Promem na Cres.

Na wyspy Cres i Losinj można się dostać promem na dwa sposoby. Można wjechać mostem (płatnym) na wyspę Krk, przejechać na drugą stronę wyspy i popłynąć na Cres z miejscowości Valbiska, przypływamy wtedy do Merag na Cresie. Można też płynąć z Brestovej na Istrii, wtedy przypływamy do Poroziny na Cresie. My wybieramy tą drugą opcję.






Z żalem żegnamy się z Lublaną i ruszamy w dalszą drogę. Jedziemy autostradą na południe, kierunek Postojna, tam zjeżdżamy z autostrady w kierunku Rijeki. Tuż po przekroczeniu granicy można wjechać na autostradę jednak my jedziemy dalej drogą nr.8 do Opatji. Zaskoczyła nas cena benzyny po przekroczeniu granicy. Nie sprawdzałam cen wcześniej i myślałam, że w Cro będzie tańsza niż w Słowenii, okazało się odwrotnie.

Dzieci są już trochę zmęczone podróżą, bajki na DVD wprawdzie dość długo je zajmowały ale ile można oglądać bajki? Czas mamy dobry więc postanawiamy zatrzymać się w Opatji, położonej na pograniczu Istrii i Kvarneru.

Opatja była jednym z najmodniejszych kurortów za czasów państwa austro-węgierskiego. Nie znajdziemy tu, charakterystycznych dla miast adriatyckiego wybrzeża, wąskich uliczek czy porośniętej palmami nadmorskiej promenady. Są za to luksusowe, secesyjne rezydencje otoczone egzotyczną roślinnością. Ja chciałabym pospacerować po parku otaczającym Villę Angiolina, porośnięty śródziemnomorską i subtropikalną roślinnością.

No tak, ale łatwo powiedzieć zatrzymamy się w Opatji, trudniej zrobić... wszystkie miejsca postojowe są zajęte. W końcu udaje nam się znaleźć wolne miejsce, zostawiamy samochód, przechodzimy przez drogę w stronę nadmorskiego deptaku, sympatyczna promenada spacerowa ciągnie się z Opatji aż do Lovranu. Szukając wolnego miejsca mocno oddaliliśmy się od centrum Opatji, miejska plaża i przystań są daleko, zdecydowanie nie mamy siły ani ochoty na taki spacer w upale. Nie wiemy też dokładnie, gdzie znajduje się Villa Angiolina. Spacerujemy więc chwile promenadą niedaleko samochodu, cieszymy oczy pierwszym widokiem Jadranu i wracamy na parking.



Wyjeżdżamy z Opatji i jedziemy w stronę Brestovej, tam znajduje się port, z którego odpływają promy na Cres. Skręcamy z głównej drogi w lewo i zjeżdżamy w dół, niestety nie dojeżdżamy do portu, zatrzymuje nas korek... Jak to? Przecież jest już 20. sierpnia, myślałam, że pod koniec wakacji i to do tego w poniedziałek (celowo tak zaplanowałam wyjazd, żeby nie płynąć promami w weekend) nie będzie kolejek...
Teoretycznie do czasu odpłynięcia promu mamy półgodziny, mam rozkład promów wydrukowany jeszcze w domu. Po chwili samochody ruszają, zjeżdżamy trochę niżej. Stąd już przynajmniej widać port, jednak wygląda na to, że w tym miejscu postoimy już dłużej. Prom właśnie odpływa, więc chyba pływają non-stop, nie według rozkładu. Trochę potrwa zanim przypłynie tu znowu. Jest gorąco, słońce grzeje niemiłosiernie a nie ma sensu stać na włączonym silniku, żeby klima działała. Zostawiamy więc Łukasza w samochodzie i ruszamy do portu, po drodze kupuje bilety (samochód, dwoje dorosłych i dwoje dzieci (Hanka gratis) 176kun jeśli dobrze pamiętam). Na dole jest mała plaża przy porcie. Ona ratuje nam życie w tym korku ;) Pierwsza zabawa w morzu pozwala całkiem sympatycznie spędzić czas oczekiwania.
Prom przypływa, widzę, że samochody wyjeżdżają też z dolnego pokładu, więc przestaje się martwić, że się nie zmieścimy. Zgarniam dzieci z plaży i wracamy do samochodu, nie musimy podchodzić tak wysoko, bo samochody zaczęły już zjeżdżać.
Prom jest bardzo duży, zmieściliśmy się bez problemu i jeszcze za nami wjechało dużo samochodów. Odpływamy prawie 1,5godz. po tym jak utknęliśmy w korku...

Istria zostaje za naszymi plecami:




Płyniemy ok. 30min. Dopływamy na Cres, zjeżdżamy z promu jako jedni z pierwszych. Pierwsze moje wrażenie po przejechaniu kilku kilometrów: na Cresie zaczęła się jesień... I absolutnie nie z powodu temperatury, termometr pokazuje 34st. ale z powodu jesiennych kolorów. Większość krzewów jest złoto-czerwona. Normalnie złota polska jesień ;) Zresztą już na Istrii tak było, a nie pamiętam takich kolorów sprzed trzech lat, a wtedy byliśmy we wrześniu. To chyba tegoroczna susza, roślinność na Cresie jest po prostu wysuszona bardziej niż zwykle.
Poza tym jest pięknie! Droga biegnie raz z jednej strony, raz z drugiej strony wyspy,  dzięki czemu możemy podziewiać rewelacyjne widoki zarówno na otwarte morze, jak również na stały ląd z imonującym Velebitem oraz wyspę Krk, która nas od tego lądu oddziela.

Przejeżdżamy całą wyspę, ponieważ jako naszą bazę wybraliśmy kemping Bijar w Osorze na drugim końcu wyspy. Na kempingu kolejny raz tego dnia zaskakuje nas duża ilość ludzi. Okazuje się, że kemping jest prawie pełny i znalezienie wolnego miejsca pod nasz namiot jest bardzo trudne. Na szczęście się udało, znajdujemy bardzo sympatyczną miejscówkę. Rozbijamy namiot i idziemy wykąpać się w morzu :)

Kilka słów na temat samego kempingu napiszę na koniec, podsumowując nasz pobyt na Cresie.

1 komentarz:

  1. Czekam na więcej :)Na pewno będzie kilka fajnych wycieczek w interesujące miejsca - znając tzn.czytając Pani rodzinę ;)

    OdpowiedzUsuń