Budapeszt - miasto nad Dunajem.

Trudno wyobrazić sobie Budapeszt bez Dunaju i bez mostów łączących Budę z Pesztem. Piękne mosty, przeglądający się w rzece Parlament, górujące nad brzegiem Wzgórze Zamkowe, wyspa Małgorzaty, to wszystko sprawia, że widok rzeki płynącej przez miasto jest w Budapeszcie wyjątkowy. Dlatego też postanowiłam, że jeden z postów będzie w całości poświęcony Dunajowi.


Zacznijmy od mostów. Najbardziej znany jest oczywiście Most Łańcuchowy, czyli most z lwami ;) Ten najstarszy most Budapesztu, nazywany również mostem Szechenyiego, od nazwiska pomysłodawcy jego powstania. Hrabia Istvan Szechenyi po przybyciu w grudniu 1820 r. na prom do Pesztu przekonał się, że z powodu lodu na Dunaju nie można pokonać rzeki.Unieruchomiony na wiele dni wpadł na pomysł budowy mostu. Prace przy jego budowie trwały od 1839 do 1849 r. Po obu stronach, wejścia na most strzegą kamienne lwy. Najpiękniej most prezentuje się po zmroku, kiedy jest oświetlony ale o tym w kolejnym, ostatnim już poście o Budapeszcie.



Mnie jednak najbardziej podobał się zielony Most Wolności.





Niemal obowiązkowym punktem zwiedzania Budapesztu jest wycieczka statkiem, najlepiej po zmroku, kiedy na rzece robi się na prawdę ciasno. My po zmroku podziwialiśmy panoramę miasta ze wzgórz oraz z mostów, natomiast po rzece płynęliśmy w dzień. Skorzystaliśmy chyba z najtańszej opcji, z publicznej komunikacji wodnej czyli wodnego tramwaju. Kursują trzy linie, my wybraliśmy trasę spod Parlamentu do mostu przy Ferenc korut. Na przystanku znajdziemy oczywiście rozkład jazdy, my musimy poczekać ok. 30 min. Tuż obok przystanku znajduje się miejsce pamięci "Buty nad Dunajem", rzeźba upamiętniająca ofiary Holokaustu - tysiące Żydów zamordowanych podczas II wojny światowej przez nazistów.



Rzut oka na znajdujące się po przeciwnej stronie Wzgórze Basztowe i płyniemy.










Wyspa Małgorzaty to tak na prawdę jeden duży park, oaza zieleni i spokoju... No z tym spokojem różnie bywa ;) My spędziliśmy na wyspie ciepłe, słoneczne, sobotnie popołudnie i spokojnie tam na pewno nie było. Wprost przeciwnie, miałam wrażenie, że razem z nami na wyspie jest przynajmniej połowa mieszkańców Budapesztu. Na wyspę można dojechać autobusem, my jednak idziemy na nogach przechodząc przez Most Małgorzaty. Pewnie idąc dalej, w głąb wyspy można znaleźć spokojny zakątek, nam było szkoda czasu. Nie doszliśmy również do znajdującego się na wyspie kąpieliska. Zjedliśmy pysznego Langosza, wypiliśmy Tokaja, odpoczęliśmy. Jeśli macie trochę czasu polecam taką przerwę w zwiedzaniu miasta.









Na koniec został nam parlament, przepiękny, niezwykle okazały budynek najlepiej podziwiać z drugiego brzegu, szczególnie w promieniach zachodzącego słońca.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz