Nasz pierwszy raz w Beskidzie Wyspowym - Luboń Wielki.

Za każdym razem wędrując z Koninek na Turbacz, idąc najbardziej stromym fragmentem szlaku, za naszymi plecami roztaczał się widok na samotny Luboń Wielki, jeden ze szczytów Beskidu Wyspowego. I niemal za każdym razem Łukasz mówił, że moglibyśmy się kiedyś na niego wybrać... Od naszego ostatniego podejścia tamtym szlakiem minęło już kilka lat i przez te lata jakoś nie było okazji do wycieczki na Luboń. W końcu się udało, wybraliśmy się w ostatnią sobotę maja i było to nasze pierwsze wędrowanie po Beskidzie Wyspowym.




Chyba nie mogłoby być trafniejszej nazwy dla tego beskidzkiego pasma, w Beskidzie Wyspowym góry występują zazwyczaj w formie osobnych masywów, jak wyspy wznoszące się pomiędzy drogami i miejscowościami. I niech nikogo nie zwiedzie ich niska wysokość (najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego - Mogielnica, liczy sobie 1170m n.p.m.), można się tu nieźle zmęczyć, ponieważ podejścia są zazwyczaj długi i strome i zazwyczaj dość duże przewyższenia.

My jednak wybraliśmy jeden z łagodniejszych szlaków prowadzących na Luboń Wielki (1022m n.p.m.), niebieski szlak prowadzący z Naprawy, leżącej przy znanej niemal wszystkich "Zakopiance". Samochód zostawiamy na charakterystycznym parkingu na zakręcie, przy zajeździe Panorama. Tuż obok szlak skręca w boczną drogę. Przez chwilę idziemy asfaltem, jednak dość szybko zmienia się w szuter, wychodzimy powyżej ostatnich zabudowań i dalej szlak prowadzi przyjemną leśną drogą.


Jeśli chcecie bardziej się zmęczyć i wolicie ciekawsze podejście wybierzcie się żółtym szlakiem z Rabki Zaryte. Szlak prowadzi Percią Borkowskiego (nazwaną na cześć inicjatora budowy i wieloletniego gospodarza schroniska na Luboniu Wielkim), przez rezerwat przyrody Luboń Wielki, znajdziecie tam strome podejścia i skały, ponoć jest to najpiękniejsza droga na szczyt.

My jednak wędrujemy prowadzącym dość łagodnie szlakiem przez Luboń Mały (870m n.p.m.) oraz uroczą polanę Surówki, skąd roztacza się całkiem przyjemny widok na Gorce oraz przy dobrej widoczności Tatry. Mamy tu też jak na dłoni Luboń Wielki (z lewej strony, z anteną).


Poza tą polaną szlak niemal w całości prowadzi lasem i tylko czasem odkrywa się jakiś niewielki widoczek.


Końcowy fragment szlaku jest bardziej wymagający, podejście na szczyt jest dość strome i można się zmęczyć. W końcu trzeba poczuć, że jesteśmy jednak w górach ;) Wejście na szczyt zajmuje nam nieco ponad dwie godziny, nie licząc postoi, których uzbierała się niecała godzinka :)
Spod schroniska roztacza się całkiem ładna panorama, dodatkowo możemy podziwiać paralotniarzy.




Samo schronisko też jest bardzo ciekawe, jest to chyba najmniejsze schronisko w Beskidach, na pewno najmniejsze jakie odwiedziliśmy... Na dole jest bufet, na górze jedna duża sala sypialna. My jednak nie zostajemy tu na noc. Po dość długim odpoczynku ruszamy w drogę powrotną.



Tym razem z polany Surówki lepiej widać Tatry (choć widok nie jest idealny, a na zdjeciu praktycznie ich nie widać), słońce cudnie grzeje, a nam się nie spieszy, robimy sobie kolejną, dość długą przerwę. Po tak bardzo kapryśnej wiośnie, wszyscy jesteśmy bardzo spragnieni słońca :)




Do zostawionych na parkingu w Naprawie samochodów wracamy po ośmiu godzinach, jednak połowę tego czasu zajęło nam lenistwo niż wędrowanie.
Dziękuję naszym towarzyszą za kolejną miłą wędrówkę i mam nadzieję, że jeszcze wiele górskich szlaków przed nami :) A Wam polecam wypad w Beskid Wyspowy, my już polanujemy kolejny raz :)

2 komentarze:

  1. Jak my dawno w górach nie byliśmy, tak na szlaku :( Musimy nadrobić. Świetna wycieczka a zdjęcia piękne.

    OdpowiedzUsuń