Zielone schrony i ogromna śluza czyli poniemieckie ślady na Mazurach.

Pierwszego sierpnia, chwilę po trzeciej w nocy, ruszyliśmy w kierunku północno-wschodniej części naszego kraju. Cel: Mazury a dokładnie mała wioska Kosewo położona przy drodze z Mrągowa do Mikołajek. Tam założyliśmy nasz obóz. Mieszkaliśmy na kempingu Ostoja Stara Baśń, kemping ogólnie godny polecenia, miał pewne minusy ale o nich napiszę podsumowując mazurską część naszych wakacji.

W północno-zachodniej części Mazur znajduje się wiele ciekawych miejsc dla wielbicieli militariów i fortyfikacji a ponieważ nasi chłopcy do nich należą na naszą pierwszą wycieczkę wybraliśmy się właśnie tam.





Zaczęliśmy od Gierłoży i znajdującego się w niej Wilczego Szańca. Samochód zostawiamy na dużym parkingu, który o tej godzinie (przed 10:00) nie jest nawet w połowie zapełniony. W kasie kupujemy bilety oraz mały przewodnik z mapką i ruszamy trasą oznaczoną kolorem czerwonym. Wilczy Szaniec był w czasie wojny jedną z głównych kwater Adolfa Hitlera, tutaj w latach 1941-44 łącznie ponad 800dni. Tutaj przeprowadzono też, niestety nieudany, zamach na Hitlera. W Gierłoży znajdował się zespół kilkudziesięciu budynków, najpotężniejsze schrony miały niewyobrażalnie grube ściany i stropy z żelbetu.
Spacer po Wilczym Szańcu jest bardzo ciekawy, chłopcy z zachwytem oglądają pozostałości gigantycznych schronów, pomimo, że są w dużym stopniu zniszczone, widać ich wielkość. Mnie, jako mniejszej entuzjastce wojennych pozostałości, zachwyca mech porastający ściany schronów, ma niesamowicie intensywny zielony kolor.



Na każdym z budynków są umieszczone tabliczki zakazujące wstępu, mimo to zdecydowana większość zwiedzających do schronów wchodzi. Moi mężczyźni, wyposażeni w latarki, również. Mnie zupełnie nie interesują ciemne korytarze, a nawet czuję się w nich nieswojo, dlatego z moją małą dziewczynką zostajemy na zewnątrz. Szukamy patyczków, skubiemy piękny mech i walczymy z natrętnymi komarami, których w tym wilgotnym lesie jest mnóstwo.





Przejście całą trasą zajmuje nam ponad godzinę. Wracamy na parking, który przez ten czas zapełnił się  niemal w całości i ruszamy dalej, kierunek: Mamerki. W lasach nad jeziorem Mamry, na południe od wsi Przystań znajduje się zespół obiektów byłej niemieckiej głównej kwatery Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych. W latach 1940-44 zbudowano tu ponad 200 obiektów służących różnym oddziałom i służbą sztabu.W dobrym stanie przetrwało 30 schronów betonowych o charakterystycznych chropowatych ścianach, pokrytych tynkiem z moczonej w betonie trawy morskiej. Część również porastają intensywnie zielone mchy. Niestety po Wilczym Szańcu Mamerki  nieco rozczarowują, jest tu zdecydowanie mniej ciekawie i nie wiem czy warto było przyjeżdżać. Najciekawsza jest drewniana wieża widokowa znjadująca się na dachu jednego ze schronów. Widać z niej jezioro Mamry, jednak widok nie zachwyca.




Wracamy na parking i cofamy się kawałek drogą na południe aby dotrzeć do Sztynortu. Jest to niewielka wioska położona pomiędzy jeziorami Mamry i Dargin, mieści się tu spora przystań a także mocno zaniedbany płac Lehndorfów. Zostawiamy samochód na płatnym parkingu i kierujemy się najpierw na przystań. Po krótkim spacerze pomiędzy jachtami siadamy w letnim ogródku tawerny Zęza. Ponoć jest bardzo popularna wśród mazurskich żeglarzy i niemal w każdy letni wieczór spotykają się w niej amatorzy szant. Tego nie sprawdzimy, wieczorem nas już tu nie będzie. Wiemy natomiast, że bigos i fasolka po bretońsku jakie tu podają są zdecydowanie za drogie a ich smak nie dorównuje cenie, niestety... Natomiast lane, zimne piwo w takich okolicznościach smakuje wybornie. Na taką przyjemność mogą sobie pozwolić tylko ja, ponieważ Łukasz pełni funkcje naszego kierowcy a reszta naszej ekipy jest nieletnia ;)
Po chwili odpoczynku idziemy w kierunku pałacu. Pałac, niestety jest w dość opłakanym stanie. Ale jest nadzieja, że kiedyś będzie lepiej ponieważ trwają prace remontowe, budynek otoczony jest siatką. Siadamy na chwilę na trawce na wprost pałacu i obserwujemy obecnych mieszkańców sztynorckiego pałacu - rodzinę bocianów ;)




Ze Sztynortu kierujemy się do Leśniewa, zostawiamy samochód na dużym i pustym parkingu (płatny) i idziemy za strzałkami wskazującymi drogę do śluzy Leśniewo Górne. Na to miejsce czekałam dzisiaj najbardziej.
W 1911r. rozpoczęto budowę Kanału Mazurskiego mającego połączyć Wielkie Jeziora Mazurskie z Pregotą i Bałtykiem. Prace przerwane przez I wojnę światową kontynuowano po 1934r. Kanału nie ukończono. Śluza w Leśniewie Górnym nie została skończono, nie osiągnięto nawet połowy stanu zaawansowania prac, mimo to śluza wygląda imponująco i robi duże wrażenie. Trochę psuje położony częściowo na budynku śluzy park linowy. Miejsce zdecydowanie godne polecania. Bliżej parkingu znajduje się śluza Leśniewo Dolne ale ona jest niewielka, zbudowano zaledwie fundamenty.



To był ostatni punkt dzisiejszej wycieczki, czas wracać na kemping. W okolicy są jeszcze godne uwagi miejsca związane z III Rzeszą, choćby Twierdza Boyen w Giżycku, jednak nie da się zobaczyć wszystkiego i to miejsce postanowiliśmy zostawić na kiedy indziej. Pogoda jest tak piękna, że dzień kończymy kąpielą w jeziorze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz