Kamieniste, piaszczyste i dzikie czyli plażujemy na Cresie.

Nie będę opisywać codziennych wycieczek na wyspach, chyba nie miałoby to sensu. Celem większości naszych wycieczek były plaże. Nie plażowaliśmy na kempingu, na którym mieszkaliśmy, choć był on położony nad samym morzem. Chcieliśmy poznać różne plaże na wyspach, dlatego prawie każdego dnia jechaliśmy na inną. Często dojeżdżaliśmy do nich bocznymi, szutrowymi drogami co było też świetnym sposobem na poznanie wysp.
W tym poście opiszę plaże, które poznaliśmy na wyspie Cres.





Zatoka Koromacna.
Pierwszego dnia chcemy jechać na plażę, która nie jest zbyt daleko i można do tej plaży dojechać samochodem. Wybór pada na plażę w zatoce Koromacna. Jedziemy więc główną drogą w stronę miasta Cres i w miejscowości Belej skręcamy w prawo. Wąska, asfaltowa droga doprowadza nas do samej zatoki. Na końcu droga zjeżdża dość stromo.



Plażyczka w zatoce nie jest zbyt duża, ludzi też nie ma bardzo dużo. Znajdujemy nawet przyjemne miejsce w półcieniu. Trzeba przyznać, że jest tu pięknie!







Oprócz głównej plaży są jeszcze przynajmniej dwie, mniejsze kamieniste plażyczki pomiędzy skałami (widoczne na dwóch pierwszych zdjęciach zatoki), z drobniejszymi i przyjemniejszymi kamieniami. Nam jednak ciężko byłoby się tam przenieść ze wszystkimi gratami i najmłodszą podróżniczką, zostajemy więc na plaży głównej. Bawimy się kamieniami, szukamy kamieni w kształcie jajek, pływamy na dmuchanych stworach i oczywiście snurkujemy. Maska i rurka na chorwackich plażach jest obowiązkowa.


Zatoka Meli.
Kolejnym razem, kiedy plażujemy na Cresie, jedziemy do zatoki położonej niemal po sąsiedzku z zatoką Koromacną. Znowu jedziemy główną drogą w stronę miasta Cres i znowu skręcamy z niej w prawo. Tym razem w szutrową drogę, znajdującą się dokładnie na wprost drogi prowadzącej do Ustrine. Droga jest wąska ale całkiem dobra, na początku nawet lekko utwardzana.
Po chwili drogi się rozjeżdżają, jest nawet drogowskaz, droga na prawo prowadzi do wioski Verin, na lewo do wiosek Srem i Plat. My jedziemy na lewo.
Srem już widać.
Przejeżdżając przez Srem czuję się jakbym przejeżdżała przez czyjeś podwórko. Można tu chyba wynająć pokoje, bo na dużym tarasie przy drodze jest basen. Dziwnie to wygląda.

Jedziemy dalej wąską, szutrową drogą. Po obu stronach drogi charakterystyczne kamienne murki, Cres jest cały poprzecinany takimi murkami.

Po chwili dojeżdżamy do Platu. Tutaj droga się kończy. Przed wioską jest spory parking i co jest dla nas mocnym zaskoczeniem, w większości zapełniony. Większość samochodów jest na włoskich numerach.
Wyjmujemy graty z samochodu, każdy dostaje swój przydział do dźwigania, jedynie najmłodsza sama jest niesiona. Według mapy droga do zatoki powinna nam zająć ok. 30min.

No więc w drogę:


Plat to zaledwie kilka domów, z czego na zamieszkałe wyglądają 2 czy 3...

Idziemy piaszczysto-kamienistą drogą, cienia tu niewiele, niestety... Droga do zatoki jest dobrze oznaczona. Najpierw dochodzimy do zatoki Galboka, chwilę później jesteśmy na plaży w zatoce Meli. Droga od parkingu zajęła nam 40min., tempo Kajtka, dorosły człowiek pewnie zmieściłby się w 30min. podanych na mapie.
I kolejny szok (po tym pierwszym na widok ilości samochodów parkingu). Tutaj jest tłok. I ten tłok nie dotyczy tylko plaży i ilości ludzi ale także wody i jednostek pływających...
Muszę przyznać, że na początku jestem bardzo rozczarowana. Plaża fakt, bardzo fajna ale takiej ilości ludzi się nie spodziewałam Dla mnie jest tu tłok. Choć pewnie w porównaniu z niejedną chorwacką plażą, w popularnej miejscowości i w sezonie jest pusto. Jednak po pierwszym negatywnym wrażeniu plaża mnie do siebie przekonała i nawet ci wszyscy ludzie dookoła i te łódki w wodzie tak bardzo nie przeszkadzały. Co zabawne po raz pierwszy nie zapomnieliśmy zabrać na plaże karimaty Tutaj była zupełnie nie potrzebna, tak samo jak buty do kąpieli. Na dnie przyjemny piasek Maska i rurka też się zbytnio nie przydały, życie podwodne ubogie, nawet przy skałkach.




Piękna, piaszczysta plaża w zatoce Meli jest na pewno warta polecenia, nawet tak zatłoczona. No i piasek pod stopami jest miłym urozmaiceniem po skałach i kamieniach, które przeważają na wsypie. Dlatego kilka dni później na nią wróciliśmy. Minęło zaledwie kilka dni ale ludzi na plaży jest znacznie mniej, choć nadal nie jest pusto. Pierwszy raz na tej plaży byliśmy 21.sierpnia, drugi raz 9dni później.





 Zatoka Ustrine.

Kolejna plaża, którą odwiedziliśmy na Cresie to była plaża Veli Żal w zatoce Ustrine. Samochodem trzeba dojechać do wioski Ustrine (bardzo malowniczo położonej), plaża leży poniżej miejscowości, prowadzi do niej asfaltowa droga (wyjątkowo stroma), jednak przy wjeździe ustawiono szlaban, który w sezonie jest zamknięty. Trzeba więc zostawić samochód na parkingu i zejść. My tak właśnie chcieliśmy zrobić, na szczęście jakiś starszy Pan otworzył nam szlaban swoją kartą, dzięki czemu mogliśmy zjechać w dół samochodem. W drodze powrotnej szlaban otwiera się automatycznie. Zejście na plaże na nogach nie jest bardzo trudne, dużo gorzej jest z powrotną drogą, podejście jest bardzo strome. My na szczęście nie byliśmy do tego zmuszeni.
W zatoce Ustrine oprócz głównej plaży – Veli Zal, jest też kilka mniejszych kamienistych plażyczek. My wybraliśmy tą główną, sama plaża jest bardzo ładna, nie było na niej zbyt dużo ludzi, widoki też bardzo sympatyczne. Dodatkowo były prysznice, co na odwiedzanych przez nas dzikich lub półdzikich plażach się nie zdarzało. Oczywiście dużo nurkowaliśmy i życie podwodne było całkiem ciekawe.

Na koniec trochę zdjęć z plaży Veli Zal w zatoce Ustrine.



Wioska Ustrine ponad plażą:





Dzika plaża w zatoczce Malzicarica.

Ostatnia plaża na Cresie, do której dotarliśmy, leży w okolicach Punta Kriza czyli w najdalej na południe wysuniętej części wyspy. Pojechaliśmy tam chcąc znaleźć sympatyczną zatoczkę, do której da się dojechać. Obejrzeliśmy więc mapę tych okolic i wybraliśmy zatokę Ul. Jednak ona nie nadawała się zupłenie do plażowanie, pojechaliśmy więc dalej szutrową drogą. Po jakiś 10min. na prawo odbijała droga, stojący drogowskaz informował, że prowadzi ona do zatoki Malzicarica. Skręciliśmy i dość długo jechaliśmy przez las wyboistą drogą, w końcu droga się skończyła. Zaparkowaliśmy. Według naszej mapy morze powinno być bardzo blisko. Łukasz z Mikołajem wyruszli na poszukiwanie plaży. Dość długo ich nie było. Okazało się, że brzeg w tej zatoce jest niedostępny, w większości skalisty i porośnięty przez kolczaste krzewy. Na szczeście udało im się znleźć niewielką plażyczkę. Zabraliśmy więc wszystkie rzeczy z samochodu i poszliśmy.

Blisko, coraz bliżej...


 „Nasza” plażyczka jest faktycznie niewielka a kamienie to bardziej kawałki skał. Ale dookoła pusto, woda ma piękne kolory i bardzo nam się podoba. Nawet Hania sobie dobrze radzi poruszając się po tych kamolach.





Bardzo nam się dzika plaża spodobała, tak bardzo, że kilka dni później postanowiliśmy tutaj wrócić. Okazało się, że może być jeszcze piękniej. Tego dnia przejrzystość powietrza jest znacznie większa i Velebit na lądzie widać jak na dłoni.







1 komentarz:

  1. Co za miejsce... zaparło mi dech w piersiach na widok zdjęć. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń