Czupel w Beskidzie Małym, niespodziewanie.

Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Niski, tam już bywaliśmy, ale Mały? Tej części Beskidów nie braliśmy nigdy pod uwagę w planowaniu górskich wędrówek. Jednak trafiliśmy też tam, tak trochę przez przypadek, podobnie jak to było z Suchymi Górami.
Zaczęło się do Bielska-Białej i koncertu, na który wybieraliśmy w jeden z pierwszych kwietniowych dni. Koncert miał mieć miejsce w centrum Bielska, w środę wieczorem i oczywiście szybko pojawiła się myśl, że skoro pojedziemy spory kawałek (niecałe 2 godziny jazdy), to najlepiej pojechać już rano i urządzić sobie małą wycieczkę. Jak wiadomo z Bielska w góry jest bardzo blisko. Wybór padł na położony najbliżej Bielska, nieznany nam Beskid Mały. Jako cel wybraliśmy Czupel, najwyższy szczyt Beskidu Małego, a ponieważ wycieczka nie mogła być za długa, wybraliśmy szlak z przełęczy Przegibek.

Odstawiamy dzieciaki do odpowiednich placówek (popołudniu mają być pod opieką babć) i koło godziny 11:00 docieramy na przełęcz, zostawiamy samochód na znajdującym się tutaj parkingu i ruszamy niebieskim szlakiem w kierunku schroniska na Magurce Wilkowickiej, mijając sympatyczną kapliczkę.




Dojście do schroniska zajmuję nam niecałą godzinę, tuż przed schroniskiem mijamy sklep spożywczy:


Przez chwilę do naszego niebieskiego szlaku dołączają szlaki we wszystkich kolorach, jeszcze chyba nie widzieliśmy tych wszystkich kolorów razem:



Schronisko na Magurce, choć dość duże, nie przytłacza, a nawet prezentuje się całkiem sympatycznie.



Nie zatrzymujemy się jednak, mijamy schronisko i wędrujemy dalej niebieskim szlakiem na Czupel. Zanim jednak dojdziemy, robimy sobie miłą przerwę, chwila lenistwa w trawie z przyjemnym widokiem:



Na Czupel z Magurki wędrówka bardzo przyjemnym szlakiem zajmuje ok. 40min.




Czupel, 933 m n.p.m.





Widok na Magurkę:

I na Jezioro Międzybrodzkie:


Wracamy na Magurkę, po drugiej stronie widok na najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego - Skrzyczne.


Tym razem wchodzimy do schroniska, jadalnia trochę rozczarowuje, mało klimatycznie jest w środku, siadamy więc na zewnątrz. Po obiadku czas ruszać w drogę powrotną do samochodu, ostatni rzut oka na góry i schodzimy na przełęcz Przegibek.



To była niezbyt wymagająca, ale bardzo przyjemna wycieczka. Beskid Mały pozytywnie nas zaskoczył całkiem sympatycznymi widokami, choć trzeba przyznać, że dzień był mało widokowy. Dodatkowo w środku tygodnia, na początku wiosny, szlaki są puste, a najbardziej nie lubimy w górach zbyt dużej liczby spotykanych turystów. 

Wracamy do samochodu, zmieniamy turystyczne ubrania na bardziej stosowne na wieczorny koncert i jedziemy do Bielska. Bez trudu znajdujemy ulicę Słowackiego i Bielskie Centrum Kultury. A ponieważ do koncertu zostały jeszcze prawie dwie godziny, idziemy na spacer. Bielsko znamy jedynie z okien samochodu, wiele razy przejeżdżaliśmy przez to miasto jadąc w Beskidy, jednak nigdy nie mieliśmy okazji pospacerować ulicami bielskiej starówki. Nadrabiamy więc zaległości. Oglądamy więc Zamek (jedynie z zewnątrz), spacerujemy po Rynku i okolicznych uliczkach i zgodnie stwierdzamy, że całkiem tu sympatycznie. Mamy też czas na pyszne ciacho i aromatyczną kawę w niezwykle klimatycznej Cafe Oskar na Rynku. 
Na koniec koncert, dzięki któremu spędziliśmy tak miły dzień, cudowne 90 min. w towarzystwie Sary Tavares.







11 komentarzy:

  1. Widzę, że też Wam pogoda dopisała. Byliśmy z mężem ostatniego lutego i też mieliśmy piękną wiosnę. Z Maguki widoki przednie, można się nimi napawać bez końca. A tak odnośnie tytułu, to mała uwaga: to Beskid Mały. ;) Pozdrowienia dla Was wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za zwrócenie uwagi, nie wiem jak to się stało, że napisałam Niski...
      Pozdrawiam
      Asia :)

      Usuń
  2. W Beskid Żywiecki, Śląski i Mały mam bardzo blisko i jakoś zawsze w perspektywie wycieczek wybierałam coś w Żywieckim lub Śląski, a ten Mały się pomijało... Powoli jednak nadrabiam zaległości :) Fajna wycieczka i bardzo ładne zdjęcia. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Qrcze zazdroszczę, dla mnie wyjazd w każde góry to wyprawa. Gratuluję fantastycznego bloga i dodaje do obserwowanych :)

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam takie miejsca :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdjęcia przyciągają jak zawsze. Zazdroszczę tych górskich wycieczek:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam, znowu potrzebuję Pani rady. Z początkiem sierpnia chcielibyśmy się wybrać w beskid żywiecki (jestem zauroczona tym miejscem przeglądajac Pani blog). Czy realne jest przejście jednego dnia przez halę boraczą, lipowską i rysiankę a drugiego dnia wejść na pilsko? Dodam że troszke już chodzimy po górach, no ale niezbyt wymagających chyba :) 5 latka daje radę sama na nóżkach, czasami wskakuje na barana na tatę. 2 latek siedzi w nosidle. Próbować czy odpuścić dwie trasy? Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak i gdzie zejdziecie z Pilska? Na Boraczą, Lipowską i Rysiankę najlepiej wejść z Żabnicy, zrobiliśmy sobie taką wycieczkę rok temu:
      http://podrozujsnijodkrywaj.blogspot.com/2013/08/boracza-lipowska-i-rysianka-czyli.html
      natomiast potem z Rysianki zeszliśmy znowu do Żabnicy.
      Ostatnio z kolei weszliśmy na Rysiankę z Sopotni (nie zdążyłam jeszcze opisać tej wycieczki), przenocowaliśmy na Rysiance i następnego dnia poszliśmy na Pilsko własnie. I z Pilska zeszliśmy do Sobotni.

      Wracając do pani pytania to odcinek Boracza, Lipowska, Rysianka oraz następnego dnia Rysianka - Pilsko pięciolatek spokojnie da radę. Tylko co dalej z Pilska?

      Pozdrawiam
      Asia.

      Usuń
  7. Chcielibyśmy przejść tak jak Pani opisywała dwie trasy w dwa dni. Jednego dnia z Skałki przez hale Boraczą Lipowską i Rysiankę i z powrotem na Skałkę. A drugiego dnia z Przełęczy Glinne na Pilsko i z powrotem. Czy z dzieciakami to jest dobry pomysł? Bo to jednak sporo kilometrów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, myślałam, że chcą Państwo zrobić taką dwudniową wycieczkę i spać na Rysiance :)

      Obie te wycieczki są średnio wymagające, więc tak na pewno ciężko mi powiedzieć na ile "chodząca" jest 5-latka. Na pewno bardziej wymagające jest podejście na Pilsko, widokowo też ładniejsze niż Rysianka. Natomiast Boracza, Lipowska i Rysianka są atrakcyjniejsze dla dziecka z powodu liczby schronisk.
      Nasz młodszy syn podczas tych wycieczek miał niespełna 7 lat, więc był sporo starszy, ale nie były dla niego zbytnio męczące, Tak na prawdę dzieci często mają dużo więcej sił niż nam się wydaje, a marudzenie na szlaku częściej wynika z znudzenia, znużenia. No i dzieciaki zdecydowanie szybciej od nas regenerują siły, dla nich po przespanej nocy, zupełnie nie ma znaczenia ile przeszły poprzedniego dnia :)

      Nas też zauroczył Beskid Żywiecki i chętnie tam wracamy. W czerwcu zrobiliśmy sobie dwie dwudniowe wycieczki i choć pogoda nie w pełni dopisała, obie były udane. Mam nadzieję, że niebawem uda mi się je w końcu opisać na blogu.

      Pozdrawiam serdecznie i życzę wielu udanych wędrówek :)
      Asia.

      Usuń
  8. No ta pogoda w tym roku jest strasznie nieprzewidywalna. My na początku czerwca też wybraliśmy się na stożek z kubalonki no ale niestety w połowie drogi musieliśmy zawrócić bo zaczęło padać. Natomiast w ten weekend byliśmy w brennej i szliśmy szlakiem który Pani mi podpowiedziała - z Jasionek na błatnią, a to znowu był straszny upał. Ale wycieczka była udana, pod wieczór podjechaliśmy jeszcze nad rzekę, dzieciaki w siódmym niebie :) nie można było ich wyciągnąć z wody. Pozdrawiam serdecznie i na pewno nie raz jeszcze będę korzystać z Pani bloga :)

    OdpowiedzUsuń