Austro-węgierski Peszt - to tu tętni życie Budapesztu.

Buda, choć bardzo ładna, zrobiła na mnie trochę sztuczne wrażenie... brakowało mi życia na uliczkach Starego Miasta. Natomiast Kościół Macieja i Baszta Kupiecka, choć niezaprzeczalnie piękne, wydawały się być z nieco innej bajki. Taka trochę ozdoba, o którą się troskliwie dba ale lepiej jedynie oglądać niż nie dotykać... Życie węgierskiej stolicy toczy się w położonym na lewym brzegu Dunaju Peszcie i to ta część Budapesztu podobała mi się najbardziej.



Poznawanie Pesztu zaczynamy od jego głównego deptaku czyli Vaci utca. Jedziemy tam w pierwsze popołudnie, po krótkim odpoczynku w hostelu. Wysiadamy na głównej stacji budapesztańskiego metra Deak Ferenc ter i kierujemy się w stronę Vaci utca, która muszę przyznać nie robi na nas szczególnego wrażenia, a nawet wręcz przeciwnie... Nie lubimy takich tłocznych deptaków, częściowo zastawionych straganami. Jedyne co robi na nas wrażenie to niezwykle okazałe kamienice. Idziemy więc zadzierając głowy i oglądając ciekawe elewacje wielu kamienic. Kamienice robiące wrażenie są nie tylko przy ulicy, która idziemy ale także na niemal każdej prostopadłej ulicy, którą mijamy...







Dochodzimy do końca ulicy i na wprost nas wyrasta piękny budynek głównego targu. Oczywiście wchodzimy do środka, choć dzisiaj jedynie pooglądać. Wewnątrz hala robi jeszcze większe wrażenie, nie tylko oferowane produkty są ciekawe ale także architektura. Na dolnym poziomie są stragany z owocami, warzywami, mięsami, wędlinami, serami, winami, przyprawami... Natomiast na górze znajduje się mnóstwo punktów gastronomicznych, w których można spróbować specjały kuchni węgierskiej.








Wychodzimy z hali i kierujemy się w stronę Mostu Wolności, jednak o budapesztańskich mostach i Dunaju napiszę w kolejnym poście :)

W tym poście zostajemy po prawej stronie Dunaju, więc przenosimy się do dnia następnego i idziemy do żółtej linii metra M1. Linia M1 jest pierwszą linią metra oddaną do użytku w Europie kontynentalnej, wozi pasażerów już od 1896r. Znajduje się bardzo płytko pod ziemią, a zejścia mają charakterystyczne żółte barierki i oznaczenie, bardzo ładne są też jej stacje (poza Deak Ferenc ter, gdzie krzyżują się trzy linie). Linia wraz z Aleją Andrassyego i Placem Bohaterów została w 2002 r. wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.






Żółtą linią metra dojeżdżamy na Plac Bohaterów. Dość duży rozmiarów plac, na środku którego wznosi się kolumna a za nią, w półkolu, dwie kolumnady pełne pomników i rzeźb. Po dwóch stronach placu znajdują się okazałe budynki, w jednym mieści się Muzeum Sztuk Pięknych, natomiast w drugim Pałac Sztuki. Sam plac średnio nam się podoba, szybko go więc opuszczamy i kierujemy się położonego tuż za placem parku.



Varosliget to, obok wyspy Małgorzaty, bardzo popularne wśród mieszkańców miejsce w okresie letnim. Oprócz stawu, który zima zamienia się w lodowisko, parkowych alejek jest tu także zamek, kompleks łaźni termalnych, ogród zoologiczny oraz cyrk miejski.

Zamek Vajdahunyad z daleka bardzo mi się podoba, jednak kiedy wchodzimy na dziedziniec rozczarowuje, z bliska widać, że jest to zlepek elementów w różnych stylach... Dodatkowo w przewodniku czytamy, że kompleks powstał z okazji tysiąclecia państwa węgierskiego, żeby pokazać historię architektury na Węgrzech, to wyjaśnia ten misz-masz architektoniczny.






My idziemy do parku. Trafiamy na małe wesołe miasteczko i stragany, większości kulinarne. Mamy dzisiaj w planach Langosza, jednak teraz jest jeszcze za wcześnie, kupujemy więc Kurtosza, jest przepyszny :)









Siadamy na brzegu stawu na przeciwko zamku, jest ciepło i bardzo przyjemnie, Chwila odpoczynku przed dalszym zwiedzaniem miasta.



Po przyjemnym relaksie w parku idziemy w stronę Placu Bohaterów, tam zaczyna się Aleja Andrassyego, Jest to najbardziej elegancka aleja w stolicy i może poszczycić się jednymi z najcenniejszych perełek architektonicznych Budapesztu. Aby zobaczyć ją całą wracamy nią na nogach w okolice Bazyliki Św. Stefana.

W pierwszej części po obu stronach alei znajdują się eleganckie rezydencje, w wielu z nich mieszą się ambasady i jest tu dość spokojnie. W dalszej części wille zastępują okazałe kamienice, pojawiają się butki, kawiarnie, restauracje, aleja zaczyna tętnić życiem. 


To właśnie pod Aleją Andrassyego prowadzi żółta linia metra.



Mijamy Muzeum Terroru.



Okazałe kamienice są nie tylko przy tej alei, niemal każda poprzeczna ulica może się nimi poszczycić. 



Spacer bardzo nam się podoba a sama aleja robi na nas dużo większe wrażenie niż wczorajsza Vaci Utca. Siadamy w jednym z kawiarnianych ogródków, czas na kawę :)


Aleją Andrassyego dochodzimy do budynku Opery Narodowej, tam skręcamy w prawo i bocznymi, równie przyjemnymi uliczkami docieramy do Bazyliki św. Stefana.







Budowa Bazyliki św. Stefana została ukończona w 1906r. a uroczystego otwarcia dokonał cesarz Franciszek Józef. Kościół jest bardzo okazały, może nawet trochę przytłaczający. 



\

Wchodzimy do środka, wstęp jest bezpłatny. Bilet należy kupić, jeśli chce się wejść na wieżę, a zdecydowanie warto. Na górę można wejść po schodach lub wjechać windą. My wyjątkowo wybieramy windę, poprzedniego dnia mocno obtarły mnie buty i nie chce nadwyrężać obolałych stóp...



Z wieży możemy podziwiać wspaniałą panoramę całego miasta.




Z wieży dostrzegam bardzo fajnie położoną kawiarenkę... szkoda, że dopiero co byliśmy na kawie... na pewno fajny jest stamtąd widok :)


Schodzimy schodami, zbyt długo trzeba czekać na windę ;) Wcześniej podziwiamy wnętrze kopuły.


Widok na schody też jest fajny :)


Spod bazyliki idziemy w stronę Parlamentu, na koniec spaceru po Peszcie zostawiliśmy sobie prawdziwą perełkę, Jednak tak na prawdę, w Budapeszcie perełki są wszędzie dookoła, niemal za każdym rogiem. Bardzo nas pod tym względem zaskoczyło to miasto. Uważam, że pod względem okazałych budowli, kamienic Budapeszt nie ustępuje Wiedniowi. Oczywiście nie jest aż tak wypieszczony i elegancki, ale to może lepiej... No i ceny też jakby trochę przyjaźniejsze ;)





Zanim docieramy do budynku Parlamentu wchodzimy do Hali Targowej (przy Hold utca), trochę zgłodnieliśmy i liczymy na Langosza na obiad. Niestety, choć na piętrze hali jest spro punktów gastronomicznych ani jeden nie ma w ofercie Langoszy... Trudno idziemy dalej, może później uda nam się znaleźć.

W końcu jest i Parlament.





Ale nie tylko gmach Parlamentu robi na tym placu wrażenie, wystarczy popatrzeć na drugą stronę...




Parlament to decydowanie najbardziej okazała budowla Budapesztu i jednocześnie jego wizytówka. Muszę przyznać, że gamach robi duże wrażenie, jest na prawdę piękny. Wiem, że duże wrażenie robi również w środku, my jednak tym razem tego nie sprawdzimy, podczas tego pobytu w Budapeszcie oglądamy Parlament jedynie z zewnątrz. Ale jesteśmy pewni, że jeszcze tu wrócimy i wtedy na pewno obejrzymy również wnętrze. Wtedy też zobaczymy Wielką Synagogę, na która podczas tego pobytu też zabrakło już nam czasu.

Tutaj kończymy spacer po Peszcie, resztę dnia spędzimy na wyspie Małgorzaty i na Wzgórzu Zamkowym podziwiając wieczorny Budapeszt, co opiszę w kolejnych postach.

Teraz jeszcze króciutkie podsumowanie, Jak już pisałam na początku Peszt podobał mi się dużo bardziej niż Buda. Szczególnie część, po której spacerowaliśmy drugiego dnia - Aleja Andrassyego, okolice bazyliki, piękne kamienice, tętniące życiem kawiarniane ogródki... Zdecydowanie ta część Budapesztu podobała mi się najbardziej.

2 komentarze:

  1. Dzięki za oprowadzenie po mieście. To miejsce u mnie wciąż czeka w kolejce do odwiedzenia. Twój tekst i zdjęcia jak najbardziej zachęcają do podróży w tamte strony.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się :) Jeszcze będą swą teksty o Budapeszcie, jeden o Dunaju, drugi o nocnym Budapeszcie :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń