Z wizytą u dzikich zwierząt i na opolskiej wsi.

  




W pierwszą sobotę wakacji, będącą jednocześnie ostatnią sobotą czerwca, wybraliśmy się do położonego niezbyt daleko Opola. Planów mieliśmy sporo, niestety nie wszystkie udało nam się zrealizować, zabrakło i czasu i siły. Upał tego dnia był wyjątkowy, chyba trochę za duży jak na nasze plany. Ale od początku...


Pierwszym punktem naszej wycieczki jest Turawa, miejscowość położona nad jeziorem Turawskim. Jednak nie ze względu na jezioro tu przyjechaliśmy, chcemy zobaczyć znajdujący się tu pałac. Wiemy, że pałac jest w dość kiepskim stanie ale czasem takie nadgryzione zębem czasu budowle są ciekawsze, niż zadbane i odnowione. Niestety, pałac w Turawie nas rozczarowuje i nie dlatego, że jest zniszczony. Bardziej jego położenie, bliskość drogi i innych domów sprawia, że bark mu klimatu. Obchodzimy budynek dookoła, robimy kilka zdjęć i rozczarowani wracamy do samochodu. Jednak trzeba przyznać, że wzniesiony w XVIIIw. pałac jest dość duży i ciekawy. Widać, że ktoś odnowił dach, na ogrodzeniu wisi tablica z informacją, że pałac jest na sprzedaż. Może kiedyś nowy właściciel przywróci mu dawną świetność.





Wsiadamy do samochodu, który zdążył się już mocno nagrzać, naszczęście klima chłodzi go bardzo szybko. Nie jedziemy jednak daleko,postanowiliśmy zobaczyć jezioro. Skręcamy w pierwszą możliwą drogę, która prowadzi w kieunku jeziora i już pod chwili jesteśmy pod wałami. Zostawiamy samochód w cieniu i wchodzimy po schodkach na górę wałów. Z góry rozpościera sie widok na wielką wodę, jezioro jest dość duże ale od naszej strony zupełnie nieciekawe. Do tego strasznie tu gorąco.Waracamy do samochodu i jedziemy dalej, nasz cel to Opole a dokładniej opolskie ZOO.

Ogród zoologiczny w Opolu jest nieduży ale słyszeliśmy, że bardzo ładny. Postawowiliśmy to sprawdzić. Zostawiamy samochód na dużym parkingu, z którego trzeba dojść jakieś10-15min. do wejścia. nie da się chyba podjechać bliżej. Kupujemy bilety (my 10zł, chłopcy 6zł, dziewczynka nie płaci, w tygodniu jest taniej) i wchodzimy. Opolskie ZOO zachwyca nas od samego początku. Bujna roślinność, duża ilość wody: jeziorka, wodospady, strumyczki, jest pięknie! Zwierzęta wydają się być na wyciągnięcie ręki... Zaczynamy od świetnego wybiegu dla małp, dzieciaki z zachwytem oglądają małpie figle. Potem stajemy oko w oku w gorylem. Fajny jest ;)
Są też kolejne małpy i papugi. Do wybiegu z papugami można wejść i nie oddzielają nas żadne siatki czy szyby.




Po kolei oglądamy wszystkie zwierzaki, niestety największe drapieżniki, pewnie przez ten upał, śpią gdzieś schowane. Bardzo fajnie zrobiony jest wybieg dla wilków, które akurat są dość blisko. Ale gdyby były gdzieś dalej, można byłoby wejść do specjalnego tunelu i podejrzeć przez małą szczelinę, miejsce to nazywa się: "oko w oko z wilkiem".
W połowie oglądania robimy sobie małą przerwę na lody i pyszne espresso. Później czekają na nas stawonogi, w tym ochydne pająki, których się panicznie boję. No i muszę przyznać, że budynek, w którym się je ogląda też jest super zrobiony, taka trochę jaskinia. Ja sie bałam...
Jest też oczywiście minizoo, w którym dzieciaki mogą dotknąć i nakarmić kózki. W takim miejscu jest zawsze wielka frajda :) Obok mini-zoo jest plac zabaw (jeden z trzech czy czterech na terenie ZOO i mały park linowy). 
Znleźliśmy też hipopotama oraz moje ulubione zebry i żyrafy, szkoda, że gepard gdzies nam się schował.




Najbardziej podobał mi się basen z fokami. Można je oglądać z góry oraz zobaczyć co robią pod wodą. Z jednej strony wchodzi sie do małego tunelu i przez szybę ogląda podwodne życie fok. Trafiliśmy akurat na karmienie i choć widzieliśmy takie przedstawienia już kilka razy (między innymi w fokarium na Helu) to pod wodą wyglądało to dużo fajniej. Mnie też zachwyciła lawenda rosnąca niedaleko ;)

ZOO w Opolu  nie było tak małe jak się spodzielwaliśmy, choć oczywiście, z dobrze nam znanym wrocałwskim ogrodem zoologicznym, nie może się równać ani liczbą gatunków zwierząt ani rozmiarem. Jednak na pewno jest od niego dużo ładniejsze i z czystym sumieniem polecam to miejsce :) Na pewno tam jeszcze kiedyś wrócimy, tymbardziej, że za jakiś czas mają wprawdziś się tam pingwiny!

W planach po obejrzeniu ZOO mieliśmy wizytę na Rynku jednak zrobiło się już późno i kierujemy się od razu do kolejnego, ciekawszego punktu, do skansenu - Muzeum Wsi Opolskiej. Już jakiś czas temu doszliśmy do wniosku, że skanseny są rewelacyjnym miejscem do odwiedzenia z dzieckiem. Muzeum na świeżym powietrzu, gdzie jest dużo miejsca do biegania i gdzie nie trzeba pilnować na każdym kroku, żeby mały podróżnik czegoś nie dotknął. Jednak zanim wejdziemy do Skansenu, idziemy na obiad do Karczmy położnej tuż obok wejścia. Ceny dość wysokie, jedzenie całkiem dobre, całość oceniamy na czwórkę ;)

Po obiedzie idziemy do kasy, kupujemy bilety (my 10zł, Mikołaj 5zł, Kajtul (wiek przedszkolny) 1zł, Hanka bezpłatny; w poniedziałki wstęp wolny) i jesteśmy na terenie skansenu. Są dwie oznaczone trasy, krótsza i dłuższa, choć oczywiście można iść swoją własną drogą. Ponieważ jest już dość późno wybieramy krótszą trasę. Wnętrza wielu budynków również można oglądać, zgromadzono w nich eksponaty obrazujące życie na wsi, są też przewodnicy, którzy chętnie i ciekawie opowiadają o życiu na wsi sprzed lat. Bardzo nam się tu podoba ale niestety czas ucieka bardzo szybko, skansen jest czynny do 18:00 i wiele budynków musimy pominąć. Czujemy duży niedosyt opuszczając muzeum i wiemy, że musimy tu koniecznie wrócić. Na dłużej, żeby pospacerować po skansenie na spokojnie. Miejsce bardzo ciekawe i na pewno godne odwiedzenia. Polecam!

                                   





W planach mieliśmy jeszcze mały zamek i niewielki pałac niedaleko Opola. Niestety tego dnia nie damy już rady. Upał nas wymęczył, wracamy do domu. Jednak wycieczka, choć męcząca, była bardzo ciekawa i wszystkim nam sie bardzo podobała.

1 komentarz: