Tatrzańskie doliny wiosną czyli w poszukiwaniu krokusów.

I kolejny raz nie udało się wszystkiego zrobić tak jak planowaliśmy... Plan był taki, że jedziemy na weekend do Doliny Chochołowskiej, cel - podziwiać krokusy, spać mieliśmy w schronisku na Polanie Chochołowskiej. Nie chcieliśmy dużo wcześniej rezerwować noclegu, ponieważ nie wiadomo było, jaka będzie pogoda, czy dzieciaki będą zdrowe itp. Ale w połowie tygodnia decyzja została podjęta - jedziemy! Niestety okazało się, że z soboty na niedzielę nie ma już wolnego pokoju w schronisku :( Planowaliśmy spać tam dwie noce, więc zarezerwowaliśmy pokój z niedzieli na poniedziałek, natomiast poprzednią noc postanowiliśmy spędzić w Zakopanym, zarezerwowaliśmy pokój w centrum Zakopanego.



Dzień 1. - sobota.
Tak więc w sobotę rano (25.kwietnia 2009) ruszamy w stronę Zakopanego. Pierwsza część podróży przebiega sprawnie, robimy sobie mały postój na stacji benzynowej przy autostradzie. Polecam postój na stacjach Orlenu przy autostradzie A4 (między Katowicami a Krakowem) wszystkim podróżującym z dziećmi, ponieważ są tam małe place zabaw, na których dzieciaki mogą się trochę wyszaleć i odpocząć od nudnej jazdy.
Niestety od zjazdu na Zakopiankę nasze tempo mocno przyhamowało i pod Giewont dotarliśmy koło 12:30. Bez problemu znaleźliśmy nasz domek i po krótkim odpoczynku znowu zapakowaliśmy się do samochodu i tym razem szybciutko dojechaliśmy do parkingu przy wylocie Doliny Strążyskiej.
Dolina praktycznie od początku jest bardzo przyjemna, po jakimś czasie po prawej stronie pojawiają się liczne dolomitowe skałki a droga znacznie się zwęża. Idziemy czerwonym szlakiem, który wg. oznaczeń po ok.40min. powinien doprowadzić nas do Polany Strążyskiej. Nam ta droga zajmuje trochę więcej czasu, ponieważ większość trasy nasz najmłodszy podróżnik pokonuje na własnych nóżkach.
W końcu docieramy na rozległą Polanę Strążyską, z której mamy piękny widok na Giewont.

Polana Strążyska i Giewont:


Na polanie znajduje się kilka pasterskich szałasów, w jednym z nich został utworzony bufet, w którym można dostać coś ciepłego do picia i jedzenia. Wokół ustawiono sporo drewnianych stołów i ławek. Spędzamy jakieś pół godzinki na polanie, czytam Starszakowi dwie tatrzańskie legendy: "Stworzenie Podhala" i "Śpiący Rycerze", chłopcy trochę się razem bawią i ruszamy dalej. Przed nami jeszcze krótkie podejście do wodospadu Siklawica. Prowadzi tam wąska ścieżka, podczas naszego pobytu było na niej jeszcze sporo śniegu i Kajtul niebardzo radził sobie w takich warunkach, dlatego został wsadzony do nosidła, a to niezbyt mu się spodobało. Podejście zajęło nam jakieś 15min.


Wodospad nie jest jakiś imponujący, zdecydowanie większe wrażenie robi wyrastająca za nim ściana Giewontu. Koło wodospadu zrobiliśmy sobie krótki postój, cyknęliśmy kilka zdjęć i udaliśmy się w drogę powrotną. Nie zatrzymywaliśmy się już na polanie, za to zrobiliśmy sobie krótki postój w miejscu gdzie potok podchodzi do drogi. Tam chłopcy mieli świetną zabawę rzucają kamienie do wody :)


W końcu zeszliśmy na parking, wycieczka zajęła nam ok.3,5godziny. Jednak nie pojechaliśmy od razu do pokoju, tylko w okolice ulicy Kościeliskiej. Samochód zostawiliśmy w bocznej uliczce (niełatwo znaleźć bezpłatne miejsce do parkowania w centrum Zakopanego...) i poszliśmy do starego kościółka MB Częstochowskiej oraz na cmentarz na Pęksowym Brzyzku. To jest jedno z moich ulubionych miejsc w Zakopanym.



Następnie poszliśmy na obiad, niestety nasz wybór nie był udany, więc na ten temat nie będę się rozpisywać...
Po powrocie do pokoju chcieliśmy chwilę odpocząć, ale okazało się, że nasi chłopcy w małym pokoju i wypoczynek wzajemnie się wykluczają (z tego powodu na wyjazdy wakacyjne wybieramy campingi), więc dość szybko znowu się zebraliśmy. I na zakończenie dnia zrobiliśmy sobie spacer po Krupówkach (z naszego domu na Krupówki idzie się 5-10min.).

Dzień 2. - niedziela.
Opuszczamy nasz pokoik koło 9:30 i pół godziny później jesteśmy na parkingu w Dolinie Chochołowskiej.
Poprzedniej nocy miałam straszny sen: na polanie Chochołowskiej przekwitły wszystkie krokusy,  nie było ani jednego... Rzeczywistość okazała się jeszcze gorsza: na parkingu był dziki tłum ludzi, masa samochodów i cały czas nadjeżdżały nowe... SZOK!!!
Gdyby nie fakt, że mieliśmy spać w schronisku i było bardzo prawdopodobne, że ludzie znikną już popołudniu, zrezygnowalibyśmy z tej doliny i pojechalibyśmy gdzieś indziej, np. do Doliny Kościeliskiej, wnioskując po parkingu, było tam zdecydowanie mniej ludzi.
Jednak kupiliśmy bilet wstępu i ruszyliśmy w górę doliny. Pierwsza połowa drogi prowadzącej do schroniska jest wyasfaltowana (do Polany Huciska)  i można ją pokonać przebranym za ciuchcię traktorem. Jednak my nie lubimy tego typu rozwiązań, więc dotarliśmy tam na własnych nogach. Nad potokiem Chochołowskim na Polanie Huciska zrobiliśmy sobie przerwę na odpoczynek i kanapki.


W końcu, po średnio przyjemnej wędrówce (ze względu na ilość ludzi), znaleźliśmy się na Polanie Chochołowskiej. Wg. oznaczeń droga z parkingu do schroniska zajmuje ok.2 godz.,  nam, wliczając postój, zajęła nam prawie dwa razy więcej. Oczywiście Kajtul mocno spowolnił nasze tempo.
Polana jest przepiękna, do tego niesamowite ilości krokusów robią ogromne wrażanie...




Niestety ilość ludzi, jaką tam zastaliśmy, mocno zakłócała piękno tego miejsca.
Poszliśmy więc prosto do schroniska, widząc kolejkę do bufetu zrezygnowaliśmy z obiadu i po rozpakowaniu się w pokoju zjedliśmy przygotowane rano kanapki ;)
No, ale w końcu nie przyszliśmy tutaj, aby siedzieć w schronisku... Poszliśmy, więc na polanę, ludzi było już troszkę mniej. Wybraliśmy sobie w miarę puste miejsce w wyższej części polany, niedaleko kapliczki i tam trochę sobie posiedzieliśmy. Dzieciaki pobiegały po trawie i przeprowadziły ostrzał wojsk nieprzyjaciela ;) 


Koło 16:30 zdecydowaliśmy się wrócić do schroniska, w jadalni było zdecydowanie mniej ludzi, kolejka też było duużo mniejsza, więc postanowiliśmy zjeść obiad. A na deser przepyszna szarlotka ze śmietaną i jagodami. Mniam!!!
Po obiedzie znowu na łono natury. Najpierw podeszliśmy do kapliczki a następnie znowu poszukaliśmy przyjemnego miejsca, żeby troszkę posiedzieć :) Wreszcie mogliśmy w spokoju nacieszyć się pięknem tego miejsca i podziwiać otaczające nas góry. Cudownie!!!


   

Dzień 3. - poniedziałek.
Wieczorem zaczęło wiać, wiało też całą noc i wiało rano. Nie zapowiadał się już taki piękny i ciepły dzień.
Po śniadaniu w schroniskowej jadalni wyprowadziliśmy się z naszego pokoiku, zostawiliśmy plecak na przechowanie w recepcji i ubrani w najcieplejsze rzeczy ruszyliśmy na wycieczkę.
Było zdecydowanie zimniej, wiał wiatr a na niebie dominowały chmury. Chcieliśmy przejść się trochę szlakiem papieskim w dolinie Jarząbczej. Niestety okazało się, że na szlaku jest jeszcze bardzo dużo śniegu. Doszliśmy, więc tylko do pierwszej polany, z mapy wynika, że jest to Wyżnia Jarząbcza Polana i po krótkim odpoczynku wróciliśmy z powrotem na Polanę Chochołowską. Tam dzieciaki trochę pobawiły się przy leżących pniach drzew. A my mogliśmy po raz kolejny podziwiać kwitnące dookoła krokusy!!!
  
W końcu przyszedł czas na pożegnanie ze schroniskiem i uroczą doliną i ruszyliśmy w dół, do parkingu.
Ku naszemu zdziwieniu mijaliśmy po drodze sporo ludzi... Okazuje się, że w sezonie krokusów nawet w tygodniu nie jest tu pusto...
W drodze na parking zrobiliśmy sobie jeszcze przerwę na uroczej małej polance - Polana Pod Jaworki. Spędziliśmy tam dobre pół godziny :)
I tak zakończył się nasz pobyt w tatrzańskich dolinkach... Przed odjazdem zjedliśmy jeszcze obiadek w Zakopanym i ruszyliśmy w drogę do domu.

Po tym weekendzie wiemy na pewno, że więcej na krokusy do Chochołowskiej w weekend nie przyjedziemy. Na pewno warto przyjść na Polanę Chochołowską, żeby podziwiać niesamowite, fioletowe dywany, ale nie w weekend...

Zapraszam do mojej galerii, znajdziecie tam więcej zdjęć z naszego tatrzańskiego weekendu :)


-----------------------------------------------------------------------------------

Dopisek po latach ;)
W 2012 roku kolejny raz odwiedziliśmy Polanę Chochołowską, kiedy pokrywały ją filetowe dywany: Doliną, halą, polaną w poszukiwaniu krokusów, zapraszam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz