Trzy dni w grudniowym, przedświątecznym Londynie.

Londyn nie był nigdy na pierwszych miejscach listy miejsc, gdzie chciałabym pojechać. Sama nie wiem dlaczego... I pewnie zbyt szybko nie odwiedziłabym stolicy Wielkiej Brytanii, gdyby nie moja siostra, a dokładnie jej urodziny. Jak wiadomo 18. urodziny ma się tylko raz w życiu i jest to wiek szczególny. Dlatego zależało mi na wyjątkowym prezencie. Uznałam, że takim prezentem będzie weekend w Londynie :) Taki prezent dla nas obu, okazja do spędzenia ze sobą więcej czasu i poznania się lepiej. I choć nasze trudne charaktery sprawiły, że nie obyło się bez spięć, a Londyn trochę mnie zmęczył, to wyjazd uważam za bardzo udany i mam nadzieję, że jeszcze nie jedno miejsce uda nam się razem zobaczyć.




Jak najlepiej dostać się do Londynu? Oczywiście samolotem. Tanie linie dają nam ogromny wybór niemal ze wszystkich lotnisk w Polsce. My wybieramy linię Wizzair, lecimy z Katowic do Luton w sobotę o świcie, lot powrotny mamy w poniedziałkowy wieczór. Nie doradzę jak dostać się z lotniska do centrum miasta, nie polecę też noclegu, ponieważ skorzystałyśmy z gościny kuzyna i to on przywiózł nas i odwiózł na lotnisko.



Po Londynie poruszałyśmy się już same, głównie metrem, dwa razy jechałyśmy też autobusem, oczywiście na górnym poziomie. Bilety na metro są niestety dość drogie, pojedynczych przejazdów zupełnie nie opłaca się kupować. Najlepiej zaopatrzyć się w bilety jednodniowe Travelcard (jeśli jedziecie na kilka dni najbardziej opłaca się kupić tygodniową "travelerkę"), natomiast jeśli nie będzie aż tak dużo jeździć każdego dnia, bardziej opłaca zaopatrzyć się w kartę Oyster (płacimy za nią 5 euro depozytu, który zostanie nam zwrócony kiedy oddamy kartę), którą sami doładowujemy. Autorzy bloga tamBylscy świetnie wyjaśnili, kiedy dana opcja jest bardziej opłacalna, więc odsyłam do nich :) My w każdym razie wybrałyśmy kartę Oyster.

Wybór miejsc, jakie chcemy zobaczyć nie jest łatwy, mamy do dyspozycji tylko trzy dni a chciałybyśmy zobaczyć wszystko...


Dzień 1.

King's Cross i peron 9 3/4

Jadąc na Russell Square przesiadamy się na stacji King's Cross, zanim jednak pojedziemy dalej idziemy poszukać słynnego peronu, z którego Harry Potter odjeżdżał do Hogwartu. Miejsce znajdujemy bez trudu, łatwo poznać po sporej kolejce fanów książek pani Rowling, którzy czekają aby zrobić sobie zdjęcie. Tuż obok, znajduję się raj dla miłośników Harrego - sklepik z pamiątkami.



British Museum.

Ze stacji King's Cross jedziemy dalej, naszym celem jest British Museum. Państwowe muzea w Londynie są bezpłatne, co jest bardzo dobrą wiadomością biorąc pod uwagę londyńskie ceny... :) Jest w czym wybierać ale ponieważ mamy tylko trzy dni i nie chcemy ich w całości spędzić w muzeach wybieramy trzy miejsce: Museum of London, British Museum oraz Galerię Narodową. Z tego pierwszego jednak w trakcie rezygnujemy.
Narodowe muzeum Wielkiej Brytanii ma w swoich zbiorach dziedzictwo kulturowe narodów ze wszystkich kontynentów. Wędrujemy przez Afrykę, starożytny Egipt, Grecję oraz Rzym, odwiedzamy Japonię oraz Meksyk. Na więcej wystaw nie mamy już siły, zbiory muzeum są imponujące i spokojnie można by spędzić tutaj cały dzień...









Okolice Tower of London oraz City of London.

W planach po British Musuem mamy Museum of London, jednak na dzisiaj jesteśmy już zmęczone muzealnymi salami, postanawiamy więc zrezygnować z drugiego w tym dniu muzeum. Jedziemy metrem w okolice jednego z symboli Londynu - Tower Bridge. Najpierw mijamy Tower of London, wpisany na listę UNESCO kompleks wież obronnych. Nie zwiedzamy jednak Twierdzy Londyńskiej i idziemy prosto na najsłynniejszy londyński most - Tower Bridge. Dalej przechodzimy wzdłuż Tamizy i kolejnym mostem wracamy do City.




Mijamy Monumet, który ma upamiętnić największy pożar w historii Londynu, który w 1666 r. spustoszył miasto. Widząc, że na górze pomnika jest taras widokowy, postanawiamy wpiąć się po 311 wąskich i krętych schodach. Widok z góry jest bardzo przyjemny, zarówno na Tamizę, jak również położne tuż obok szklane wieżowce.



Dalej ulicami City of London, idziemy do katedry św. Pawła. Monumentalną bryłę katedry widać już daleka, okazała barokowa kopuła bardzo mi się podoba. Nie zwiedzamy katedry w środku, po pierwsze z oszczędności, po drugie z braku czasu, wiele londyńskich zabytków zobaczymy jedynie z zewnątrz...





Soho, Chinatown i Covent Garden.

Spod katedry czerwonym autobusem, oczywiście na górnym piętrze, jedziemy na Piccadilly Circus. To tutaj zaczyna się Soho, centralna część West Endu, niezwykle kolorowa, wielokulturowa dzielnica, uważana za najbardziej rozrywką część miasta.


My nasz spacer zaczynamy od wizyty w niewielkim Chinatown, to prawdziwy kawałek Chon w centrum Londynu. My postanawiamy zjeść tutaj późny obiad. Wybieramy bar MR WU, gdzie jest samoobsługa i za niespełna 6 funtów można jeść ile się chce, wybór był dobry, bo wszystko bardzo nam smakuje.



Posiedziałyśmy, najadłyśmy się i mamy siłę na dalszy spacer po tętniących życiem ulicach Soho. Idziemy na Charing Cross Road, na której znaleźć można liczne księgarnie i antykwariaty. Ulica już niestety nie wygląda tak jak na zdjęciu poniżej ale udało nam się znaleźć kilka antykwariatów i nawet zrobić małe zakupy :)



Dalej idziemy na Covent Garden Piazza, miejsce słynące z występów ulicznych artystów oraz z hali targowej. Jest tu bardzo tłoczno i gwarno, są też uliczni artyści. Chwilę oglądamy występ jednego z nich i kierujemy się do hal targowych Covent Garden Market, niestety w sobotni wieczór jest tu ogromy ścisk i trudno się poruszać... Kupujemy więc po kubeczku grzanego wina i postanawiamy kierować się już w stronę stacji metra, to był długi i niezwykle intensywny dzień i zaczynamy odczuwać coraz większe zmęczenie.









Dzień 2.

National Gallery

Drugi dzień naszego pobytu w Londynie zaczynamy od Trafalgar Square i wizyty w Galerii Narodowej, mieszczącej się w okazałym budynku w północnej części placu. Zbiory galerii stanowią przegląd malarstwa europejskiego od ok. 1250 do 1910 r, znajdziemy tu dzieła najwybitniejszych twórców: Michała Anioła, Leonarda da Vinci, Tycjana, Rembrandta, Moneta, van Gogha, Caravaggio czy Picassa. Wstęp jest oczywiście bezpłatny. My nie należymy do miłośników sztuki, więc zgromadzone tu dzieła oglądamy dość pobieżnie...
Po wyjściu z galerii siadamy i pijąc kawę oraz wygrzewając się ciepłych promieniach słońca chłoniemy atmosferę Trafalgar Square, jednego z głównym punktów miasta.







Westiminster.

Z Trafalgar Square kierujemy się w stronę najbardziej znanych budowli miasta - niezwykle okazałego gmachu Parlamentu z przylegającym do niego Big Benem oraz Opactwa Westminsterskiego, obie budowle podziwiamy jedynie z zewnątrz i robią na nas spore wrażenie, szczególnie Parlament i Big Ben.

Idziemy dalej, mijamy Horse Guards - budynek gwardii konnej i docieramy do The Mall, szeroki trakt królewski, którego czerwona nawierzchnia ma przywodzić na myśl czerwony dywan, który prowadzi nas wprost do Pałacu Buckingham - oficjalnej siedziby królewskiej. Przed pałacem znajduję się marmurowy pomnik upamiętniający lata panowania królowej Wiktorii. Dzisiaj nie będzie uroczystej zmiany warty, w sezonie zimowym jest co drugi dzień. więc nie zostajemy tu długo.

(Niestety z tej części dnia nie będzie zdjęć, uległy zniszczeniu... :(  )

Winter Wonderland in Hyde Park oraz Oxford Street


Spod pałacu idziemy do Hyde Parku, w grudniu odbywa się tutaj jarmark świąteczny połączony z wesołym miasteczkiem - Winter Wonderlond. Idąc dalej w stronę Oxfrord Street spotykamy wiele wiewiórek, nie są rude jak nasze tylko szare i maja niesamowicie puszyste ogony. Do tego wcale się nas nie boją.

Docieramy na Oxford Street, główną ulice handlową Londynu, w pierwszą niedzielę grudnia jest strasznie zatłoczona, ale podobno tak tu jest zazwyczaj... Moja siostra chętnie zostałby tu dużej i wybrała się na mały shopping, dla mnie jest zdecydowanie za tłoczno... Z Oxford Street skręcamy w Regent Street, która doprowadza nas do Piccadilly Circus, a następnie kierujemy się z powrotem na Westminster.


London by night i London Eye.

Mamy grudzień, dni należą do najkrótszych w roku i niespodziewanie zrobiło się ciemno. Idziemy Whitehall, mijamy słynną Downing Street, gdzie pod numerem 10 mieszka premier Wielkiej Brytanii. Przechodzimy przez Westminster Bridge i kierujemy się do London Eye.



Zanim jednak odwiedzimy koło widokowe, zaglądamy na położony tuż obok mały jarmark świąteczny oraz położony obok zakątek z ulicznym jedzeniem z całego świata, jesteśmy już mocno głodne i wybieramy hiszpańską paelle, bardzo nam smakuje.

O tej porze nie ma już aż tak wielu chętnych do przejażdżki najprawdopodobniej najsłynniejszym kołem widokowym świata. My jednak chciałyśmy przejść tu już po zmroku i zobaczyć oświetlony Londyn z góry. London Eye ma 135 m wysokości, czas pełnego obrotu trwa ok. 30 min. Bilety nie są tanie, jednak uważam, że warto je wydać. Mnie widok na oświetlony Londyn w dole zachwycił.






Dzień 3 

Little Venice

To już ostatni dzień naszego pobytu w Londynie, najpóźniej o 17. musimy być już na lotnisku. Póki co mamy przedpołudnie i jedziemy metrem na stację Paddington. Przyjechałyśmy tu aby zobaczyć mniej popularną część miasta - Little Vienice, choć mnie znajdujące się tu kanały i zamieszkałe barki bardziej przypominają Amsterdam, choć nigdy w nim nie byłam. Na początku spaceru odwiedzamy Starbucks i z rozgrzewającą kawą w ręku (przedpołudnie jest dość chłodne i gorąca kawa dobrze nam zrobi) idziemy na spacer wzdłuż kanału. Mnie podoba się tu bardzo, jest tak cicho i spokojnie, niezwykle klimatycznie.



Baker Street i Museum Madame Tussaud.

Z Małej Wenecji idziemy na Baker Street, gdzie pod numerem 221B znajduję się dom najsłynniejszego detektywa świata - sir Sherlocka Holmesa, bohatera książek Conan Doyle'a. Na razie jednak mijamy dom, w którym mieści się Muzeum Sherlocka Holmesa i sklep z pamiątkami. Idziemy kawałek dalej, z róg, gdzie znajduje się inne, dużo bardziej popularne miejsce - Muzeum Madame Tussauds. Na szczęście mamy kupione już wcześniej,  jeszcze w Polsce prze internet, bilety i nie musimy stać w długiej kolejce. Wśród woskowych postaci, jakie znajdując się w tym osobliwym muzeum znajdziemy przedstawicieli świata kultury, muzyki, polityki czy sportu. Mnie jednak, dużo bardziej od ludzi z wosku, podobają się dwie inne wystawy. Pierwsza poświęcona jest Sherlockowi i przenosi nas do XIX-wiecznego Londynu, gdzie wraz z doktorem Watsonem, musimy rozwikłać tajemniczą sprawę zaginięcia Sherlocka. Druga to śmieszna kolejka, w kształcie londyńskich taksówek, która "przewozi nas" przez burzliwą historię miasta.

Z Muzeum Figur Woskowych wracamy na Baker Street 221B, odwiedzamy sklepik z pamiątkami związanymi z Sherlockiem Holmesem, z wizyty w muzeum rezygnujemy.



Nasz pobyt w stolicy Wielkiej Brytanii pomału dobiega końca, tego dnia miałyśmy jeszcze w planie Nothing Hill i Camden Town, jednak rezygnujemy z obu tych miejsc, wsiadamy w czerwony, piętrowy autobus, siadamy na górze z przodu i jedziemy na Oxford Circus. I idziemy na pożegnalny spacer po Londynie. Jeszcze raz przechodzimy przez  Piccadilly Circus oraz Trafalgar Square, następnie mijając Horse Guards, docieramy do Opactwa Westminsterskiego oraz Parlamentu z pięknym Big Benem. Wzdłuż Tamizy dochodzimy do mostu i z niego podziwiamy widok na Westminster w promieniach zachodzącego słońca.



Podsumowanie.

Londyn przez te trzy dni rozpieszczał nas pogodą, choć był początek grudnia, nie spadła ani jedna kropla deszcz, niebo przez większość czasu było bezchmurne, a temperatura znacznie wyższa niż o tej porze w Polsce :)

Czy Londyn mi się podobał? Sama nie wiem... trudno mi jednoznacznie określić moje wrażenia. Z jednej strony jest to niezwykle ciekawe miasto, bardzo różnorodne, wielokulturowe. Dla mnie jednak było nieco przytłaczające, wieczny tłum na ulicach męczył. Trzy dni to zbyt mało, żeby odwiedzić wszystkie warte zobaczenia miejsca, a my chciałyśmy być wszędzie i plan każdego dni był mocno napięty. Pewnie mając tydzień na poznanie Londynu i zwiedzanie go na spokojnie, wróciłabym mniej zmęczona i może stolica Wielkiej Brytanii spodobała by mi się bardziej.
Tak więc z jednej strony Londyn mnie zmęczył i wyjeżdżałam z pewną ulgą, z drugiej czułam niedosyt i żałowałam, że nie mamy jeszcze kilku dni na spokojny spacer po Regent's Park, odwiedzeniu Muzeum Nauki czy podziwianiu okazałych domów w Notting Hill... Do tego po powrocie okazało się, że ponad połowa zdjęć, które zrobiłam w Londynie jest popsuta...

Wniosek z tego nasuwa się jeden, powinna wrócić do Londynu i dać mu drugą szansę :)



1 komentarz:

  1. Wspaniały prezent :) Sama chciałabym taki dostać. Tylko, że na takie prezenty wpadam tylko ja :) Świetna wycieczka.

    OdpowiedzUsuń