Wrocław - miasto krasnoludków.

Do Wrocławia nigdy nie jeździmy jako turyści...
Były takie wyjazdy dawno, dawno temu... Chodziliśmy z mapą w ręku, zwiedzaliśmy muzea, podziwialiśmy zabytki... Choć tak na prawdę Wrocław znam odkąd pamiętam, przyjeżdżałam tu z rodzicami do cioci i wujka...
Później, za sprawą moich studiów, Wrocław na kilka lat stał się "naszym miastem" :) 
I choć postanowiliśmy wrócić do Częstochowy i zdecydowanie tu jest nasze miejsce na ziemi, to Wrocław pozostał dla nas miastem szczególnym i staramy się przynajmniej raz w roku spędzić tu jakiś weekend.
W tym roku planowaliśmy się do Wrocławia wybrać w lipcu, niestety nie zawsze wszystko układa się tak jak chcemy. Praca Łukasza uniemożliwiła mu dłuższy wyjazd, a dwa dni to trochę mało, więc zdecydowałam się pojechać z chłopcami sama, termin: 12.-16. sierpnia 2009r.




"Wrocław dla dzieci"
 Ponieważ wyjątkowo byłam sama z chłopcami, do tego pojechaliśmy w miejsce bardzo dobrze mi znane, którego nie planowałam zwiedzać, uznałam, że najlepiej będzie spędzić te kilka dni pod hasłem: "Wrocław dla dzieci" ;) Tak, więc codziennie jeździliśmy w miejsca atrakcyjne dla moich dwóch smyków :)

Dzień 1. - Park Grabiszyński
Pojechaliśmy pociągiem, jakoś nie miałam ochoty jechać z nimi sama samochodem... Podróż jakoś nam minęła... Spać mieliśmy oczywiście u cioci i wujka, wujek też wyjechał po nas na dworzec.
Tak, więc w środę wczesnym popołudniem byliśmy już we Wrocławiu, ponieważ ciocia z wujkiem mieszkają na obrzeżach miasta nie chciało nam się tego dnia jeździć do centrum. Wybraliśmy się jedynie do znajdującego się niedaleko Parku Grabiszyńskiego, chłopcy pobawili się na placu zabaw, ja powspominałam czasu, kiedy przychodziłam w to miejsce na codzienne spacery z malutkim  Mikołajem :)
Na koniec wspięliśmy się na tzw. górkę żołnierza, czyli Pomnik żołnierzy Wojska Polskiego i wróciliśmy do domu.

Dzień 2. - ZOO
Już poprzedniego dnia wieczorem zaplanowaliśmy, że na pierwszy ogień pójdzie ZOO. Wprawdzie obaj chłopcy już w nim byli rok wcześniej, ale do ZOO można chodzić wiele razy, do tego Kajtul tamtego razu już nie pamiętał, natomiast Misiek też niezbyt dużo...
Ponieważ nie jesteśmy zmotoryzowani korzystamy z komunikacji miejskiej i do ZOO dojeżdżamy tramwajem nr.4. Jedziemy dość długo, co wcale mi nie przeszkadza, lubię oglądać wrocławskie ulice, nawet z okien tramwaju... Tym bardziej, że Wrocław zmienia się w oczach. Rośnie, pięknieje, staje się coraz bardziej nowoczesnym miastem.
Do Ogrodu Zoologicznego docieramy koło 11:00. Kupujemy bilety (normalny 12zł, ulgowy 6zł) i kierujemy się najpierw do Pan wypożyczającego drewniane wózki dla dzieci. Kajtuś wprawdzie już wózka nie używa, ale jak jesteśmy z Łukaszem to on go czasami bierze "na barana". Ponieważ w ZOO trzeba się trochę nachodzić a ja nie miałam ochoty go nosić wypożyczenie wózka było idealnym rozwiązanie. Koszt to 8zł na cały dzień.

Tak więc w ZOO Kajtuś ma taki oto środek lokomocji:


Na początku wędrujemy do zwierzęcego dziecińca, gdzie dzieci mogą pogłaskać i nakarmić kozy :) Następnie dalej do żyraf, zebr i niedźwiedzi.
Kajtuś bardzo czeka na tygrysa i oto jest, chłopcy stają oko w oko z wielkim, dzikim kotem. Obaj są zachwyceni :))

"Co słychać Panie Tygrysie? A nic, nudzi mi się..." ;)


Teraz przyszła kolej na małpy, Mikołaj uwielbia obserwować pawiany biegające po dużym, skalistym wybiegu. Jak mówi, tam zawsze się coś dzieje. Tym razem również tak jest i chłopcy głośno się śmieją z małpich figli.
Tuż obok są słonie, dzisiaj leniwie wylegujące się i posypujące piaskiem. Więc wracamy do tematu małp i idziemy do nowej małpiarni. Tam podziwiamy małpy na wybiegach za szybami a jednocześnie sami idziemy wśród gałęzi, liści i lian, na których mieszkają dwie maleńkie małpki, uistiti białouche. Wysoko pod sufitem na jednej z gałęzi zwinięty w kulkę śpi leniwiec.
Dalej oglądamy, również odnowione, akwarium i kierujemy się terrarium. Chłopcy z zachwytem podziwiają olbrzymie węże, jaszczury, żółwie itp. Misiek najbardziej czeka na motylarnie.
Z terrarium kierujemy się w stronę położonego w centralnej części ZOO placu zabaw. Spędzamy tam pół godzinki.
Na koniec idziemy obejrzeć różne gatunki antylop aż dochodzimy do lwów. Lew i trzy lwice nie bardzo chcą się nam zaprezentować, na szczęście na ZOO przelatuje helikopter i wielkie koty wstają i z zainteresowaniem podnoszą łby do góry. Dzięki temu możemy je podziwiać w pełnej okazałości.


Idąc w stronę wyjście mijamy jeszcze osły i wielbłąda. Oddajemy wózek i opuszczamy teren ogrodu. Oczywiście nie obejrzeliśmy wszystkiego, co wrocławskie ZOO ma do zaoferowania, choć spędziliśmy w nim ponad 3 godz. Na pewno jeszcze tu kiedyś wrócimy... :)

Na przeciwko Ogrodu Zoologicznego znajduje się Hala Stulecia (dla mnie na zawsze pozostanie Halą Ludową...). Hala jest akurat w trakcie remontu (i to dość dużego) my natomiast kierujemy się z drugiej strony do otoczonej pięknymi pergolami nowej fontanny, fontanny multimedialnej. Chłopców bardziej dużej fontanny interesuje mała fontanna, po której można biegać i chlapać się wodą. Zdejmują buty oraz spodnie i biegają pomiędzy tryskającymi z różną siłą strumieniami. Oczywiście już po chwili Mikołajek ma całą mokrą bluzkę... :)



Do domu wracamy koło 16:30 i ja czuję się mocno zmęczona dzisiejszym wędrowaniem. Natomiast chłopcy szaleją w domu i ogrodzie do wieczora.

Dzień 3. - Odra i Ostrów Tumski
Dzisiaj chcemy się dostać w pobliże Odry i Ostrowa Tumskiego, dlatego jedziemy autobusem A do Muzeum Narodowego i stamtąd wędrujemy wzdłuż rzeki bulwarem Xawerego Dunikowskiego. Dzisiaj w planach mamy m.in. rejs stateczkiem po Odrze. Podchodzimy, więc do pierwszej przystani przy Hali Targowej, ale rejs, który panowie proponują trwa 75min. Wydaje mi się to zbyt długo. Panowie radzą, żeby iść do przystani na bulwarze Włostowica na Wyspie Piasek. Tam rejs jest trochę krótszy a statek odpływa za 5min. Biegniemy, więc na bulwar Włostowica i w ostatniej chwili wsiadamy na pokład.
Płyniemy parostatkiem "Nereida", rejs trwa godzinę, trasa: Bulwar Włostowica - Muzeum Narodowe - Most Pokoju - Urząd Wojewódzki - Most Grunwaldzki - Wieża Ciśnień - Jaz Szczytniki - Przystań ZOO (przystanek możliwość wyjścia i wejścia do ZOO) - rurociąg gazowy w stronę Wyspy Opatowickiej - powrót na B.Włostowica Ostrów Tumski. Bilety w cenie: normalny 15zł, ulgowy 10zł. Kajtuś oczywiście nie płaci.
Ta godzina to jest takie maximum, jakie moi chłopcy mogą wytrzymać i widzę, że pod koniec trochę im się nudzi. Ale ogólnie jesteśmy zadowoleni :)
"Parostatkiem w piękny rejs..." W tle Ostrów Tumski.


Za moment przepłyniemy pod najpiękniejszym i na pewno najbardziej znanym wrocławskim mostem - Grunwaldzkim.

  
No i jesteśmy z powrotem na bulwarze Włostowica, bardzo przyjemne miejsce, z którego mamy piękny widok na Ostrów Tumski. Kolejnym punktem dzisiejszego dnia jest katedra, a dokładnie wejście na jedną z jej wież i podziwianie miasta z góry.

Idziemy, więc na most Tumski i tu niespodzianka: po obu stronach mostu, na barierkach poprzyczepiane są kłódki, jest ich mnóstwo. Na większości są inicjały, bądź imiona oraz daty. Głośno zastanawiamy się, z jakiego powodu zostały tutaj poprzypinane i dowiadujemy się od mijającej nas dziewczyny, że kłódki przypinają zakochani Wrocławianie. Przychodzą tutaj pary i na znak wiecznej miłości przypinają kłódkę do mostu a kluczyk wrzucają do Odry...

Ulicą Katedralną dochodzimy do katedry i kierujemy się do wejścia na wieże. Najpierw idziemy stromymi, kręconymi schodkami (jakieś wda piętra, może trzy), potem dochodzimy do kasy (bilet normalny - 4zł, ulgowy - 3zł) i dalej wjeżdżamy już windą.


Wychodzimy na taras widokowy dookoła kopuły i czujemy się trochę jak w klatce (wszędzie dookoła jest siatka, nawet nad głową). Chwilę podziwiamy Wrocław z tej perspektywy, odnajdujemy Odrę oraz mosty, pod którymi przepływaliśmy, szukamy też Stadionu Olimpijskiego, na którym rozgrywane są mecze żużlowe i zjeżdżamy w dół.

Wracamy Katedralną do mostu Tumskiego i za mostem skręcamy w prawo, wchodzimy na kolejny most - Młyński, następnie Słodowy i dalej most św. Klary (nie ma chyba drugiego miasta w Polsce, w którym byłoby tyle mostów...) W końcu jesteśmy na wyspie Bielarskiej a tam jest bardzo duży plac zabaw a my właśnie po to tu przyszliśmy, dzieci mają trochę czasu na zabawę. Plac zabaw jest na prawdę duży i fajny, dziecko w każdym wieku znajdzie coś dla siebie.


Po jakimś czasie wracamy w okolice Hali Targowej. Myślałam, żeby podjechać jakimś tramwajem w okolice Rynku bądź Świdnickiej, ale niestety akurat w tym rejonie torowisko jest remontowane i część tramwajów nie jeździ...  Kajtuś jest coraz bardziej zmęczony, Mikołajek też słabnie, więc wracamy wzdłuż rzeki w okolice Muzeum Narodowego, gdzie mamy przystanek powrotny. Biorę Kajtusia na ręce, a on usypia... śpi na przystanku i w autobusie, budzi się, kiedy wysiadamy.
Och tak, to był kolejny męczący ale bardzo przyjemny i pełen pozytywnych wrażeń dzień :)

Dzień 4. - Park wodny, krasnale, lody na rynku i fontanna multimedialna.
Do południa wujek zabiera Misia do Park Wodnego, ja z Kajtusiem niestety nie możemy iść. Wracają po 4 godz. i Mikołajek z zachwytem w oczach opowiada o wszystkich wodnych atrakcjach:)
Po obiedzie wybieramy się na Rynek, wreszcie... Jeszcze mi się chyba nie zdarzyło być tak długo we Wrocławiu i dopiero 4. dnia dotrzeć na Rynek. Tym razem nie musimy korzystać z komunikacji miejskiej, jedziemy z wujkiem samochodem.
Celem dzisiejszego spaceru jest wytropienie jak największej liczby krasnali :) Od dwóch czy trzech lat Wrocław przeżywa krasnalowe oblężenie... My idziemy właściwie przygotowani, mamy krasnoludkowy plan miasta (dokładnie centrum). Zaczynamy od mojego ulubionego Placu Solnego, przechodzimy na Rynek i odnajdujemy kolejne krasnale: Słupnika, Syzyfki, Gołębnika, Życzliwka, Pocztowca, Strażnika, Obieżysmaka itd... jest ich mnóstwo
Tropiciele krasnoludków:


 Takie szukanie jest trochę męczące, więc żeby odpocząć i nabrać sił na dalsze poszukiwania zatrzymujemy się w jednej z najstarszych lodziarni na Rynku, w Witamince. Pamiętam jak sama, będąc w wieku Mikołajka przychodziłam tu z rodzicami na lody...
Po lodach chwila przy fontannie ;)


Dalej idziemy na ulicę Więzienną zobaczyć krasnala Więźnia, a potem na Jatki (pomiędzy Odrzańską a Kiełbaśniczą) zobaczyć Pomnik Zwierząt Rzeźnych (jedno z ulubionych miejsc Mikołajka we Wrocławiu) oraz odwiedzić krasnala Rzeźnika. Dalej do Arcika Podróżnika i wracamy na Rynek.
Zatrzymujemy się koło kamieniczek Jaś i Małgosia. Tam koło Domku Krasnoludków drzemie Śpioch. Tutaj też swój przystanek ma Bajkobus Wrocławskiego Teatru Lalek, niestety my się spóźniliśmy, przedstawienie właśnie się skończyło...
Wracamy, więc już do samochodu, nasze dzisiejsze poszukiwania były niezwykle owocne, wytropiliśmy ok. 30 krasnali :))

Ale to jeszcze nie koniec naszej dzisiejszej wycieczki. Jedziemy do Parku Szczytnickiego a tam zobaczyć Fontannę Multimedialną tym razem o pełnej godzinie, kiedy jest pokaz: woda, dźwięk i światło. Wprawdzie efekt świetlny lepszy byłby godzinę później, ale dla chłopców byłoby za późno.
Jesteśmy o 19:30 i spacerujemy dookoła fontanny czekając na pokaz. Zaczyna się punktualnie o 20:00 i trwa ok.20min. I muszę przyznać, że nawet jak nie jest całkiem ciemno fontanna robi duże wrażenie. Polecam wszystkim gorąco! Nawet chłopcy nieruchomieją i podziwiają widowisko :)
I na tym kończy się niezwykle intensywny dzień.

Dzień 5 - powrót do domu.
Tego dnia już niestety nic nie oglądamy, rano jedziemy na dworzec i opuszczamy to krasnoludkowi miasto. Było bardzo fajnie i już nie możemy się doczekać, kiedy przyjedziemy tu znowu, tym razem z tatą :)

3 komentarze:

  1. Bardzo fajny blog:) My też całą rodzinką uwielbiamy podróżować, a kilka lat temu odkryliśmy Wrocław i zakochaliśmy się w nim:) Co roku spędzamy tam przynajmniej jeden weekend. Synek oczywiście uwielbia tropienie krasnoludków. W tym roku też obowiązkowo do Wrocławia zawitamy - w poszerzonym składzie, bo jeszcze z małą córeczką. Dziękuję za podpowiedzi jak jeszcze możemy spędzić tam miło czas:) Pozdrawiam, Agata z Tychów.

    OdpowiedzUsuń
  2. A tak nawiasem mówiąc - pozdrawiam krajan, bo pochodzę z Częstochowy, mieszkałam tam do 14 roku życia:)Agata

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż miło się czyta, jaką atrakcją jest Wrocław widziany z zewnątrz. Będąc na miejscu nie zauważa się tego - to po prostu zwykłe miejsca wypadów do miasta z dziećmi. Następnym razem proponuję w planach uwzględnić wycieczkę tramwajową do Leśnicy. Najlepiej na jakąś imprezę organizowaną w zamku (http://www.zamek.wroclaw.pl/) - polecam Festiwal Dobrego Piwa, zwykle w maju. Dzieci wtedy mają pełny park rozrywek, a dorośli mogą zdegustować co nieco ;)

    OdpowiedzUsuń