Zielono-biało-niebiesko czyli Skały Rzędkowickie.

Nadeszły wakacje i skończyła się piękna pogoda, jaką mogliśmy się cieszyć praktycznie przez cały maj i połowę czerwca. Po dwóch tygodniach deszczu i zimna doczekaliśmy się ciepłej i słonecznej soboty. Nie czekając, więc na niedzielę, zazwyczaj niedziela jest dniem naszych wycieczek, w drugą sobotę lipca, ruszamy na Jurę. W ostatnich tygodniach z powodu brzydkiej pogody jeździliśmy na krótkie spacery w najbliższe zakątki Jury (Zielona Góra, Góry Towarne, Sokole Góry), dzisiaj, więc postanawiamy wybrać się dalej i na dłużej.



Ruszamy w drogę, jedziemy w okolice Kroczyc naszą ulubioną jurajską drogą: przez Janów do Złotego Potoku, tam skręcamy w lewo w stronę Niegowej, następnie przez Mirów do Kotowic i tam w lewo, w drogę 792, po kilku kilometrach jesteśmy na parkingu koło Góry Zborów. Parking bardzo zatłoczony, jedziemy, więc kilkaset metrów dalej i zatrzymujemy się przy drodze, w miejscu gdzie szlaki czerwony i zielony przecinają drogę. Tu również stoi już kilka samochodów, ale dla nas też się znajdzie kawałek ziemi. Dzisiaj nie przechodzimy, jak zwykle, na drugą stronę drogi, nie mamy w planach zdobywania Góry Zborów. Dzisiaj będzie coś nowego.



Ruszamy zielonym szlakiem, który prowadzi bardzo sympatyczną drogą, na początku brzegiem lasu, następnie już tylko lasem. Ten las to dla nas wybawienie, ponieważ dzisiejszy dzień jest bardzo gorący a niebo bezchmurne, więc słonko nieźle grzeje i wędrówka na odkrytym terenie byłaby bardzo męcząca.
Po ok. 40 minutach wędrowania za drzew wyłaniają się pierwsze skały. No tak, przecież nie napisałam jeszcze, jaki jest cel naszej dzisiejszej wycieczki, otóż dzisiaj idziemy do Skał Rzędkowickich. I właśnie dotarliśmy do pierwszej z nich. Tutaj ścieżka, którą idziemy, rozdziela się. Niestety nie ma w tym miejscu oznaczenia szlaku i jedynie fakt, że ścieżka skręcająca w lewo jest bardziej wyraźna, sugeruje, że to tamtędy prowadzi szlak. My jednak zanim pójdziemy dalej skręcamy w prawo i robimy sobie krótki postój pod skałką. Niestety nasza Mała Podróżniczka nie jest taką entuzjastką wędrowania w nosidle jak jej bracia i trochę marudzi.
Po chwili odpoczynku idziemy dalej, ścieżka znowu prowadzi przez las, ale po niecałych 10min. wychodzimy na odkrytą przestrzeń i nagle wyrastają przed nami przepiękne, jurajskie ostańce. Widok jest zachwycający, pięknie tu! Bujna roślinność, pachnące kwiaty i zioła, masa motyli, brzęczące owady, białe skały i błękit nieba – całość robi niesamowite wrażenie. Na Jurze, w pogodny dzień dominują trzy kolory: trawa, jałowce i krzewy czyli zieleń, wapienne skały czyli biel oraz niebo czyli błękit. Właśnie taką Jurę lubię najbardziej, taka mnie zachwyca - zielono-biało-niebieska!



Choć wędrujemy jurajskimi szlakami od kilku lat, byliśmy w wielu pięknych miejscach, to są jeszcze takie, które powodują, że przez chwile zaniemówiłam z wrażenia. Wędrujemy dalej szlakiem wzdłuż skałek a kolejne widoki sprawiają, że jestem coraz bardziej zachwycona tym miejscem. Zdecydowanie będzie to od dzisiaj jedno z moich ulubionych miejsc na Jurze i na pewno będziemy tu często wracać.




Jedyny minus Rzędkowickich Skał w upalną, wakacyjną sobotę to fakt, że jest tu dość dużo ludzi. Szlak, którym szliśmy jest całkiem pusty, przez całą drogę (w obie strony) spotkaliśmy jedynie dwójkę rowerzystów, natomiast tutaj roi się od wspinaczy. Zresztą nic dziwnego.


Udaję nam się znaleźć miły kącik pod jedną ze skał, chowamy się w cieniu i urządzamy piknik, ulubiona część naszych dzieci. Jak zwykle jesteśmy przygotowani, mamy słodkie przekąski, soki i pyszną kawę.
Po odpoczynku ruszamy w drogę powrotną, idziemy tym samym zielonym szlakiem. Idąc w drugą stronę skały wyglądają inaczej, znowu z zachwytem podziwiam widoki.





W końcu nasz szlak skręca do lasu. Po kolejnych 40 minutach docieramy do samochodu.
Jesteśmy bardzo zadowoleni z wycieczki, pogoda, widoki, wszystko było piękne. Gorąco polecam spacer do Skał Rzędkowickich. Jeśli ktoś nie ma czasu bądź ochoty na dłuższe wędrowanie, może dotrzeć do skał z drugiej strony. Wystarczy z drogi 792, między Podlesicami a Kotowicami skręcić w boczną drogę do Rzędkowic, stamtąd jest znacznie bliżej, droga prowadzi przez łąki i skałki widać już ze wsi Wygoda.

Wędrówka się skończyła, ale nasza dzisiejsza wycieczka nie. Mamy jeszcze pewne plany na ten dzień. Jedziemy nad Zalew Dzibice (położony na północny-wschód od Góry Zborów). Miejsce nie jest zachwycające, asfaltowa droga z jednej strony, tory kolejowe z drugiej, do tego upał przyciągną masę ludzi, którzy ledwo mieszczą się na niewielkiej, mało ciekawej plaży. Patrząc na wypoczywających tu ludzi, namioty, samochodu, gwar i zamieszanie, zastanawiam się w jak różny sposób ludzie lubią odpoczywać, jak różne, często skrajne, warunki są im potrzebne do relaksu. My znajdujemy ciszę i spokój zaledwie kilkaset metrów dalej, nad tym samym stawem, ale w części porośniętej przez niewielki, rzadki lasek. Znajdujemy miejsce, o które nam chodzi. Trochę drzew dających cień, trawiasta polanka, gotowe miejsce na ognisko i widok na wodę. Chłopaki zbierają gałęzie, wyjmujemy turystyczną lodówkę z bagażnika i przygotowujemy nasz dzisiejszy obiad – kiełbaski z ogniska. Jezioro, ognisko – chyba zapachniało wakacjami...


1 komentarz:

  1. Znamy, znamy:) Wlazłam tam nawet (nie na szczyt, ale pod same skałki) w 8. miesiącu ciąży z Matem:)
    Wspinaczy tam sporo, bo to skałki ćwiczebne jurajskiego GOPRu.

    OdpowiedzUsuń