Warowne kościoły i saskie wioski czyli boczną drogą po Transylwanii.

Transylwania to chyba najpopularniejszy i najbardziej znany region w Rumunii. A dzięki książce Brama Stokera (którą zaczęłam czytać przed wyjazdem, ale utknęłam na setnej stronie, może teraz dokończę) znana jako kraina Drakuli :)
Teraz jednak zapraszam na przejażdżkę z dala od Drakuli, bocznymi drogami, szlakiem warownych kościołów.




Od Siedmiogrodu (nazwa stosowana zamiennie z Transylwanią) zaczęliśmy naszą podróż po Rumunii (27.06 - 4.07). Jako bazę wybraliśmy uroczy kemping De Oude Wilg w wiosce Carta. Miejsce na prawdę urocze, dla lubiących kempingi i spokój zdecydowanie godne polecenia. My mieszkaliśmy tam tydzień i byliśmy bardzo zadowoleni z wyboru.

Transylwania jest dość rozległa i ma turystom wiele do zaoferowania. Jeśli chcecie ją lepiej poznać dobrze jest zatrzymać się w dwóch lub trzech miejscach i mieć na to co najmniej 10 dni lub więcej jeśli dodamy do tego górskie wędrówki. My czasu tak dużo nie mieliśmy, bazę mieliśmy w jednym miejscu i chcieliśmy pochodzić po górach, dlatego wielu wartych uwagi miejsc nie odwiedziliśmy, najbardziej żałuję Turdy i Klużu oraz jednego dnia więcej na warowne kościoły i chłopskie zamki.

W tym poście opiszę kościoły warowne, które odwiedziliśmy w Transylwanii. Nie była to jedna wycieczka ale w sumie fragmenty z trzech dni.

Warownych kościołów, jest w Transylwanii bardzo dużo, czasem w każdej wsi, mniejsze, większe, w lepszym stanie lub gorszym. Pierwszy, który odwiedzamy jest kościół warowny w Medias. Zatrzymujemy się w miasteczku pierwszego dnia, jeszcze w podróży z domu do Carty.

Medias sprawia bardzo przyjemne wrażenie, trochę senne, zadbane, całkowity brak turystów, bardzo nam się spodobało. Najciekawszym zabytkiem miasta jest zamek miejski Margareta z dużym kościołem obronnym. Widać go z daleka, więc po zaparkowaniu samochodu idziemy w jego stronę.




Obwarowania składają się z grubych murów i czterech wież obronnych, jedna stanowi jednocześnie bramę. W obrębie murów znajdują się zabudowania mieszkalne, stanowiące dawniej schronienie dla mieszkańców podczas najazdu oraz kościół farny św. Małgorzaty.



Ponoć w wieży kościoła więziony był Wlad Palownik, pierwowzór literackiego Draculi :)
Po obejrzeniu wnętrza kościoła przechodzimy na zadbany Rynek. Siadamy w jednym z letnich ogródków, czas na pierwsza wakacyjną kawę :)



Dzieci zamawiają shake bananowe i lemoniady. Oba napoje są robione na miejscu, ze świeżych owoców i dzieciakom bardzo smakują. Do tego ceny są tutaj dość niskie, za dwie kawy, dwa shake i lemoniadę płacimy 20 lei (1 leja - 0,94 zł). Bardzo miło przywitała nas Rumunia :)

Kolejnym miejscem, które odwiedzamy w Transylwanii tego samego dnia jest Carta. Tutaj znajduje się nasz kemping, Docieramy na niego dość wcześnie i po rozpakowaniu się idziemy na spacer po okolicy. Główna uliczka we wsi jest bardzo zadbana i stanowi przykład typowej saskiej zabudowy. Zabudowy, którą w lepszym lub gorszym stanie widzieliśmy niemal we wszystkich wioskach Siedmiogrodu.


W Carcie nie ma warownego kościoła, znajdziemy tu natomiast ruiny cysterskiego opactwa. Bardzo sympatyczne i zadbane ruiny.




Kolejne zamki warowne poznajemy podczas wycieczki do Sighisoary. Samej Sighisoarze poświecę osobny post, bo zdecydowanie jest tego warta. Teraz napiszę o miejscach, w których zatrzymaliśmy się w jedną i drugą stronę.

Pierwszym z nich jest miasteczko Agnita. Miejsce mocno zaniedbane i w sumie nieciekawe. Znajduje się tu masywny kościół warowny ale niestety niewiele pozostało z otaczających go fortyfikacji. Sam kościół jest zamknięty a na teren otaczającego go placu wchodzimy przez dziurę w płocie. Według naszej oceny Agnitę można sobie darować podczas wędrówki szlakiem warownych kościołów.





Wracamy do samochodu i ruszamy dalej, kolejny przystanek - Iacobeni. Ta mocno zaniedbana wieś o typowej saskiej zabudowie jest niemal w całości zamieszkana przez Cyganów. Zostali oni przesiedleni tutaj w miejsce Sasów, którzy wyemigrowali w latach 70. XX wieku. Kiedy podjechaliśmy w okolice okazałego warownego kościoła, jeszcze siedząc w samochodzie przeczytałam w przewodniku (Rumunia, ExpressMap), że kiedy do wioski przyjeżdżają turyści, wybiega tłum cygańskich dzieci i zaczepia turystów. I dokładnie tak się stało. Gdy tylko wysiedliśmy otoczyła nas chmara dzieciaków. prosząc o słodycze. Za nami podjechali włoscy turyści ale widząc co się dzieje, zawrócili ;)
Nas to nie zraziło. Siedząca przed domem obok starsza cyganka zapytała czy chcemy obejrzeć kościół, na migi pokazała, że trzeba mieć klucz, a jedna dziewczynka pokazała, że jest tam pies i może ugryźć. Potwierdziliśmy, że chcemy obejrzeć kościół, dzieciaki po kogoś pobiegły, a my zaczęliśmy podchodzić do położonego w górce kościoła. Oczywiście dzieciaki poszły z nami, prosząc o słodycze. Ale nie tylko. Dziewczynki, śmielsze, pytały skąd jesteśmy i jak ma na imię nasza córeczka, Same też się przedstawiały. Nie była to nieprzyjemna czy niebezpieczna sytuacja, dzieciaki w sumie były całkiem sympatyczne. Kiedy podeszliśmy pod bramę, okazało się, że za nią faktycznie jest pies. Całość jest zamknięta i widać, że są prowadzone jakieś prace remontowe czy zabezpieczające. Choć aktualnie nic się nie działo.

Zjawił się pan z kluczem, poprowadził nas bokiem, do innego wejścia, tak żeby ominąć teren na którym był pies. Dzieciaki zostały za furtką a my poszliśmy z mężczyzną i jego dwoma córeczkami.






Oglądamy kościół również w środku, obchodzimy go dookoła. Na koniec pan mówi coś do córek po czym znikają na chwilę i wracają z malutką sarenką. Pan tłumaczy, że są dwie, Hani wystarczy jedna ;)


Opuszczamy teren kościoła, wręczamy panu 10lei za pomoc (sam o zapłacie nie mówił) i w towarzystwie dzieciaków wracamy do samochodu. Widok na wioskę spod kościoła.


Wsiadając do samochodu dajemy dzieciakom dużą paczkę żelek. Są bardzo zadowolone, nasze trochę mniej ;)

Było to jedyne miejsce podczas naszej podróży po Rumunii, w którym zetknęliśmy się z taka ilością Cyganów i kiedy dzieciaki tak nas otoczyły. Choć w całej Transylwanii Cyganów było bardzo dużo, nawet w Carcie po sąsiedzku mieszkali Cyganie. Jednak poza uśmiechem i skinięciem głową w żaden sposób na nas nie reagowali.
Tutaj było inaczej, nie było to jednak niemiłe doświadczenie, dzieciaki nie były zbyt nachalne, męczące. Nawet cieszę się, że trafiliśmy do takiej wioski.


Kolejnym warownym zamkiem po drodze jest Apold. Kościół znajduje się przy głównej drodze, wygląda na odnowiony, niestety jest zamknięty. Tabliczka informuje, że można go zwiedzać codziennie poza poniedziałkiem, a my mamy własnie poniedziałek. Robimy więc jedynie zdjęcie z drogi i jedziemy dalej do Sighisoary.


O Sighisoarze będzie kiedy indziej, teraz przenieśmy się do drogi powrotnej i Biertanu.
Kościół warowny jest jedną z bardziej okazałych tego typu budowli w Transylwanii i został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Zostawiamy samochód przy Rynku i idziemy w stronę okazałego kościoła. Kupujemy bilety (5 lei) i wchodzimy na teren kościoła.



Gotycki kościół jest otoczony podwójnym a w niektórych miejscach potrójnym pierścieniem murów. Dodatkowo można podziwiać stąd rozległą panoramę okolicy. Miejsce zdecydowanie godne polecenia.





Wracamy do samochodu. Tego dnia w planach był Valea Viilor i/lub Mosna, ale dzieciaki są już mocno zmęczone, odpuszczamy więc i najkrótszą drogą wracamy na kemping.


Ostatnim warownym kościołem jaki poznajemy, jest jednocześnie najbardziej okazały kościół w Viscri. Docieramy do niego żegnając Transylwanię w drodze na Bukowinę. Zresztą dotrzeć do Viscri nie jest tak łatwo, prowadzi do niego fatalna drogą, na którą tracimy mnóstwo czasu. Jedziemy m.in. przez Soars i Jibet, zdecydowanie nie polecam tej drogi. Najlepiej do Viscri dojechać jadąc drogą 13 i skręcić na Viscri w miejscowości Bunesti.

A dojechać warto! Kościół jest bardzo dobrze zachowany, mieści się na wzgórzu powyżej wsi, wygląda bardzo okazale. Nic dziwnego, że został również wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Wstęp jest płatny, chyba także 5lei.


Oglądamy wnętrze kościoła oraz wchodzimy na wieżę.




Następnie obchodzimy kościół dookoła, wchodzimy na mury oraz zwiedzamy mieszczące się w murach niewielkie muzeum. Bardzo nam się to miejsce podoba. 





Na koniec kilka zdjęć zrobionych gdzieś po drodze, zza szyby samochodu.







Polecam taką wycieczkę po Transylwanii szlakiem warownych kościołów, koniecznie boczną drogą!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz