Malowane klasztory, łagodne wzgórza i malownicze doliny czyli wizyta na Bukownie.

Bukowina jest uważana za jedną z piękniejszych krain Rumunii, czy tak jest nie wiem, zbyt mało regionów w Rumunii poznaliśmy, żeby to stwierdzić. Ale na pewno jest bardzo malownicza, to kraina malowanych cerkwi, łagodnych wzgórz, urokliwych dolin. Są tu też polskie ślady, kilka wsi, które do dzisiaj zamieszkane są przez Polaków. Spędziliśmy w tej pięknej krainie cztery dni, połowę poświęciliśmy na góry, pozostałe dwa wycieczki szlakiem malowanych (i tych niemalowanych też) cerkwi i polskich wiosek, a wszędzie towarzyszyły nam piękne widoki.




Po tygodniu spędzonym w Transylwanii przenieśliśmy się na Bukowinę. Jako bazę wybraliśmy kameralny i bardzo zadbany kemping Vuurplaats w Fundu Moldovei, również prowadzony przez Holendrów. Jak już pisałam dwa dni, z czterech jakie mieliśmy, spędziliśmy w górach, w dwa pozostałe zrobiliśmy sobie samochodowe wycieczki szlakiem malowanych cerkwi, które poza pięknymi widokami są główną atrakcją Bukowiny i jej najcenniejszymi zabytkami. Malowanych cerkwi jest dwanaście, siedem z nich w 1993r. zostało wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, pięć lat temu została dopisana jeszcze jedna. Są jeszcze cztery niemalowane lub takie, których malowidła nie przetrwały. Poniżej mapka przedstawiająca rozmieszczenie klasztorów, na czerwono zaznaczono te wpisane na listę UNESCO (źródło Wikipedia).



Wycieczkę pierwszego dnia zaczynamy do Vatry Maldovitei, gdzie znajduje się Monastir Moldovita. Cerkiew Zwiastowania Bogurodzicy została wzniesiona w 1532 r. (na miejscu drewnianej cerkwi, która stała tu od XIVw), natomiast 5 lat później pokryto ją spaniałymi malowidłami.
Malowidła, pokrywające bukowińskie cerkwie, przedstawiają sceny biblijne i historyczne, taka biblia w obrazkach :)

Kupujemy bilety (5 lei tylko dla dorosłych, oraz 10 lei za możliwość robienia zdjęć) i wchodzimy na teren klasztoru.
Jest akurat niedziela i jest sporo ludzi, zarówno rumuńskich pielgrzymów, jak również zagranicznych turystów na czele z wycieczką niemieckich emerytów ;) Mimo to udaje mi się cyknąć fotkę bez ludzi.




Cerkiew jest bardzo ładna, dodatkowo teren dookoła jest bardzo zadbany, równiutka trawa, kwitnące róże. Szkoda, że nie jest trochę spokojniej.



Wśród podpisów dawnych zwiedzających (najstarsze z połowy XVIII w.) znajdujemy polskie nazwiska :)


Wnętrza są również bogato zdobione, niestety nie wolna w nich robić zdjęć, zrobiliśmy jedno zanim zauważyliśmy zakaz...


Najczęściej najbardziej zniszczone są malowidła od północnej strony, ze względu największe działanie warunków atmosferycznych w skutek wiejących z tego kierunku wiatrów.




Jedziemy dalej, sama podróż po drogach Bukowiny jest wielką przyjemnością, na szczęście nie muszę prowadzić i chłonę widoki :)


Kolejną cerkwią jaką odwiedzamy tego dnia jest Monastyr Suczewita. Wszystkie malowane klasztory otoczone są murem, ten jest wyjątkowo okazały.


Tutaj nie płacimy biletów wstępu a jedynie opłatę za fotografowanie - 10lei.

Tutaj podoba mi się najbardziej, spośród klasztorów, które odwiedzimy. I nie chodzi jedynie o cerkiew, ale również o spokój jaki tutaj panuje, mniejszą komercję oraz niewielką ilość turystów i pielgrzymów.





Cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego została wzniesiona w latach 1582-1584 i spośród wszystkich malowanych cerkwi na Bukowinie ma najwięcej zewnętrznych malowideł.

Drabina cnót monastycznych:



Jedziemy dalej, do Putnej. Okazała cerkiew pośrodku klasztornego dziedzińca pochodzi z XVw., lecz jej obecna postać architektoniczna bardziej nawiązuje do czasów odbudowy z początku XVIIw. Świątynia jest niemalowana. We wewnątrz znajduje się grobowiec hospodara Stefana Wielkiego.




Tata czyta dzieciom informację z przewodnika, mama ma czas na zdjęcia ;)





Z Putnej jedziemy do Radowic, chcemy zobaczyć cerkiew św. Mikołaja, najstarsza murowaną cerkiew w Mołdawii (Bukowina jest częścią rumuńskiej Mołdawii). Niestety jakoś tak się stało, że jej nie znaleźliśmy, za to zatrzymaliśmy się pod inną cerkwią, nawet nie wiem jaką, nie była można zbyt okazała czy ładna. Mogliśmy za to zaobserwować jak młody chłopak (kojarzył mi się z "naszym: ministrantem) okrążał cerkiew trzymając w jednej ręce zaokrągloną na końcach deskę, w drugiej ręce młotek i rytmicznie stukał młotkiem o deskę. Domyślamy się, że nawołuję wiernych na nabożeństwo. Później wszedł na wieżę i to samo wystukiwał z wieży.





Nie chce nam się już szukać cerkwi św. Mikołaja. Z Putnej wracamy na kemping, wracając zatrzymujemy się jeszcze na przełęczy Ciumarna 1109m n.p.m. i podziwiamy widoki.




Teraz przeskoczymy o jeden dzień (dzień pomiędzy zwiedzaniem spędziliśmy w górach) i zobaczymy kolejne cerkwie, a także odwiedzimy polskie wsie.

Zanim jednak dotrzemy do kolejnego malowanego klasztoru zjedziemy na moment z turystycznego szlaku. Przy zjeździe z głównej drogi na naszą wioskę, obok drogowskazu z nazwą naszej miejscowości, jest strzałka na Monastyr Orata. Postanawiamy jechać najpierw do niego. Jedziemy dość długo "naszą" drogą, już zaczynamy wątpić czy dojedziemy, kiedy widzimy kolejny kierunkowskaz, tym razem musimy skręcić na nieutwardzoną, boczną drogę w lewo. Jedziemy nią spory kawałek i w końcu na polance stoi niewielka, drewniana cerkiewka. Bardzo nam się podoba to miejsce, trochę na końcu świata :) Nie ma tu innych turystów i pewnie niezbyt często docierają, jest cisza i spokój, w potoczku przy drodze kąpią się kaczki :)


Wybudowana w 1953r. cerkiew została ufundowana przez Traiana Pomohaci ku pamięci jego przedwcześnie zmarłej żony, która osierociła siedmioro dzieci...




Choć cerkiew nie jest ani okazała, ani zabytkowa, niemniej bardzo nam się tutaj podoba i jesteśmy zadowoleni, że udało nam się znaleźć to miejsce. 




Kiedy już mamy wychodzić zjawia się jakaś kobieta, w kuchennym fartuchu lekko ubrudzonym mąka, serdecznie się do nas uśmiechając wręcza ulotki na temat klasztoru. Dodatkowo wyjmuję spod niewielkiej szklanej lady z pamiątkami bransoletki z kolorowych koralików i wręcza dzieciakom. Kiedy chcemy za nie zapłacić stanowczo odmawia. Niestety nie możemy z panią porozmawiać, bo mówi jedynie po rumuńsku. Czas na nas, dziękujemy, żegnamy się i jedziemy dalej.


Wracamy do głównej drogi i jedziemy do Voronetu, znajduje się tutaj chyba najbardziej popularna i tym samym komercyjna spośród malowanych cerkwi. Żeby do niej dojść z parkingu (płatnym, co w Rumunii, przynajmniej tam gdzie bywaliśmy, nie zdarzało się często) trzeba pokonać straganową uliczkę.



Fundatorem cerkwi św. Jerzego był hospodar Stefan Wielki, została ona zbudowana w 1488r w 111 dni o czym mówi inskrypcja nad wejściem. 




Najważniejszym malowidłem jest Sąd Ostateczny na elewacji zachodniej:

Po wizycie w Voronecie moja rodzina zgodnie stwierdza, że trzy malowane cerkwie to dla nich liczba wystarczająca i odmawiają odwiedzenie kolejnej (w planach miałam położoną niedaleko cerkiew Humorului) trudno, choć szczerze mówiąc mnie też już trochę te malowane cerkwie się znudziły... Jedziemy więc szukać polskich śladów na Bukowinie.

W tym rejonie Rumunii można znaleźć kilka "polskich wsi", zostały założone w pierwszej połowie XIX w. przez polskich osadników - górali czadeckich. Wyjątek stanowi Kaczyka, najstarsza spośród "polskich wsi". Do powstałej tu kopalni soli zostali sprowadzeni polscy górnicy na przełomie XVIII i XIX wieku. 



Kopalnia nie pracuje od 1989r, można natomiast zwiedzać podziemną trasę turystyczną, my jednak nie mamy na to ochoty. Odwiedzamy za to położony na przeciwko kościół Najświętszej Marii Panny z 1904r. 



Następnie jedziemy do Nowego Solońca.


Znajduję się tu szkoła im. Sienkiewicza, w której dzieci uczą się polskiego. My zatrzymujemy się przy tablicy upamiętniającej wizytę prezydenta Kwaśniewskiego.


Tuż obok jest okazały Dom Polski.



Na koniec wizyty w Solońcu idziemy na sklepu na lody. Na tym kończy się nasza wycieczka po Bukowinie. Zanim wrócimy na kemping zatrzymamy się jeszcze w Gura Humorului, gdzie odwiedzamy targ, licząc, że kupimy jakiś dobry ser. Niestety jest to głównie targ owocowo-warzywny. Następnie zatrzymujemy się jeszcze w Campulungu Moldovenesc, brzydkim i nieciekawym mieście, siadamy w jednym z kawiarnianych ogródków, przy głównym placu, chcąc napić się kawy, niestety kawa nie jest zbyt dobra. Dobrze, że chociaż na placu jest fajny plac zabaw i młodsi mogą się trochę pobawić. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz