Góra Blatnia w Beskidzie Śląskim - idealna dla małych piechurów.

Zima to dla nas czas najmniejszej aktywności. Bywamy wprawdzie na Jurze, ale jeździmy jedynie w najbliższe nam okolice. Gdyby chociaż pogoda była bardziej zimowa i zachęcająca do dłuższych spacerów, może wybralibyśmy się gdzieś dalej. Mamy w planach zimowy wypad w Beskidy, jednak dopiero w lutym, ale czy zima dopisze?

Skoro więc nie mam aktualnych wypadów do opisania, nadrobię zaległości :) Jak dotąd nieopisane zostały dwie beskidzkie wędrówki. Zacznę od tej krótszej, jednodniowej wycieczki w Beskidzie Śląskim. Wypad miał miejsce już ponad dwa lata temu ale myślę, że od tego czasu niewiele się na szlakach zmieniło ;)

Mieliśmy ochotę na jednodniową wycieczkę w Beskidy, szukaliśmy niezbyt wymagającego szlaku, dostosowanego do możliwości naszego niespełna siedmioletniego syna (wtedy jeszcze Kajtul nie chodził aż tak chętnie po górskich szlakach jak w następnym letnim sezonie), odpowiednia wydaje się być góra Blatnia w Beskidzie Śląskim.






Niedziela, 22. lipca, pogoda nie jest idealna, na niebie sporo zachmurzenie, na szczęście prognoza nie przewiduje opadów, jest też dość ciepło. Jedziemy do Jaworza Nałęże, zostawiamy samochód koło kościoła i odnajdujemy miejsce, w którym odchodzi czerwony szlak, według oznaczeń wejście na Blatnią zajmie nam ponad 2godz.

Na dolnym odcinku szlak prowadzi przez las, nie jest zbyt wymagający, więc idzie nam się dość dobrze.





Po niespełna godzinie dochodzimy do polany na Małej Cisowej (829m n.p.m.) i postanawiamy zrobić sobie mały odpoczynek wśród traw. Pora na małe conieco :) Choć jesteśmy na polanie widoków nie ma stąd niemal żadnych...



Posileni idziemy dalej, krótkie przejście przez las i wychodzimy na Wielką Cisową, następnie schodzimy na rozległe siodło między Cisową a Blatnią. I szczerze mówiąc jesteśmy bardzo rozczarowani widokami, jakie się przed nami otworzyły, zupełnie nam się nie podoba. Zbyt dużo tu cywilizacji, słupy, druty, zabudowania, płoty... (choć na zdjęciach wygląd lepiej niż w rzeczywistości).

Kapliczka przy drodze...



W dole ośrodek Rancho, powyżej schronisko Blatnia.

Docieramy do schroniska, razem z postojem na Małej Cisowej zajęło nam ok. 2,5 h. Do schroniska wchodzimy jedynie na moment, chłopcy muszą podstemplować swoje książeczki GOTu.




Następnie wchodzimy na szczyt - Blatnia, 917m n.p.m., nieco powyżej schroniska, widok jaki otwiera się na drugą stronę zdecydowanie bardziej nam się podoba.





Rozległe i widokowe hale pod Baltnią bardzo nam się podobają i postanawiamy zostać tu trochę i poleniuchować.





Czas wracać na dół, w końcu z Jaworza do domu dzielą nas prawie trzy godziny drogi... podchodzimy pod Wielką Cisową.


Idąc na Blatnią zwróciliśmy uwagę, że na lewo (idą w stronę Blatnie, kiedy wracamy na prawo) odchodzi ścieżka oznaczona jako ścieżka harcerska, pamiętając, że w Jaworzu Nałężu widzieliśmy ośrodek ZHP i kierunek, w którym prowadzi ścieżka się zgadza, postanawiamy zaryzykować i skręcamy, kierując się takimi znaczkami.



Nie lubimy w obie strony wędrować tym samym szlakiem, czasami nie ma wyjścia, tutaj jednak była alternatywa. Decyzja okazała się dobra, ścieżka była bardzo przyjemna i bez problemów zeszliśmy do Jaworza.




To była bardzo przyjemna wycieczka, polecam dla wszystkich małych piechurów, szlak nie jest bardzo wymagający, a widoki z Blatnej bardzo przyjemne.

1 komentarz: