Szerokie plaże, fortyfikacje i foki czyli półwysep Helski.

Choć byłam już na wielu pięknych plażach w południowej Europie, to zawsze największym sentymentem darzę nasze morze. Na żadnej innej plaży nie czuję się tak cudownie, jak nad Bałtykiem. I choć uwielbiam klimat śródziemnomorski, to raz na jakiś czas z wielką przyjemnością wracam nad polskie morze.



W tym roku, z powodu nowego podróżnika, który w lipcu miał się pojawić w naszej rodzinie, dłuższe wakacyjne podróże nie były możliwe, postanowiliśmy więc wybrać się na krótkie wakacje nad nasze morze. Jedyny termin, który wchodził w grę to był maj, planowaliśmy pierwszą połowę miesiąca, ale ponieważ pogoda była nie najlepsza, ostatecznie pojechaliśmy 18 maja. Jako miejsce pobyty wybraliśmy półwysep Helski, ponieważ w tym rejonie naszego wybrzeża jeszcze nie byliśmy a jest on tłumnie odwiedzany w sezonie, więc na przedsezonowe wakacje wydawał się być idealny.

Na początku planowałam zarezerwować nocleg w samym Helu, jednak okazało się, że oferta w Internecie jest dość uboga i ostatecznie zdecydowaliśmy się na Jastarnię. Zresztą z wyboru zarówno miejscowości, jak również pensjonatu byliśmy bardzo zadowoleni i z czystym sumieniem mogę każdemu polecić willę Anna w Jastarni :)

Półwysep Helski okazał się być świetnym miejscem dla dzieci, szczególnie dla małych chłopców. Dlaczego? Ponieważ zarówno w okolicach Jastrani, jak również samego Helu znaleźć można sporo fortyfikacji i umocnień z okresu II wojny światowej.  Dokładnie przed wojną powstał tu Rejon Umocniony Hel – utworzony dekretem prezydenta RP z 1936 roku ufortyfikowany obszar obejmujący znaczną część Mierzei Helskiej.

W pierwszy dzień naszego pobytu wybraliśmy się na północ od Jastarni, zobaczyć zespół fortyfikacji, mający na celu ochronę Rejonu Umocnionego Hel od strony lądu. W skład Ośrodka Oporu Jastarnia wchodzą cztery główne schrony: Saragossa, Sęp, Sabała i Sokół. My znaleźliśmy pierwsze trzy, jednak żadnego z nich nie mogliśmy zobaczyć w środku. Sabała i Saragossa były zamknięte, na tym pierwszym wprawdzie wisiała informacja o udostępnieniu do zwiedzania w weekendy, jednak jak wróciliśmy tam w niedzielę, okazało się, że schron nadal jest zamknięty. Do znajdującego się na plaży schronu Sęp można było wejść ale bez latarki było ciężko ;)







Kolejnym punktem naszych wędrówek śladami helskich fortyfikacji była droga z Helu na kraniec cyplu, wzdłuż tej drogi w kilku miejscach można było oglądać stanowiska baterii, oraz małe bunkry i schrony. Najciekawsze z nich było stanowisko baterii nr 1 Laskowskiego.



Na koniec naszego pobytu na Helu zostawiliśmy sobie Muzeum Obrony Wybrzeża, znajdujące się przed wjazdem do Helu (po lewej stronie drogi). Muzeum powstało w miejscu gigantycznej baterii ogniowej Schleswig-Holstein. W muzeum mieści się wiele ciekawych wystaw dotyczących obrony półwyspu Helskiego. I choć mnie ta tematyka dużo mniej interesuję, moim mężczyzną bardzo się podobało :)






Kolejnym bardzo ciekawym (szczególnie dla najmłodszych) miejscem na Helu, już nie związanym z militariami, jest fokarium :)



Jest ono częścią Stacji Morskiej - naukowej placówki terenowej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego. Ośrodek istnieje od 1999r. My do fokarium wybraliśmy się dwa razy. Jednego z pierwszych dni pobytu na półwyspie, pogoda była kiepska, pochmurne i zimne popołudnie. W fokarium byliśmy sami, wtedy foki nie prezentowały się zbyt ciekawie, leżały leniwie nad brzegiem swojego basenu. Jednak za kilka dni ponownie je odwiedziliśmy. Przyjechaliśmy celowo na godzinę karmienia, liczą (i słusznie), że tym razem będzie ciekawiej. Przy dużo lepszej pogodzie, w towarzystwie sporej liczby ludzi (aż strach pomyśleć, co dzieję się tu w sezonie) oglądaliśmy karmienie połączone jednocześnie z prezentacją foczych umiejętności. Foki w większość chętnie współpracowały ze swoim opiekunami i wzorowo wypełniały polecenia. Dzieciakom bardzo się podobało :) Z praktycznych informacji warto wiedzieć, że wstęp na teren fokarium kosztuje 2zł. Bramka jest automatyczna i przesuwa się po wrzuceniu odpowiedniej monety. Podczas naszego majowego pobytu na Helu karmienie odbywało się dwa razy dziennie: o 11:00 i 14:00.


Półwysep Helski to oczywiście plaże. Plaża w Jastarni jest bardzo szeroka, jest to zasługą jej odnawiania. Co kilka lat następuje procedura wysysania piasku z morskiego dna i nawożenia go rurami na plaże. I właśnie na poziomie naszego wyjścia na plaże trwało takie właśnie poszerzanie ;) 



Widok bardzo ciekawy aczkolwiek na dłuższy (dłuższy w naszym wykonaniu to max. 2 godz.) pobyt na plaży musieliśmy odchodzić gdzieś dalej ;)





Plaża w Jastrani jest ładna, jednak najbardziej podobało nam się na samym końcu półwyspu. Z miasteczka Hel spacer na Cypel zajmuje ok. 10-15min. i warto się tam wybrać :) Piękna, szeroka plaża i podczas naszego pobytu zupełnie pusta, ale pewnie w sezonie jest inaczej.




Na koniec jeszcze kilka słów o tych dwóch miasteczkach: Jastarni i Helu.
Planując wyjazd koniecznie chciałam znaleźć pokoje w samym Helu. Okazało się to dość trudne, ponieważ oferta nie jest zbyt bogata i ostatecznie (jak już pisałam na początku) wybór padł na Wille Anna w Jastarni. Kiedy, w drugim dniu pobytu na półwyspie, dotarliśmy do Helu, poczułam wielką ulgę, że nie udało mi się tu zarezerwować noclegów. Miasteczko jest, jak dla mnie, po prostu brzydkie... Fakt część z portem i ul. Wiejską nie jest zła, ale pozostała część z blokowiskiem mało klimatyczna... Główna ulica - ulica Wiejska szczyci się zabytkowymi domami. Cóż z tego, skoro w sezonie są zasłonięte przez parasole kawiarnianych ogródków? Na pewno warte odwiedzenia jest Muzeum Rybołówstwa mieszczące się w dawnym kościele. My jednak tam nie wstąpiliśmy, ponieważ kilka lat wcześniej będąc w Gdańsku wybraliśmy się na wycieczkę statkiem do Helu i wtedy oglądaliśmy wnętrze muzeum...




Jastarnia natomiast bardzo nam się spodobała :) W tej chwili jest dla mnie jednym z przyjemniejszych miasteczek na naszym wybrzeżu :) Oczywiście przed sezonem, bo podejrzewam, że z naszą niechęcią do zatłoczonych miejsc nie mielibyśmy tu czego szukać w sezonie... Sporo tu starych, rybackich domów (w tym jeden zabytkowy), przyjemny deptak znajdujący się w lesie wzdłuż wybrzeża, mały port jachtowy...





To tyle w pierwszej części naszych bałtyckich wakacji, niebawem coś o Gdańsku i Gdyni oraz okolicach Pucka :)

2 komentarze:

  1. Półwysep jest piękny,a najpiękniejszy wiosną-kilka minut spaceru plażą w bok od jakiegokolwiek parkingu i zupełna dzikość i zero ludzi

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow... nawet nie wiedziałam o tych fortyfikacjach! W ogóle uważam,że wielu ludzi nie docenia naszego morza, a jest piękne... :) ps. niesamowite zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń