Poranek w Lublanie czyli miła przerwa w podróży.

Nadszedł 19. dzień sierpnia 2012 roku czyli nasza godzina zero. Tego dnia wieczorem ruszamy na wakacje. Nasze wakacyjne plany wyglądają następująco: 9dni na wyspach Cres i Losinj (wyspy połączone mostem) oraz kolejne 5dni na wyspie Krk, wyspy znajdują się w północnej Chorwacji, w zatoce Kvarner. Jednak na miejscu Cres i Losinj tak nas zachwyciły, że postanawiamy zostać tam do końca wakacji i rezygnujemy z przeprowadzki na Krk. Niestety trzy dni przed planowanym wyjazdem pogoda się psuje, postanawiamy więc uciec przed burzami na Istrię i w okolicach Poreca spędzamy ostatnie dwa dni.



Wybieramy dobrze znaną drogę: z Częstochowy "jedynką" na Cieszyn, chwila przez Czechy, następnie Słowacja, Austria, Słowenia i Cro. Przed ósmą rano dojeżdżamy do stolicy Słowenii - Lublany.
Byliśmy w Lublanie trzy lata temu i choć był to chłodny i deszczowy dzień, to słoweńska stolica bardzo nam się podobała. Dlatego bardzo chcemy zatrzymać się tu dziesiaj na krótki spacer i śniadanie. Tutaj można zneleźć opis naszego poprzedniego pobytu w tym mieście.
Na ulicach Lublany jest pusto, okazuje się, że nie występują tu poranne kroki, bezproblemu dojeżdżamy do centrum, zostawiamy samochód przy Vodnikov Trg i idziemy na spacer.
Lubljana się budzi, handlarze na targu roztawiają stragany, restauratorzy ustawiają stoliki, promienie słońca powoli ogrzewają chłodne powietrze... Jest bardzo leniwie i spokojnie.

Moda na kłódki na mostach dotarła też tutaj. Trzy lata temu nie było ani kłódek ani tego mostu...




Zapraszam na spacer brzegiem Lublanicy:







Po spacerze czas na śniadanie. Trzy lata temu w budce koło targu kupiliśmy pyszne burki, teraz wrócilićmy do tej samej budki na pyszne śniadanie. Później jeszcze mocne espresso w knajpce obok i możemy jechać dalej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz