Droga Transfogarska, Balea Lac i główny grzbiet Fogaraszy.

Góry Fogaraskie (Fogarasze) to najwyższe pasmo Karpat Południowych i jednocześnie Rumunii. Główny grzbiet rozciąga się na odcinku około 70 km, natomiast na na docinku ponad 45 km. tylko jeden raz obniża się poniżej 2tys. m n.p.m. W latach 70. przez góry została poprowadzona droga, która przecina Fogarasze z północy na południe. zwana Drogą Transfogarską (droga krajowa 7c). Przejazd tą drogą, zwłaszcza przy ładnej pogodzie, dostarcza wielu pozytywnych wrażeń. W najwyższym punkcie, tuż obok jeziora Balea, trasa osiąga wysokość 2034 m n.p.m., jest tam duży parking, gdzie można zostawić samochód i wybrać się na wycieczkę w najwyższe góry Rumunii. I my tak właśnie zrobiliśmy.





Jest 2. lipca, od kilku dni śledziliśmy prognozy, czekając aż pogoda pozwoli nam wybrać się w najwyższą część Fogaraszy. Tego dnia prognoza jest bardziej optymistyczna, nad nami niemal bezchmurne niebo, wstajemy wcześniej, sprawniej się rano ogarniamy i już po ósmej opuszczamy kemping.
Na niebie nie widać chmur poza tymi, które zaczepiły się o najwyższe szczyty, liczymy, że w ciągu dni się rozejdą...



Jedziemy Drogą Transfogarską do Balea Lac, droga jest przejezdna od maja do października. Im wyżej tym więcej chmur, na szczęście nie zasłaniają nam całkiem widoków.





Dojeżdżamy do jeziora (dojazd od głównej drogi Sybin-Fogars do Belea Lac zajmuje ok. 40min.), zostawiamy samochód na parking (płacimy 5lei) i idziemy w stronę schroniska położonego malowniczo na jeziorze.


Mijamy schronisko i stajemy przed tablicą z informacją o szlakach:


My idziemy na prawo, niebieskim paskiem, ścieżka wznosi się łagodnie ponad jeziorem.



Niestety chmur coraz więcej, robi się też coraz zimniej...


Podchodzimy coraz wyżej, jezioro zostaje z tyłu, wychodzimy za grzbiet, czasem w chmurach robi się dziura i coś widać :)





A my wędrujemy dalej...



Po prawie 1,5 godziny (idziemy tempem pięciolatki) dochodzimy do szlaku czerwonego paska, prowadzącego głównym grzbietem gór Fogarskich.


W tym momencie planowaliśmy iść w stronę szczytu Laita (czyli w na prawo mając za plecami Belea Lac), jednak kiepska widoczność i chłód zmuszają nas do zmiany planów, postanawiamy skrócić planowaną wycieczkę i idziemy granią w drugą stronę, w stronę Koziej Przełęczy, stamtąd szlakiem niebieskich trójkątów wrócimy do Balea Lac.

Ruszamy, lepiej nie siedzieć zbyt długo, bo zimno...





Balea Lac z góry:


To był chyba najtrudniejszy moment szlaku, szczególnie dla Hanki, ja chyba nie umiałbym jej tamtędy sprowadzić, na szczęście Łukasz znacznie lepiej radzi sobie na górskich szlakach ;)




Widać drogę po drugiej stronie tunelu:


Chwila odpoczynku, na szczęście na szlaku jest pusto, można usiąść z boku ścieżki :)


Zielono tu i czasem coś widać :)





Rodzinna fotka :)



 Na chwilę dziura w chmurach zrobiła się większa, pokazało się nawet słońce. W dobrym miejscu, akurat jesteśmy na niewielkim trawiastym wypłaszczeniu. Dobre miejsce na chwilę odpoczynku i mały piknik :)



Kiedy szliśmy tym grzbietem nie myślałam, że jest tak ostry... turyści, których widać są jednym z pięciu, których spotykamy tego dnia podczas ponad czterech godzin wędrówki.




Belea Lac i Droga Transfogarska


Znowu trzeba chwile odpocząć :)


Strażnicy szlaku ;)


Po ponad 3,5 godzinach od wyjścia na szlak jesteśmy na Koziej Przełęczy. Stąd szlakiem niebieskich trójkątów schodzimy do Balea Lac. Zejście jest dość strome i niezbyt wygodne.




Gdzieś tam świeci słonko i jest ciepło...



Cała wycieczka zajęła nam ponad 4 godziny, może 4,5. Po drodze przechodziliśmy przez Varful Paltinului o wys. 2417m n.p.m. i jest to najwyższy szczyt zdobyty przez nasze dzieci :) W prawdzie zaczynaliśmy z wys. nieco ponad 2tys. ale biorąc po uwagę kiepską pogodę i zimno, było to i tak spore osiągnięcie :)

Pogoda nie była idealna, mimo to Fogarasze nas zachwyciły i mamy nadzieję, że kiedyś uda nam się po nich powędrować przy lepszej pogodzie, najlepiej na dłużej z plecakiem i namiotem... :)

Wracamy do samochodu, przed parkingiem jest sporo straganów, gdzie można kupić sery, miody, soki... My kupujemy trzy rodzaje pysznych serów. Wsiadamy do samochodu i jedziemy dalej Drogą Transfogarską, wycieczka była krótsza nic planowaliśmy i jest za wcześnie, żeby wracać na kemping ;)

2 komentarze:

  1. Ale widoki... Teraz to dopiero żałuję, że myśmy tylko przejechali... Zdecydowanie trzeba obrać Rumunię za cel wyprawy :-)
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widoki mogłyby być jeszcze lepsze, gdyby nie chmury... Tak, Rumunia jest zdecydowanie warta spędzenia tam wakacji, nawet nie jednych, my na pewno tam jeszcze wrócimy :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń