Słoweńska ukochana czyli wycieczka do Lublany.

Na ten dzień prognozy nie były najlepsze, miało być pochmurnie i burzowo. Stwierdziliśmy, więc, że deszczowa pogoda najmniej nam przeszkodzi w wycieczce do Lublany, stolicy Słowenii. Przy okazji mieliśmy nadzieję, że może tam pogoda będzie ładniejsza...




Niestety groźne chmury towarzyszyły nam podczas drogi i kiedy już dojechaliśmy porządnie się rozpadało. Zaczęło tak lać, że pierwsze 45min. spędziliśmy w samochodzie czekając aż przestanie padać. Nie przestało, ale ulewa zamieniła się w mżawkę, więc ruszyliśmy. Samochód zostawiliśmy w jednej z mniejszych uliczek pod zamkiem i powędrowaliśmy do góry. Okazało się jednak, że na zamkowe wzgórze można wjechać samochodem, co przy takiej pogodzie byłoby lepszym rozwiązaniem, trudno.
Zamek Lublański nie zrobił na nas zbyt dużego wrażenia. Wygląda jakby ktoś poskładał go z różnych zamków do tego z kilku epok, dodatkowo część została dobudowana już w XX wieku...
Na pewno warto się tu wdrapać dla widoków rozciągających się z zamkowego wzgórza a szczególnie z zamkowej wieży. Dzisiejsza pogoda nie sprzyja widokom, więc rezygnujemy z wejścia na wieżę. Spacerujemy chwile po zamkowym dziedzińcu oraz dookoła zamku, po czym wracamy do samochodu. Okazało się, że sobota nie jest najlepszym dniem na zwiedzanie zamku, ponieważ chyba wszyscy nowożeńcy w Lublianie pobierają się w zamkowej kaplicy lub przynajmniej na chwilę tu przyjeżdżają. Podczas godzinnego pobytu na zamkowym wzgórzu widzimy przynajmniej 5 par młodych... Wszyscy obowiązkowo głośno trąbią jadąc drogą dojazdową.

 




Ponieważ stoimy z drugiej strony zamku (biorąc pod uwagę stare miasto) postanawiamy, że przejedziemy na drugą stronę rzeki i gdzieś tam zaparkujemy. Plan dobry, ale okazuje się, że z parkowaniem w centrum Lublany jest pewien problem, krążymy tak dobre 20min. i w końcu znajdujemy miejsce na jednej z uliczek, jest już prawie 14:00 i od tej godziny w soboty za parkowanie się nie płaci.
Idziemy w stronę rzeki. Przechodzimy przez Trg Francoske Revolucije, na którym stoi jedyny poza Francją pomnik Napoleona i docieramy do rzeki Lubljanicy. Idziemy dalej Hribarjevo Nabrezje w stronę Potrójnego Mostu. Lublańska starówka jest urocza, kamienice stojące po obu stronach rzeki i nadbrzeżne deptaki z letnimi kawiarenkami, do tego piękne mosty. Sama rzeka stanowi ciekawą galerię, nad wodą  wiszą obrazy przedstawiające lustrzane odbicie, tak, więc obraz można oglądać w rzece... :)


Docieramy do Presernov Trg oraz Potrójnego Mostu i po raz drugi przekonujemy się, że sobota nie jest najlepszym dniem na zwiedzanie słoweńskiej stolicy. Na głównym placu odbywa się właśnie jakaś impreza, ustawione jest boisko i odbywa się mecz koszykówki. Nie muszę dodawać, że wszędzie jest mnóstwo ludzi i niezłe zamieszanie... Nawet zdjęcia nie da się zrobić :(
Przechodzimy przez Potrójny Most, dwa razy ;) i idziemy dalej cały czas tym samym nabrzeżem :) Docieramy do Mostu Smoczego. Mikołaj trzyma w rączce kawałek ciasteczka, którym ma przekupić smoki, żeby nas przepuściły. I nie wiem czy bardziej czuje ulgę czy rozczarowanie, kiedy okazuje się, że smoki są z kamienia... ;)
Przechodzimy przez Smoczy Most i docieramy do targu. Tam w jednej z budek kupujemy hot dogi i burki. Burki okazują się strzałem w dziesiątkę, jest to przekąska z francuskiego ciasta zawierająca farsz z mięsa, sera lub kapusty itp. My jemy burka z farszem mięsno-kapuścianym. Jest przepysznie!
Idziemy wzdłuż rzeki najpierw Adramic Lundrovo Nabrezje a następnie Cankarjevo Nabrezje, niestety zaczyna znowu padać... Nie idziemy, więc już na Mestni Trg tylko kierujemy się w stronę samochodu. Przechodzimy prze Most Szewców i przez Novi Trg kierujemy się na Trg Francoske Revolucije, tuż obok jest nasz samochód.





I tak kończy się nasza wizyta w Lublanie, niestety ukochana Słoweńców była dzisiaj zapłakana...  Przyznam, że czuje duży niedosyt, niestety pogoda nie pozwoliła na spokojny i nieco dłuższy spacer, do tego odbywająca się impreza i spore zamieszanie trochę psuły, nie było takiej atmosfery... Jednak mimo to Stare Miasto baardzo mi się podobało i mam nadzieję, że kiedyś będziemy mogli dłużej powłóczyć się wzdłuż rzeki oraz wąskimi uliczkami Starego Miasta.  Żałuje też, że nie mogliśmy pospacerować po pięknym parku Tivoli, w deszczu to nie miało sensu...

Ruszamy w drogę powrotną, ale oczywiście nie planujemy jechać prosto do Lesce. Chcemy zobaczyć po drodze dwa miasteczka. Pierwsze to Skofja Loka, która posiada najlepiej zachowane średniowieczne Stare Miasto w Słowenii. Niestety deszcz dość mocno pada, do tego Kajtul śpi wiec rzucamy okiem przez szyby samochodu i jedziemy dalej, do Radovljicy.
Ponieważ deszcz jest dużo słabszy parkujemy i idziemy w stronę głównego punktu Starego Miasta - Linhartov Trg. Plac nazwano od imienia najsłynniejszego człowieka pochodzącego z Radovljicy - XVIII-wiecznego słoweńskiego dramatopisarza Antona Tomaza Linharta. Główny plac jest uroczy i na pewno warto tu przyjechać na krótki spacer, my niestety nie możemy spacerować, ponieważ po raz kolejny wygrywa deszcz. Idziemy, więc do kawiarni na pyszne espresso i lody, mamy nadzieję, że przeczekamy deszcz. Nic z tego, kierujemy się, więc do samochodu i wracamy na camping.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz