z widokiem na Małą Fatrę, w którym siedzieliśmy poprzednio i robimy sobie obiadek. Mamy oczywiście kartusz, menaszkę i butelkę z wodą. Chiński makaron, który wymaga jedynie zalania wrzątkiem i nasze ulubione, lidlowe, czerwone pesto ze słoiczka, smakują rewelacyjnie.

Do schroniska wracamy trochę po 18:00. Wieczór mija nam bardzo sympatycznie i leniwie, o dziwo schronisko jest pełne, nie spodziewaliśmy się tu tylu turystów. Przy takim obłożeniu uciążliwy staje się największy minus schroniska – mała ilość łazienek. Niestety ale trzeba czekać w kolejce. Poza tym schronisko jest sympatyczne.
Wieczorem, kiedy jest już ciemno, wychodzimy na krótki spacer. Chmur jest niedużo i możemy podziwiać gwiazdy, niestety nie ma księżyca a szkoda, bo dzień czy dwa dni wcześniej był w pełni.

Schronisko na Przegibku po zmroku:

Następnego dnia niestety nie budzi nas słońce. Wprost przeciwnie, niebo zasłaniają ciemne, niskie chmury a z nieba coś pada. Po leniwym poranku zastanawiamy się co robić. Nie mamy żadnych planów na ten dzień, oprócz tego, że popołudniu musimy wracać do domu. Do głowy przychodzi nam pomysł, żeby iść na Wielką Raczę i stamtąd zejść do Rycerki Górnej, gdzie zostawiliśmy samochód. Jednak z mapy wynika, że samego wędrowania jest 5 godz., do tego trochę czasu w schronisku i już plan dnia robi się mocno napięty, bo już jest prawie 10:00. A my przecież mamy spędzać czas na luzie. Do tego pogoda mało sprzyja dłuższym wędrówką, nie pada już wprawdzie ale ponure chmury cały czas nad nami wiszą. Postanawiamy Wielką Raczę zostawić sobie na kolejny raz w Beskidzie Żywieckim, a dzisiaj podejść jedynie na Bendoszkę Wielką i stamtąd zejść do samochodu.

Pakujemy się i żegnamy ze schroniskiem. Ruszamy czarnym szlakiem na Bendoszkę. Podejście zajmuje nam ok.15min. i jesteśmy pod krzyżem na szczycie, Bendoszka Wielka, 1144m n.p.m. Od strony przełęczy szczyt wydawał się całkowicie zalesiony, okazuje się jednak, że jest tu duża polana i roztacza się całkiem przyjemny widok. Dokładniej widok byłby przyjemny, gdyby nie chmury, które zasłaniają wszystkie szczyty dookoła.



 Spędzamy tutaj ponad dwie godziny, choć po godzinie widok mocno się ogranicza, chmury docierają również na Bendoszkę:

Jakoś nie chce nam się wracać na dół, fajnie tu, na górze, gór dookoła wprawdzie nie widać za to ptaki pięknie nam śpiewają.
Po długim lenistwie nie ma rady, trzeba zejść na dół, do samochodu. Schodzimy tym samy szlakiem, którym szliśmy dzień wcześniej do schroniska – zielonym, dojście do schroniska zajmuje nam ok.50min.

I tak kończy się krótki ale niezwykle miły weekend w Beskidzie Żywiecki.

3 komentarze:

  1. Zapraszam ponownie w Beskid Żywiecki! :) Może następnym razem uda się Wam zawitać na Wielką Raczę, widoki są bardzo interesujące, niemal naokoło głowy :) My robiliśmy kiedyś właśnie taką pętle, przez Wielką Raczę na Przegibek :)

    Jeśli chodzi o rezerwację na Rycerzowej, zawsze dzwonię co najmniej 2 tyg przed planowanym wyjściem, bo schronisko jest całkiem licznie odwiedzane :) Ale polecam, jest to jedna z fajniejszych bacówek w tym rejonie :) Obsługa, jadalnia, nocleg, klimat... wszystko na + :)

    Pozdrawiam i gratuluję udanej wyprawy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już mijają 2 lata od kiedy ostatni raz byliśmy na Przegibku. Też wolimy jednak bacówkę pod Rycerzową, to milsze i mniej tłoczne miejsce. Ale proszę nie odpuszczać Wielkiej Raczy bo z niej widoki najpiękniejsze!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wielkiej Raczy na pewno nie odpuścimy :)
    Pozdrawiam
    Asia.

    OdpowiedzUsuń