Leniwy spacer po Wrocławiu... sentymentalnie...

Czasami rodzicom, szczególnie rodzicom trójki dzieci, bardzo potrzebny jest wyjazd tylko we dwoje. Od trzech lat staramy się co roku, wiosną, wyjechać gdzieś na 2-3dni. Sami, bez dzieci. W tym roku nie zdecydowaliśmy się na dłuższy wyjazd, nie chciałam zostawiać Naszej Małej Podróżniczki na noc. Postanowiliśmy jednak wyskoczyć na jeden dzień. Taki jednodniowy wypad do Wrocławia.
Dlaczego akurat tam? Przecież z Częstochowy byłoby bliżej chociażby do Krakowa. Odpowiedź jest tylko jedna: z sentymentu. Cztery lata mieszkaliśmy w stolicy Dolnego Śląska i bardzo polubiliśmy to piękne miasto. I choć od 6 lat mieszkamy znowu w naszej rodzinnej Częstochowie staramy się regularnie odwiedzać Wrocław. Ostania przerwa była trochę dłuższa i jesteśmy pełni podziwu jak bardzo Wrocław się zmienia i pięknieje.






Do Wrocławia drogę znamy niemal na pamięć, wjeżdżamy do miasta ul. Karkonoską, od strony autostrady. Postanawiamy jednak nie wjeżdżać do samego centrum, zostawiamy samochód zaraz na początku ul. Powstańców Śląskich i przesiadamy się na tramwaj. Bilet na 24 godziny, ważny na wszystkie tramwaje i autobusy (poza liniami pośpiesznymi) kosztuje 8zł. Linią16 dojeżdżamy na plac Dominikański i stamtąd ul. Oławską idziemy na Rynek.
Ach, Wrocławski Rynek, uwielbiam go! Nie jest tak zatłoczony jak Rynek w Krakowie, choć jest sporo turystów, jest tu spokojniej. Wprawdzie nie ma jeszcze południa jednak my idziemy najpierw na piwo. Wybieramy letni ogródek przy Minibrowarze Spiż i piwo wyrabiane na miejscu. Zamawiamy po dużym, jasnym, naturalnie mętnym piwie, gratis dostajemy kromkę chleba ze smalcem. Piwo jest pyszne, pogoda piękna, moglibyśmy tu siedzieć i siedzieć...No, ale nie przyjechaliśmy do Wrocławia tylko na piwo, ruszamy, więc dalej.
Zawsze, w każdym mieście, które odwiedzamy, jak tylko jest to możliwe, staramy się je zobaczyć z lotu ptaka albo przynajmniej z jakiejś wysokiej wieży ;) W samym centrum Wrocławia są trzy możliwości obejrzenia miasta z góry: wieża Katedry na Ostrowie Tumskim, wieża kościoła św. Elżbiety (Garnizonowego) znajdującego się tuż przy Rynku oraz Mostek Pokutnic między wieżami kościoła św. Marii Magdaleny. przy ul Szewskiej. Za kilkanaście miesięcy będzie można podziwiać panoramę Wrocławia z najwyższego budynku mieszkalnego w mieście (a także w Polsce), budowanego wieżowca Sky Tower. My dzisiaj wybieramy kościół św. Marii Magdaleny, bo tylko tam jeszcze nie byliśmy. Kościół sąsiaduje z Qubus Hotel Wrocław i pięknie odbija się w jego szklanej elewacji. Przed wejściem do kościoła spotykamy krasnoludka motocyklistę, jest to jeden z kilkudziesięciu małych krasnali, które od paru lat rządzą w tym mieście ;)



Kupujemy dwa biletu (normalny 8zł) i wdrapujemy się na wysoką wieżę, niemal na samej górze wychodzimy na mostek łączący obie wieże kościoła, tzw. „Mostek pokutnic”. Jesteśmy na górze sami i dłuższą chwilę oglądamy Wrocław z góry i oczywiście fotografujemy.






Po wyjściu z kościoła wracamy na Rynek, przechodzimy koło kamieniczek Jaś i Małgosia, w dzieciństwie moje ulubione wrocławskie kamieniczki. Są dużo mniejsze od pozostałych kamienic na Rynku, dodatkowo kościół św. Elżbiety w tle sprawia, że wydają się być jeszcze mniejsze. Idziemy ulicą Kiełbaśniczą. Na rogu ulicy Kiełbasniczej i św. Mikołaja znajduje się budynek Renaissance Business Centre (na zdjęciu obok widoczny po lewej stronie kościoła), który pomimo, iż jest nowoczesny wspaniale wpasowuje się w starą zabudowę. Uważam, że jest to świetny przykład łączenia tradycyjnej zabudowy z nowoczesną. Mijamy Jatki z Pomnikiem Zwierząt Rzeźnych – jedno z ulubionych miejsc naszych dzieci ;) Docieramy do ul.Grodzkiej, skręcamy w prawo i idziemy wzdłuż rzeki, podziwiając budynek Uniwersytetu Wrocławskiego i Ossolineum docieramy do Mostu Piaskowego. Zaskakuje nas jego nowy, czerwony kolor.


Przechodzimy na wyspę Piasek i dalej bulwarem Włostowica (roztacza się stąd piękna panorama Ostrowa Tumskiego i chyba najładniejszy widok na katedrę) dochodzimy do Mostu Tumskiego a od 2-3 lat Mostu Zakochanych. Dlaczego Most Zakochanych? Ponieważ od jakiegoś czasu zakochani Wrocławianie przypinają do mostu kłódki ze swoimi imionami a kluczyki wrzucają do Odry. Podobno ma to zagwarantować trwałość uczucia. Kłódek uzbierało się już dość dużo.


Jesteśmy na Ostrowie Tumskim i ulicą Katedralną idziemy do Katedry św. Jana Chrzciciela. Gotycka katedra, arcydzieło architektury z połowy XIV w., jest z pewnością najcenniejszym zabytkiem Ostrowa Tumskiego. Jak już wcześniej wspomniałam z wieży katedry można podziwiać panoramę miasta. Na Ostrów Tumski warto przyjść tuż przed zmrokiem, kiedy to latarnik zapala gazowe latarnie.


Spod katedry uliczką Kapitulną idziemy do Ogrodu Botanicznego (bilet normalny 10zł.). Wiosną jest tu co podziwiać, kwitną różaneczniki, azalie, różnokolorowe byliny, jest przepięknie.
Wracamy na Wyspę Piasek, przechodzimy przez most Piasek i ulicami Nankiera, Uniwersytecką i Kuźniczą wracamy na Rynek. Tym razem pijemy kawę w jednym z kawiarnianych ogródków. Ze smutkiem żegnamy Rynek i kierujemy się na ulicę Świdnicką, mijamy uroczy Plac Teatralny i pięknie odnowioną Operę. Przed powrotem idziemy jeszcze do naszej ulubionej Kuchni Marche (róg ul.Świdnickiej z ul.Piłsudziekiego) na obiad.
Te kilka godzin we Wrocławiu minęło bardzo szybko, ale warto było tu przyjechać. Odpoczęliśmy, pospacerowaliśmy znajomymi uliczkami, zobaczyliśmy też coś nowego. Wrocław jest pięknym miastem i na pewno często będziemy tu wracać. Czasem sami, czasem z naszymi małymi podróżnikami. Jeśli macie ochotę poczytać, co warto zobaczyć będąc tu z dziećmi polecam post: Wrocław – miasto krasnoludków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz