Andrzejówka w Górach Suchych.

W porównaniu z innymi porami roku, zimą niewiele jeździmy. Nasze wędrówki ograniczamy jedynie do najbliższych części Jury. Bardzo rzadko jeździmy dalej i na dłużej.
Ten wyjazd był zupełnie nie planowany i wyszedł tak trochę przez przypadek. I choć pojechaliśmy na krótko, pogoda była średnia, góry niewielkie, a wycieczki krótki, był to bardzo udany weekend.






Wszystko zaczęło się od planowanej wizyty we Wrocławiu. Chciałam odwiedzić mojego Chrześniaka, który w drugiej połowie stycznia skończył dwa latka. W dniu urodzin nie mogliśmy jechać, ponieważ dzień wcześniej nasi chłopcy wracali z zimowiska (spędzili kilka bardzo owocnych, pod względem wędrowania, dni w Beskidzie Żywieckim). Postanowiliśmy wybrać się tydzień później, miał to być jednodniowy wyjazd. Jedak kilka dni wcześniej zaczęła chodzić mi po głowie myśl, że może zahaczyć po drodze o jakieś niższe pasmo Sudetów...? Miałam ochotę przenocować w schronisku, jednak takim, do którego da się dojechać samochodem, no i żeby było gdzie wybrać się na krótką  wycieczkę. Na początku przyszła mi na myśl Zygmuntówka w Górach Sowich, jednak okazało się, że schronisko jest chwilowo nieczynne. Po krótkiej analizie mapy wybór padł na Andrzejówkę w Górach Suchych, które są częścią Gór Kamiennych.
Góry nam zupełnie nieznane, fajnie, poznamy coś nowego.

Wyjechaliśmy w sobotę 1.lutego. Koło południa byliśmy pod schroniskiem. Po szybkim rozpakowaniu się w pokojach (rezerwując trzy dni wcześniej okazało się, że nie wolnej czwórki i zarezerwowaliśmy dwie dwójki, chłopcy mieli spać sami), ruszyliśmy na wycieczkę. Zazwyczaj wychodząc ze schroniska idziemy w górę, tym razem schodziliśmy w dół.Wybraliśmy się do Sokołowska. Spacer zielonym szlakiem powinien nam zając niecałą godzinę (według oznaczeń 30-40min., jednak nasza najmłodsza turystka trochę zaniża nam tępo ;) ). Ponieważ w schronisku spędziliśmy tylko chwilę i byliśmy już trochę głodni, planowaliśmy zatrzymać się gdzieś po drodze i zjeść przygotowane jeszcze w domu kanapki. Byliśmy też zaopatrzeni w termosy z ciepłą kawą i herbatą :) Bardzo dobrym miejscem okazało się Rozdroże pod Krzywuchą, a dokładniej duża wiata przy drodze.



Posileni ruszyliśmy w dalszą drogę. Cały czas szliśmy szeroką leśną drogą.

Tuż przed Sokołowskiem:


Sokołowsko jest niewielkim uzdrowiskiem, położona w malowniczej kotlinie. Są tutaj dwa miejsca godne uwagi: okazały budynek dawnego sanatorium Grunwald oraz niewielka cerkiew św. Archanioła Michała. My postanawiamy odnaleźć to drugie miejsce. Szlak zielony prowadzi nas do skrzyżowania w centrum wsi, skręcamy w lewo, mijamy szkołę i po jakiś 10 minutach jesteśmy przy położonej na skraju wsi cerkwi. Zbudowana w 1901 r. cerkwie jest malutka i niestety zamknięta. Jest wprawdzie informacja gdzie można znaleźć osobę z kluczami, my jednak nie jesteśmy aż tak ciekawi jej wnętrza.




Oglądamy cerkiewkę z zewnątrz, spędzamy chwilę w niewielkim parku obok i ruszamy w drogę powrotną do schroniska. Można wrócić innym, dłuższym szlakiem, niestety nasza najmniejsza podróżniczka nie ma aż takich możliwości i wracamy tą samą drogą.

Późne popołudnie i wieczór spędzamy w schronisku. Najpierw w schroniskowej jadalni, gdzie gramy w gry planszowe, młodsi kolorują kolorowanki, wpisujemy się do pamiątkowej księgi, śmiejemy się, rozmawiamy. Wszystko to przy pysznej gorącej czekoladzie dla młodszych i zimnym, czeskim piwku dla starszych. Jest bardzo sympatycznie. W jadalni jest fajny, górski klimat. Bardzo przyjemne miejsce, mimo, że niemal pod same drzwi można podjechać samochodem :)

Następnego dnia po śniadaniu  i kolejnych miłych chwilach w schroniskowej jadalni, opuszczamy pokoje i pakujemy rzeczy do samochodu. Ale nie żegnamy się jeszcze z Suchymi Górami. Planem na przedpołudnie jest zdobycie najwyższego szczytu Gór Suchych (i całych Gór Kamiennych) - Waligórę, 936 m n.p.m.
Szczyt jest tuż obok, żółtym szlakiem idzie się tam zaledwie 10min.

Schronisko Andrzejówka i Waligóra (zdjęcie zrobione dzień wcześniej, rano okazało się, że cały szczyt zniknął we mgle)




Szczyt choć tak blisko zimą okazał się trudny do zdobycia, przynajmniej tym szlakiem, który wybraliśmy. Okazało się, że prowadzi bardzo stromo pod górę, a po zasypanej śniegiem, nieprzedeptanej i bardzo śliskiej ścieżce szło się bardzo trudno.


Maluchy zupełnie sobie nie radziły, cały czas zjeżdżały w dół, więc musieliśmy się poddać... Zawróciliśmy, doszliśmy do miejsca, z którego nasza ścieżka oddzieliła się od szerokiej drogi i skręciliśmy w tą drogę w lewo (na wprost wracało się do schroniska).



Drogą prowadziły czarny i niebieski szlak (niebieskim można by dojść do Sokołowska). Po jakiś 15min. doszliśmy do Rozdroża pod Waligórą (dało się tutaj dojść też żółtym szlakiem przez Waligórę, z którego zawróciliśmy).
Spędzamy tutaj chwilkę, jemy słodkości, pijemy kawkę i herbatkę :)



Kiedy już mamy ruszać z powrotem, Łukasz wymyślił, że oni z Mikołajem pójdą żółtym szlakiem przez Waligórę. Tak to już z nim jest, że musi zdobyć szczyt, nawet taki niezbyt wysoki... ;)
Rozdzielamy się więc i ja z młodszymi wracam tą samą, szeroką drogą. Oni idą żółtym szlakiem. Mamy się spotkać w schronisku. Według oznaczeń nasza droga jest 15min krótsza (żółtym szlakiem powinno się iść 30min, naszym 15min.), jednak wiadomo, tempo Hanki jest wolniejsze i czekamy jedynie 5 min. w schronisku na chłopaków. 

Okazało się, że wejście od strony Rozdroża było dużo łagodniejsze, natomiast dobrze zrobiliśmy, że wtedy zawróciliśmy. Przeszliśmy jedynie 1/3 drogi a dalej było jeszcze trudniej.

Wierzchołek Waligóry jest zalesiony i pozbawiony widoków ale należy do Korony Gór Polski, więc warto go zdobyć :)




 Po powrocie do schroniska, wsiadamy do samochodu i ruszamy w drogę. Dzisiaj czeka nas jeszcze wizyta we Wrocławiu, a wieczorem będziemy już w domu.
Choć krótki był to bardzo przyjemny wyjazd. Oderwaliśmy się od codziennych obowiązków, poczuliśmy choć przez chwilę zimę (bo w naszych okolicach w tym sezonie śniegu praktycznie nie było), poznaliśmy obce nam do tej pory rejony i nacieszyliśmy świetną atmosferą górskiego schroniska.



--------------------------------------------------------------------------------------------

Coś ostatnio brakuje mi czasu na pisanie, ale obiecuję, że wrócę do wakacyjnych wspomnień i skończę relację z Sudetów.




1 komentarz:

  1. Zdobywanie Waligóry od strony Andrzejówki - nigdy więcej !

    OdpowiedzUsuń