Krótki spacer po Skopje w przerwie w podróży.

Jest sobota, 30.08.2014, ostatni weekend wakacji, w poniedziałek dzieciaki mają stawić się w szkole na rozpoczęciu roku, czas więc pożegnać Albanię i ruszyć w drogę powrotną do domu...

Rano nie spieszymy się pakując i dopiero sporo po 9:00 opuszczamy kemping. Był to czwarty i ostatni kemping na naszej trasie, Łukasz po raz piąty (pierwszy raz w domu) spakował cały nasz majdan i z satysfakcją stwierdził, że dopiero teraz wszystko jest spakowane idealnie ;) Cóż, praktyka czyni mistrza :)

Opuszczamy kemping i  jedziemy wzdłuż jeziora w kierunku granicy z Macedonią. Podjeżdżamy do granicy, nie ma tłoku, nie czekamy długo. I tak kończy się nasz dwutygodniowy pobyt w Albanii...
Przejechaliśmy po Albańskich drogach ponad 1300 km i trochę poznaliśmy ten kraj. Podobał nam się, choć nie będzie chyba na naszej liście ulubionych miejsc ;) Większe podsumowanie naszego pobytu w Albanii będzie w kolejnym odcinku :)

Zanim jednak całkiem skończą się dla nas te wakacje spędzimy jeszcze chwilę w Skopje, stolicy Macedonii. Chwilę szukamy miejsca, gdzie możemy zostawić samochód, w końcu znajdujemy parking blisko centrum i rzeki, bezpłatny. I idziemy na spacer po Skopje...







Zaczynamy od nowszej części, znajdujemy most i przechodzimy na drugą stronę rzeki:






Znajdujemy bankomat i znowu przechodzimy na przeciwny brzeg rzeki, tym razem starym Kamiennym Mostem, jakoś nie mam zdjęcia tego mostu a jedynie zrobione na moście ;)



Muszę przyznać, że ta część Skopje zupełnie mi się nie podoba, te budynki, te pomniki, te fontanny... mam wrażenie jakby to wszystko było jakąś dekoracją ze styropianu... nie podoba mi się :( Ponoć, wiem to z przeczytanych relacji, ta część miasta zyskuje nocą, kiedy wszystko jest ładnie oświetlone, my nie mamy tyle czasu i nie zobaczymy Skopje po zmroku... może innym razem...

Jest tu dużo fontanny co teoretycznie jest fajne dla dzieci, bo każdy wie, że dzieci uwielbiają fontanny :D Jednak te które mijamy po drodze nie są fajne dla dzieci, są za duże i dzieci nie mogą nawet pomoczyć rąk... brzegi są za wysokie, woda za daleko... :(

Matka Macedonka i Matka Polka ;)


Idziemy dalej w kierunku Starej Czarsziji, czyli starej części miasta, tu już zdecydowanie bardziej nam się podoba. Zaczynamy do obiadu:



Dobry i niedrogi, zresztą podobnie jak wszystkie obiady w knajpach na tym wyjeździe ;)

Po obiedzie czas na spacer:




Uliczki przypominają sarajewskie. Tutaj jest jednak spokojniej, nie ma tylu turystów. Podoba nam się, jednak Sarajewo podobało nam się bardziej, całościowo jako miasto. Może to kwestia tego, że w Sarajewie spędziliśmy dwa dni, a do Skopje wpadliśmy tylko na trzy godziny...

Wracamy nad rzekę, przechodzimy na drugą stronę, jest tam dużo kawiarnianych ogródków ciągnących się miedzy ulicą a rzeką. Siadamy w jednym, my pijemy kawę, dzieci jedzą lody, ostanie wakacyjne chwile... 

W końcu trzeba wrócić do samochodu i ruszyć do domu. Jest po 16:00 a przed nami prawie 1500 km...

Na tym kończą się nasze wakacje... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz