Maleńkie Lubienice i gwarny Cres.

Większość wieczorów spędzaliśmy w „naszym” Osorze. Spacer przyjemną ścieżką z kempingu Bijar, na którym mieszkaliśmy, zajmował nam max.10min. Miasteczko było niezwykle klimatyczne, zarówno w ciepłych promieniach popołudniowego słońca, jak i po zmroku. Pełen uroku Osor sprawił, że nie ciągnęło nas popołudniami na wycieczki. Pewnie gdyby Osor nas tak bardzo nie oczarował, poznalibyśmy więcej innych miasteczek na wyspach.

Czasem jednak gdzieś się ruszyliśmy...




Czytając przed wyjazdem kilka relacji z Cresu, przeglądając zdjęcia i czytając przewodniki, wiedziałam, że obowiązkowym punktem będą Lubienice. Malutka wioska położona na stromym wzgórzu, 378 m n.p.m., na stałe zamieszkana jedynie przez kilkanaście osób, w większości starych ludzi. Dojeżdża się do niej dość długo, wąską, wijącą się jak wstęga drogą. Samochód zostawiamy na płatnym parkingu tuż przed wioską, tutaj kończy się droga.
Na miejscu jest kościół, dzwonnica, konoba i kilka zaniedbanych domów. Sama wioska trochę mnie rozczarowuje, myślałam, że będzie bardziej klimatyczna. Jednak warto tu przyjechać dla samego widoku. Jest przepięknie!



















W dole, poniżej Lubienic, znajduje się znana plaża Sv. Ivan, ponoć jedna z najładniejszych plaż w Chorwacji. Choć przed wyjazdem brałam pod uwagę zejście na tą plażę, to na miejscu odechciało nam się takich wędrówek w upale... Można na nią popatrzeć z punktu widokowego:



Opuszczamy Lubienice trochę przed zachodem słońca, w stronę wioski jedzie sporo samochodów. W sumie nic dziwnego, Lubienice są doskonałym miejscem, żeby podziwiać zachód słońca. Mijanie się na drodze jest uciążliwe, jest za wąsko, żeby samochody swobodnie się wyminęły i jeden musi zjechać do zatoczki, które są co jakiś czas.

My z Lubienic kierujemy się do stolicy wyspy, miasta Cres. Byliśmy już tam wprawdzie dwa razy w ciągu dnia ale na krótko, jedynie w celach „bankomatowo-zakupowych”. Teraz chcemy zobaczyć jak prezentuje się Cres po zachodzie słońca. Po drodze zatrzymujemy się przy drodze, roztacza się stąd piękny widok na Creski Zalijev, my podziwiamy go w promieniach zachodzącego słońca.




Główne miasto wyspy, Cres, liczy ok. 2,2tys. mieszkańców. Centrum administracyjnym zostało w XV w., kiedy zarazy wypędziły ludność z dotychczasowej stolicy, Osoru. Położona nad zatoką starówka zaskoczyła nas gwarem i tłokiem. Tętniące życiem nabrzeże zamieniło się w jedną, wielką konobę, ciężko było znaleźć pusty stolik w licznych lokalach. Miało to swój urok, ale widząc zamieszanie jakie tu panowało, cieszyłam się, że my wieczory spędzamy w spokojnym Osorze.




Usiedliśmy przy jednym ze stolików, zjedliśmy małą kolację i poszliśmy na spacer. Od ulicznego sprzedawcy kupujemy suszone figi (pyszne) oraz dżem figowy. Dżemem figowym objadaliśmy się podczas pobytu na Korsyce cztery lata wcześniej, był pyszny. Ten z Cresu jest z dodatkiem pomarańczy i choć całkiem smaczny, to nie jest to ten smak zapamiętany z Korsyki...

Dzieciakom oczywiście najbardziej podobała się fontanna:

 


Z ulgą opuszczamy gwarne nabrzeże i przez bramę miejską, będącą elementem XVI-wiecznych murów miejskich, wchodzimy w labirynt wąskich, pustych uliczek. Niesamowita cisza i spokój tu panują, po gwarnym i tłocznym nabrzeżu jest to bardzo przyjemna odmiana.




Spacerujemy chwilę z wielką przyjemnością, ale ponieważ dzieciaki są już troche zmęczone, kierujemy się do samochodu. Na kempingu jesteśmy chwile przed 22., śpiące dzieciaki przenosimy do namiotu ;)

Mieliśmy nadzieję wrócić do Cresu w ciągu dnia, ale jakoś nam nie wyszło. Tak samo jak nie udało nam się dojechać do Beli, położnego samotnie na północy wyspy. Mieliśmy w planach wycieczkę do tej niewielkiej, położonej na szczycie wzgórza wioski, ale załamanie pogody zmusiło nas to opuszczenia Cresu trzy dni wcześniej i nie starczyło nam już czasu. Czego bardzo żałuję... Nie mieliśmy natomiast w planach wizyty w Valun, o którym często piszą autorzy przewodników. Odwiedziliśmy też trzy miejscowości na sąsiedniej wyspie Losinj ale o nich opowiem w następnym odcinku.

6 komentarzy:

  1. a wiesz, że taka fontanna, powiedziałabym, że identyczna, jest w Oleśnie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam ale nie znam zbyt dobrze Olesna, choć mam niedaleko i bywałam.

      Usuń
  2. Piękne zdjęcia, czytając Waszego bloga robię plany na najbliższe wakacje. Zakochałam się w tym blogu, pozdrawiam ciepło, Kasia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :)
      Również pozdrawiam, Asia.

      Usuń
  3. A gdzie wybieracie się na wakacje w tym roku? Ciekawość mnie zżera, o czym będę sobie mogła poczytać ...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno gdzieś w Polskę :) Nasz kraj jest tak ciekawy i piękny, a wszystkiego podczas weekendowych wypadów zobaczyć się nie da, więc staramy się przeplatać wakacje w innych krajach z tymi w PL.
      Nie wiemy jeszcze gdzie ale raczej jakieś góry, albo te na wschodzie czyli Bieszczady albo po drugiej stronie czyli Karkonosze... Ale to jeszcze nic pewnego ;)
      Pozdrawiam
      Asia.

      Usuń