Na Turbacz z widokiem i czarno-biała Bulandowa Kapliczka - zimowe Gorce po raz pierwszy.

Od kilkunastu lat Gorace są dla nas wyjątkowym miejscem i z wielkim sentymentem wracamy tu co jakiś czas. Na początku jako bazę wypadową wybieraliśmy niewielkie Koninki, później już zawsze mieszkaliśmy na Turbaczu. Jednak choć bywaliśmy w Goracach tak wiele razy, nigdy jeszcze nie wybraliśmy się tu zimą. Na początku roku postanowiliśmy to nadrobić i wybraliśmy się na Turbacz w Święto Trzech Króli, 6. stycznia. Niestety, w ten pierwszy styczniowy weekend w powietrzu czuć było bardziej wiosnę niż zimę, śniegu też nie było zbyt dużo, więc wyjazd do końca zimowy nie był, co oczywiście nie oznacza, że był nie udany :)


Wyjazd z założenia ma być mocno leniwy, niezbyt dużo chodzenia, celem jest przede wszystkim odpoczynek i spędzenie czasu z przyjaciółmi. Tym razem jedziemy w szóstkę, wyjazd z przyjaciółmi, bez dzieci ;)
Z domu wyjeżdżamy dość późno, również późno wychodzimy na szlak, no ale nigdzie się nam nie spieszy, cel na dziś - dojść na Turbacz. Wybieramy chyba najłatwiejszą drogę, zielony szlak prowadzący z dzielnicy Nowego Targu - Kowańca. Jest to chyba jeden z najpopularniejszych szlaków prowadzących na najwyższy szczyt Gorców, dlatego do tej pory go unikaliśmy ;) Ma jednak też sporą zaletę, przez większą cześć drogi można podziwiać widok na Tatry. Oczywiście o ile wędrujemy w sprzyjającej pogodzie. Nam dzisiaj pogoda sprzyja (choć może nie do końca zimowa), jest bardzo ciepło, świeci słońce i widoki są piękne.






Dodatkowo piękne widoki urozmaicają kolorowe balony, lecący nimi dopiero muszą mieć widoki!



Na Turbacz docieramy tuż przed zachodem słońca i resztę dnia spędzamy w schronisku. Nie jest to nasza pierwsza wizyta w tym schronisku i mam nadzieję, że nie ostatnia, jednak raczej nie wrócimy już tu na weekend. Niestety schronisko z biegiem lat zrobiło się bardzo popularne i mocno imprezowe. Ciężko tu o górski klimat i spokój... przynajmniej w weekend... :(

Następnego dnia rano idziemy na krótki spacer do jednego z naszych ulubionych miejsc w polskich górach - na polanę na Jaworzynie Kamienieckiej. Idziemy czerwonym szlakiem przez Długa Halę, następnie odbijamy na lewo, szlakiem zielonym.



Na polanę docieramy po jakiejś godzinie. Dzisiaj nie ma już słońca, dookoła nas jest mgła. I choć zawsze z polany podziwialiśmy piękne widoki, ten dzisiejszy, a raczej jego bark, też nam się bardzo podoba. Poza nami nie ma tu nikogo, jest niesamowicie cicho, nic nie widać, jest niezwykle...





Jakoś nie chce nam się stąd odchodzić... niestety czas wracać na Turbacz, a następnie zejść do pozostawionego w Kowańcu samochodu.

To był bardzo dobry fajny wypad, choć nie udało mi się zobaczyć prawdziwie zimowych Gorców. Dziękuję bardzo za ten czas naszym towarzyszom podróży, tym "starym" i sprawdzonym na górskich szlakach oraz tym "nowym" ;) Mam nadzieję, że nie był to nasz jedyny górski wypad w tym składzie...


1 komentarz:

  1. Pamiętam ten dzień:) Choć ja byłam na dole ;)

    OdpowiedzUsuń