Z Rycerzowej na Przegibek i góra Świtkowa przypadkiem, Beskid Żywiecki.

To był dla nas obu pierwszy taki wyjazd, babski wyjazd w góry. W górach już razem bywałyśmy, ale albo z naszymi mężami, albo rodzinnie, tym razem wybrałyśmy się we dwie. Termin ustaliłyśmy już kilka tygodni wcześniej, zarezerwowałyśmy pokoje w schroniskach i czekałyśmy. A im bliżej terminu wyjazdu, tym prognozy pogody gorsze... W końcu, kiedy zostały już tylko dwa dni, a według prognoz w tej bardziej optymistycznej wersji miało być zmienne zachmurzenie i przelotne opady, a według tej bardziej pesymistycznej ulewne deszcze, podjęłyśmy decyzję – jedziemy! Kierunek Beskid Żywiecki.




Jest piątek, 22. maja, około południa, dojechałyśmy do Soblówki. Zostawiamy samochód na parkingu koło kościoła, idealne miejsce na początek wędrówki, spotykają się tu aż cztery szlaki. My ruszamy szlakiem żółtym w kierunku bacówki na Rycerzowej. Według oznaczeń wejście powinno nam zająć około 1,5 godziny, nam się jednak nie spieszy, dodatkowo plecaki jakieś takie ciężkie, chyba zbyt dużo rzeczy do nich spakowałyśmy, do bacówki docieramy po niespełna dwóch godzinach.







Równo z nami dociera tu też mgła i jak się mamy przekonać, zostanie na górze przynajmniej tak długo jak my...

Rozpakowujemy się w pokojach, jemy obiad i idziemy się przejść. Liczyłyśmy, że może mgła i chmury odejdą i może późnym popołudniem będzie coś widać, w końcu bacówka jest położona w bardzo widokowym miejscu, niestety. Mgła raczej się nasiliła, dość mocno wieje i pogoda nie sprzyja spędzaniu czasu na świeżym powietrzu. Wchodzimy więc jedynie na Mała Rycerzową i wracamy do schroniska. W bacówce jest niewielu turystów, obsługa rozpaliła w kominku, jest bardzo klimatycznie. Przezornie zabrałyśmy czytniki, resztę popołudnia spędzimy więc z książką, tyle, że w formie elektronicznej.


Okazuje się, że poza nami w bacówce jest jeszcze tylko czworo turystów. Do późnego wieczora siedzimy w jadalni. Prąd w schronisku jest z agregata, światło w prawdzie jest, ale wolimy spędzić wieczór przy świeczkach. W kominku nadal się pali, na stołach migają płomienie świeczek, muszę przyznać, że tego wieczoru w bacówce na Rycerzowej jest wyjątkowy klimat.

Następnego dnia rano budzimy się z nadzieją, że chmury zniknęły i na bezchmurnym niebie króluje słońce. Niestety, dookoła panuje mgła i widoczność jest jeszcze mniejsza niż poprzedniego dnia. Opuszczamy bacówkę i idziemy żółtym szlakiem na przełęcz Przysłop. Na szlaku jest całkiem pusto, nie spotykamy nikogo, droga zajmuje nam ok. 30 min. We wcześniejszych placach, jeśli pogoda byłby sprzyjająca, miałyśmy iść czerwonym szlakiem na Wielką Raczę (przez Przegibek) i z Raczy wrócić do schroniska na Przegibku. Jednak przy tej pogodzie tak długa wędrówka nie mam sensu. Idziemy więc na Przegibek dłuższą drogą, przez przełęcz Przysłop.




Na przełęczy jest zadaszony stolik z ławkami, daszek nam się przydaje, bo właśnie zaczęło padać... Robimy sobie małą przerwę z nadzieją, że deszcz szybko przejdzie. Niestety, rozpadało się nawet bardziej. Zakładamy więc kurtki oraz pokrowce na plecaki i ruszamy w dalszą drogę.

W tym miejscu miałam napisać, że poszłyśmy niebieskim szlakiem na Wielką Rycerzową, ale nie byłaby to do końca prawda, a w końcu każdy może się pomylić, prawda? I my się właśnie pomyliłyśmy. Ale po kolei...

Ruszamy więc niebieskim, granicznym szlakiem, chcemy przez Wielką Rycerzową dojść do Przegibka. Ruszamy i już na początku zaczyna się bardzo strome podejście. Na prawdę bardzo strome. Staramy się iść szlakiem, który prowadzi skrajem lasu, ale droga jest tak śliska i błotnista, że nie dajemy rady i wchodzimy do lasu. W lesie jest trochę łatwiej, są drzewa, gałęzie, krzaki, mamy się czego trzymać. Idzie się bardzo źle, jest bardzo stromo i ślisko, kilka razy się przewracamy, do tego cały czas pada deszcz. Podejście tym stromym zboczem zajmuje nam chyba niecałą godzinę, nawet dobrze nie wiem, na końcu cieszymy się, że nie będziemy musiały schodzić tą samą drogą... Dalej jest już dość płasko, czasem lekko w górę, czasem w dół. W końcu dochodzimy do miejsca, gdzie zielony szlak odchodzi na prawo... Ale jak to zielony? Patrzymy na strzałki a tam: Rycerova Hora, 1,45h, w kierunku, z którego przyszłyśmy... Jak to się stało, że poszłyśmy w złą stronę? Nie wiemy... Jak mogłam nie zauważyć, że na słupkach granicznych Słowacja zaznaczona jest z prawej strony, a przecież powinna być z lewej...? Nie wiemy czy śmiać się, czy płakać... Nie mamy jednak innego wyjścia, musimy wrócić. Dodatkowo dowiadujemy się z mapy, że góra, na którą tak trudno było wejść nazywa się Świtkowa (1082m n.p.m.), czyli prawie tak samo jak brzmi moje panieńskie nazwisko, czyżby przeznaczenie?

Zejście ze Świtkowej góry jest oczywiście trudniejsze niż wejście, ale w końcu docieramy do przełęczy Przysłop. Czyżby deja vu? Już chyba wiemy dlaczego się pomyliłyśmy, powinnyśmy z przełęczy wrócić się kawałek tak jak szłyśmy żółtym szlakiem, kawałek przed przełęczą (idąc z bacówki) szlaki się rozdzielają. Trudno, straciłyśmy trochę czasu, w końcu chciałyśmy iść dłuższą drogą... ;)

Zdjęcia zrobiłyśmy schodząc ze Świtkowej góry, podczas podejścia za bardzo padało, zdjęcia z telefonu, stąd kiepska jakość przy słabym świetle... Aparat tego dnia był schowany w plecaku.



Wreszcie docieramy na Wielką Rycerzową, 1226m n.p.m., podejście nie było może tak stromę jak na Świtkową ale też wymagające. Szczyt jest zalesiony i nawet gdyby była ładna pogoda, nie mogłybyśmy podziwiać widoków. 


Ruszamy dalej czerwonym szlakiem na Przegibek, sprawdzamy dwa razy czy idziemy w dobrym kierunku ;) Deszcze cały czas pada, a na szlaku jest całkiem pusto. W sumie tego dnia spotkałyśmy jedynie cztery osoby, wszystkie podczas pierwszego pobytu na przełęczy Przysłop.

Zejście z Wielkiej Rycerzowej na Przegibek zajmuje nam ponad godzinę i kiedy docieramy do schroniska obie jesteśmy całkiem przemoczone. Na szczęście w schronisku grzejniki są gorące i do następnego poranka wszystkie nasze rzeczy pięknie wyschną.
W sumie wędrówka z bacówki na Rycerzowej do schroniska na Przegibku zajmuje nam 6,5 godziny, pobiłyśmy chyba jakiś rekord. ;) Najkrótszym szlakiem da się tu dojść w niecałe 1,5h...

W schronisku na Przegibku nie ma tak fajnej atmosfery jak w bacówce na Rycerzowej, jednak również jest bardzo sympatycznie i spędzamy bardzo miły wieczór.

Następnego dnia oczywiście również nasze nadzieje na ładną pogodę zostały zawiedzione, świat dookoła tonie we mgle. Na szczęście nie pada i tego dnia padać już nie będzie. 



My ruszamy w drogę powrotną do pozostawionego w Soblówce samochodu. Jeszcze na Przegibku wstępujemy do nowej bacówki (jeszcze rok temu jej tutaj nie było) i kupujemy pyszne oscypki. Polecam. Powinnam też dodać, że w schronisku nabyłyśmy pesto z czosnku niedźwiedziego, jednak jeszcze go nie spróbowaliśmy, więc nie wiem czy mogę polecić...




Droga z Przegibka do Soblówki prowadzi przez bacówkę na Rycerzowej. My wybieramy najkrótsze przejście z Przegibka na Rycerzową czyli czerwony szlak, tyle, że zimowy, który omija Wielką Rycerzową. Na szlaku jest oczywiście całkiem pusto, a dzięki otaczającej nas mgle również bardzo klimatycznie.






Dojście na Polanę Rycerzową zajmuje nam trochę ponad godzinę. 




Wchodzimy do bacówki na herbatę. W jadalni jest sporo turystów, widać, że tutaj nocowali i chyba dobrze się bawili poprzedniego wieczoru. Cieszymy się, że nie było ich tutaj dzień wcześnie, wtedy na pewno nie byłoby tak klimatycznie...

Z bacówki do Soblówki wracamy szlakiem czarnym, zejście zajmuje nam niewiele ponad godzinę i jesteśmy przy samochodzie. Oczywiście na szlaku nie spotykamy nikogo. Przez trzy dni wędrowania spotkałyśmy na szlakach około 15 osób :)
Nie da się ukryć, że podczas tego weekendu pogoda nam nie dopisała. Nie dane nam było podziwianie widoków ani wygrzewanie się w słonku na polance. W zamian mogłyśmy wędrować całkiem pustymi i mocno tajemniczymi szlakami, jeśli dodać do tego dwa bardzo miłe i klimatyczne wieczory spędzony w schroniskach bilans wyjedzie na plus. Kolejny raz mamy okazję przekonać się, że góry są fajne w każdą pogodę, a ważniejsze od pogody jest towarzystwo :)



2 komentarze:

  1. Mgła robi z beskidzkich lasów Śródziemie. :) Grunt, że klimat był, choć szkoda, że Was Beskidy nie uraczyły widokami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mama nie mogła poleć pesta z czosnku niedźwiedziego polecam :) chodzi ma dość specyficzny smak.

    OdpowiedzUsuń