Okolice Pucka boczną drogą...

Kolejny (i już niestety ostatni) odcinek naszych majowych wakacji nad Bałtykiem. Dla przypomnienia: mieszkamy na Helu, w Jastarni i ciągle nas gdzieś nosi, zresztą jak zwykle ;) Tym razem pojedziemy w mniej znane i rzadko uczęszczane miejsca, choć jedno z nich będzie mocno popularne, ale po kolei...








Zaczynamy od Mechowa, małej wioski położonej kilka kilometrów na zachód od Pucka. Dlaczego tutaj? Ponieważ tutaj mieści się jedyna w Polsce oraz Północnej Europie jaskinia sufozyjna. Nie powstała tak jak jaskinie krasowe na skutek rozpuszczania i wymywania przez wodę litej skały wapiennej czy gipsowej, ale na skutek mechanicznego wypłukiwania przez wodę ziaren piasku z luźnej skały osadowej. Jaskinia "Groty Mechowskie"utworzyła się w osadach zlodowacenia bałtyckiego.


Zbudowany z piaskowca strop głównej komory grozi ciągłym osypywaniem, dlatego do zwiedzania udostępniono tylko krótką, kilkuminutową trasę.
Przed wejściem do jaskini trwają roboty drogowe, panowie układają nawy chodnik, przez co dojście jest nieco utrudnione, mimo trudności jakoś sobie radzimy. Okazuje się jednak, że wejście jest zamknięte a w kasie nikogo nie ma. Na szczęście panowie robotnicy wyjaśniają nam, że pani z kasy poszła na chwilkę do domu i żebyśmy poczekali, no i faktycznie za moment pani wraca :) Kupujemy, więc bilety i wchodzimy. Maleńka jaskinia bardzo nam się spodobała, choć muszę przyznać, że niełatwo było mi się w niej poruszać w zaawansowanej ciąży, większość trasy pokonujemy w pozycji "kucającej" ;) Nazwaliśmy ją "jaskinią krasnoludków" i jeśli ktoś jest w okolicy to warto zboczyć z głównej drogi i wstąpić do Mechowa :)





Z Mechowa jedziemy do Rzucewa, kolejnej wioski na uboczu, tym razem nad samą zatoką.






Do Rzucewa przyjechaliśmy zobaczyć piękny, neogotycki pałac, w którym obecnie mieści się hotel... Swoją drogą idealne miejsce na romantyczny weekend we dwoje :) Spacerujemy dookoła pałacu a następnie schodzimy ścieżką nad zatokę, Jest też tu maleńka, urocza plaża. Bardzo nam się podoba. Jest tak cicho, spokojnie, trochę magicznie ;) Plażyczka jest bardzo wąska, a tuż nad nią pochylają się drzewa. Ja z chłopcami zbieramy muszelki a  Łukasz ogląda rybaków łowiących w płytkich wodach zatoki belony, które przypływają tu na tarło na przełomie maja i czerwca.
Z żalem opuszczamy plażyczkę i przechodząc koło pałacu wracamy do samochodu.  Oj tak, Rzucewo to kolejne miejsce godne polecenia.





Jedziemy dalej i kolejny raz skręcamy z głównej drogi, tym razem do Swarzewa. Znajduje się tu kościół z figurką Matki Boskiej Swarzewskiej. Figurka była kiedyś w kościele w Helu, ale po 1525r. helanie, wybrawszy luteranizm, pozbyli się figurki wyrzucając ją do morza. W niezaprzeczalnie cudowny sposób lipowa Madonna przypłynęła do Swarzewa i już tu została. Niestety kościół jest właśnie odnawiany i ciężko zrobić mu jakieś sensowne zdjęcie...


Przed nami ostatni punkt dzisiejszej wycieczki, tym razem bardzo znany i tłumnie odwiedzany - latarnia morska na Rozewiu.




Zostawiamy samochód na parkingu kilkaset metrów od latarni. Idziemy do kasy, okazuje się, że na latarnie mogą wchodzić dzieci powyżej 4 roku życia. Bardzo nas to dziwi, wchodziliśmy już na niejedną wieżę z dzieciakami i nigdy nie spotkaliśmy się z takim ograniczeniem... Zawyżamy, więc wiek Kajtka o kilka miesięcy i kupujemy bilety dla całej naszej czwórki. :)
Niestety maj to sezon szkolnych wycieczek, a ta latarnia to chyba obowiązkowy punkt dla każdej z nich. Przez to na wąskich schodach prowadzących do góry jest dość ciasno i panuje małe zamieszanie... Wewnątrz latarni można obejrzeć stałą wystawę Muzeum Latarnictwa Morskiego, m.in. znajdują się tu makiety bałtyckich latarni. Wchodzimy na górę, niestety widok na morze jest kiepski, do tego pojawiło się sporo chmur, właściwie to lekka mgiełka, mocno rozczarowani schodzimy... Jak to już nieraz bywało, najbardziej znane miejsce okazuje się być najmniej ciekawe, choć pewnie gdyby widok był lepszy nasze wrażenie również.

Spod latarni kierujemy się w stronę morza, schodzimy stromą, niewygodną ścieżką. Plaża, do której dochodzimy, jest częściowo wybetonowana. Pewnie po to, żeby morze nie zabierało lądu, w końcu znajdujemy się na przylądku Rozewie, najdalej na północ wysuniętej części naszego kraju. Po odejściu kilkudziesięciu metrów od betonów znajdujemy sympatyczne miejsce, żeby troszkę posiedzieć. Plaża jest tu bardzo wąska i częściowo kamienista, zupełnie jak nie nad Bałtykiem...
Na tym kończy się nasza dzisiejsza wycieczka, która po raz kolejny pokazuje, że warto zjechać z głównej drogi i utartych szlaków.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz