Fogaras, Rasnov, Brasov, czyli dwa zamki i dobrze zachowana Starówka.

Dzisiejszy post będzie poświęcony trzem miejscom, które spokojnie mogliśmy odwiedzić podczas jednej wycieczki. Jednak tak wyszło, że na zamku w Fagaras byliśmy popołudniu, wracając z górskiej wycieczki (o której opowiem w następnym poście), natomiast do Rasnova i Brasova pojechaliśmy następnego dnia.



Fagaras nie należy do zbyt ładnym miasteczek, a po tym co widzieliśmy napisałabym nawet, że jest brzydkie, ale może ma ładniejsze momenty, których nie widzieliśmy. Na pewno ładnie prezentuje się zamek.


Zostawiamy samochód na parkingu przed fosą, idziemy do wejścia, kupujemy bilety i ruszamy, akurat tym samym "szlakiem" idzie przed nami wycieczka dzieciaków. Na szczęście dość szybko wyprzedzamy ich w części muzealnej, która jest dość duża, ale dla nas mało ciekawa... 

Wewnętrzny dziedziniec:

Wnętrza:


Kiedy z powrotem znaleźliśmy się na wewnętrznym dziedzińcu Hanka zaczęła mówić, że nie ma Puszka (ukochany kotek) i że go miała a teraz nie ma. Łukasz zaczął ją przekonywać, że puszek został w samochodzie ale mnie też kojarzyło się, że wchodziła z Puszkiem... Przeglądam więc zdjęcia, które zrobiłam wcześniej i BINGO! Jest Puszek pod pachą.


Łukasz wraca więc do części muzealnej i na szczęście odnajduje Puszka porzuconego gdzieś na podłodze... Uffff. 

Możemy dalej oglądać zamek, choć zbyt dużo już do oglądania nie ma. Spacerujemy chwilę i wracamy do samochodu.



Tego dnia wracamy z Fogaras na kemping, odwiedziliśmy zamek późnym popołudniem. Następnego dnia rano ruszamy na wycieczkę do Braszowa, po drodze przejeżdżając również przez Fogaras.
Zanim jednak dojedziemy do Barszowa, zatrzymujemy się w miasteczku Rasnov, żeby zobaczyć położony na wzgórzu zamek chłopski.

Zostawiamy samochód na sporym parkingu, co dziwne bezpłatnym i idziemy w stronę zamku. Mógłby nas tam zawieść ciuchcio-traktor, my jednak nie korzystamy, nie lubimy tego typu udogodnień ;) Do zamku nie jest daleko, dojście zajmuje nam nie więcej niż 15 min. 



Zamki chłopskie spotykane są tylko na terenie Rumunii, były budowane przez mieszkańców okolicznych wiosek, którzy w przypadku zagrożenia opuszczali swoje gospodarstwa i przenosili się do zamku.

Kupujemy bilety i wchodzimy na teren zamku.



Zamek z dołu wydaje się być w lepszym stanie, jednak w większości są to ruiny. Do tego miejsce jest mocno komercyjne, sporo tu sklepików z pamiątkami, można też napić się kawy. Mimo, że nie przepadamy za zbytnio komercyjnymi miejscami, tutaj nam się podoba :)





Najbardziej podobają nam się widoki jakie możemy podziwiać. Niestety dookoła jest dużo chmur, zbliża się też burza, gdyby nie to widoki byłyby jeszcze lepsze.






Burzowe chmury są coraz bliżej, opuszczamy więc zamek i wracamy do samochodu.



Z Rasnova jedziemy do Braszowa. Jeszcze podczas planowania wycieczek w domu, myślałam, że podjedziemy przed Braszowem do Sinaia, zobaczyć znajdujący się tam pałac... Jednak stwierdzamy, że zajmie nam zbyt dużo czasu i rezygnujemy. Z wizyty w pobliskim Branie i niby zamku Drakuli zrezygnowaliśmy już w fazie planowania wakacji.

Do Braszowa jedziemy przez Poiana Brasov. Przed miastem zatrzymujemy się przy drodze, żeby popatrzeć na Braszów z góry.



Jedziemy dalej, jednak zanim dojedziemy do centrum zatrzymujemy się jeszcze raz, tym razem obok Białej Wieży (Turnul Alb), można dojść tu z dołu schodami. Niestety zaczął padać deszcz, który trochę przeszkadza w podziwianiu widoku na miasto. 

Po przeciwnej stronie widać wzgórze Tampa, na które można wjechać kolejką.





W końcu zjeżdżam do centrum, zostawiamy samochodów na ulicy Beethovena i idziemy zobaczyć Braszów. Na szczęście już nie pada :)
Zaczynamy od Czarnego Kościoła., gotycka budowla zawdzięcza swoją nazwę poczerniałym od dymu ścianą w wyniku pożaru w 1689r. 


Następnie kierujemy się w stronę głównego placu, niekoniecznie najkrótszą drogą ;)



 Widok na Czarny Kościół z Piata Sfetului:


Piata Sfetului.





Idziemy dalej Strada Republicii, głównym deptakiem Starego Miasta.


My jednak wolimy spokojniejsze ulice...




Wracamy na główny plac, między czasie deszczowe chmury odpłynęły i zaświeciło słońce :)



Woda ma w sobie coś z magnesu, niesamowicie przyciąga dzieci ;)




Ostatni rzut oka na Ratusz:


I idziemy dalej. Udaje nam się znaleźć uliczkę Sforii, ponoć najwęższą w Europie ;)


Oraz synagogę:



Następnie wracamy do samochodu i na tym kończy się nasza dzisiejsza wycieczka. Żałuję, że nie podjechaliśmy jeszcze do oddalonego o zaledwie 20km.  Prejmer, gdzie jest jeden z najbardziej okazałych kościołów warownych, ale wtedy jakoś przeoczyłam, że jest tak blisko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz